Szli w ciszy. Madara przed nią pociągnął swoje lewe ramię do góry. Yo-chin nie odważyła się odezwać po dobitnych słowach Madary. Bohaterki z jej książek zapewne mruczałyby obraźliwe rzeczy pod jego adresem lub ignorowały jego egzystencje do końca życia. Problem polegał na tym, że w jej książkach mężczyźni zawsze dążyli do zgody z kobietami i to oni częściej przepraszali. Yo-chin nie mogła sobie wyobrazić Madary przepraszającego o cokolwiek. Dziewczyna wiedziała, że nie mogła dąsać się przez wzgląd na dobro misji, ale również przez rację jaką posiadał. Musiała wziąć się w garść. Nie była świętą i oczywiście czuła gorzki posmak po szczerych słowach, miała ochotę krzyczeć, drapać i przeklinać go. Wszystko to zamknęła w swoim specjalnym schowku. Nie wiedziała ile jeszcze rzeczy będzie mogła tam przechowywać, z każdym kolejnym uchyleniem jej sejf pulsował grożąc eksplozją.
W oddali mogła dostrzec zapadający się budynek. Oddychała głęboko chcąc uspokoić myśli, kiedy te zaczęły ją przytłaczać.
To nie pieprzona zabawa Yo-chin, musisz się ogarnąć, musisz się skupić i słuchać Madary, ma nieporównywalne większe doświadczenie. Los odbicia Haori i może innych zaginionych zależy od nas. Jeżeli spartolimy robotę przez moje niechlujstwo, nigdy sobie tego nie wybaczę. Co wiecęj- udowodnię wszystkim, że powinnam siedzieć cicho w wiosce i szukać męża.
-Jedna rzecz, zanim wejdziemy- Madara zwolnił krok.- W podziemnym półświatku mowa o jakiś sposobach na zatrzymaniu starzenia się i przy tym zwiększeniu pojemności czakry.
- Mówisz mi to, ponieważ jest to powiązanie z porywaczami Haori?
- Opis gospodarza co do pozostałej dwójki, z którymi była Haori, bardzo pasuje do tych, co rekrutują ludzi do takiej właśnie organizacji. Zmieniłem zdanie. Wejdziemy osobno, tak jakbyśmy się nie znali, łatwiej będzie do mnie dotrzeć.
Nie myślał, że ona coś wskóra. Jej ręce pociły się, bała się działaś sama. Madara do tej pory pilnował jej pleców, teraz musiała robić to sama. Strach przejmował kontrolę nad jej myślami, wchodził do zakamarków umysłu i prezentował wizje jej jako tej, która była całkowicie bezużyteczna podczas misji. Chciała pomóc pomóc i udowodnić sobie i Madarze parę rzeczy.
- Mamy zobaczyć, co ów organizacja wie czy w ogóle coś wiedzą o Haori.
- Dwójka zwiadowców zginęła podczas dowiadywaniu się o tych sprawach. Nie spieprz tego.
Tym ją obdarzył- suchym stwierdzeniem, zanim pierwszy wyszedł czarnymi drzwiami do środka gospody. Kiedy szedł Yo-chin znowu zauważyła, że dziwnie machnął lewym ramieniem.
Z wewnątrz Yo-chin mogła słyszeć urywane śmiechy, przekleństwa i jęki. Obawiała się co może tam zastać. Musiała postawić na dobry kamuflaż. Wspięła się na najwyższe drzewo i wyciągnęła kunai Tagato. Popatrzyła na swoje odbicie w polerowanym ostrzu. Nie wyglądała na najemniczkę, wyglądała jak zalęknięta była panna na wydaniu, która zbuntowała się tatusiowi i uciekła z domu. Związała włosy w kucyk.
To tylko włosy. Jednym ruchem obcięła swoje pukle. Kosmyki upadły na gałąź. Z długich włosów sięgających do bioder zostało tylko wspomnienie. Teraz jej rozpuszczne włosy sięgały do łopatek. Z plecaka wyciągnęła zapałkę i spaliła dowodu „zbrodni". Zwęgloną część drewnianej pałeczki wykorzystała do pomalowania oczu, robiąc sobie ciemne kreski. Miała mało czasu. Spojrzała na dłonie, były zbyt czyste i nieskalane. Zagryzając wargi przejechała ostrzem po nadgarstkach jednej ręki jak i drugiej. Prawie popłakała się z bólu. Wypuszczała powietrze ze świstem przez zęby. Delikatnie zaleczała czakrą swoje rany, tak aby wyglądały na przedawnione. Problemem dla Yo-chin w używaniu medycznego ninjustu było to, że mogła wykorzystać je na sobie tylko w ograniczonym polu działania. Dodatkowo zawsze wymagało to od niej więcej czakry, niż gdyby leczyła przeciętnego chorego. Gotowe. Wyciągnęła noże i schowała je po kieszeniach. Z gracją zeskoczyła z drzewa. Poprawiając plecak pewnym krokiem weszła do środka.
Na prawdę idę odważnym krokiem, chociaż we wnętrzu zmawiam modlitwę...
Głośnym hukiem weszła do środka. Miała zwrócić na siebie uwagę. Wnętrze było tak plugawe jak opinia o tym miejscu. Całość była dwupiętrowa, górna częśś była odsłonięta, po bocznych ścianach zostały wbudowane małe balkoniki. Na górze były pokoje gościnne , a na dole...syf,kiła i mogiła. Alkohol lał się strumieniami, przy każdym kroku Yo-chin czuła lepiącą się podłogę. Kelnerkami były skąpo odziane kobiety, które nieraz same siadały na kolanach mężczyzn i z uśmiechem przyjmowały wszystkie pocałunki od klientów. Yo-chin miała odruch wymiotny, czym prędzej dopadła do baru. Bez mrugnięcia otaksowała wzrokiem chudego barmana.
- Piwo.
Mężczyzna zrealizował jej zamówienie, a dziewczyna przyciągając kufel pamiętała, aby odsłonić jej rany.
- Kto cię tak urządził?- zapytał jeden z mężczyzn siedzący po jej prawicy. Nosił dziurawy słomiany kapelusz.
- Kajdany- odpowiedziała wpatrzona w konsystencje napoju. Nienawidziła tego piwa, wcześniej prawie je wypluła i Madara wypił je za nią. Wzięła łyk i wierzchnią dłoni otarła usta. Rozejrzała się po pomieszczeniu: podłoga była czarna, a ściany musiały być kiedyś wapienne (białe), ale z czasem zszarzały i pokryły się błotem, krwią i resztkami jedzenia. Yo-chin miała nadzieję, że kwasy żołądkowe w jej ciele dadzą rade zabić wszystkie bakterie, które właśnie dostawały się do jej organizmu. Przy ścianach zapalone były wiszące świeczki, a w kacie dostrzegła dobrze sobie znaną czarnowłosą czuprynę. Niebezpieczna aura Madary połączona z jego niebrzydką twarzą działały na jego korzyść. Madara wszedł przed nią może pięć-dziesięć minut wcześniej, a już zdążył być otoczony przez wianuszek kuso ubranych kelnerek. Przy okrągłym stole dosiadło się kilku mężczyzn. Madara nie próżnował, Yo-chin nie chciała pozostawać w tyle.
Kątem oka widziała jak mężczyzna w kapeluszu przygląda jej się wnikliwie.
- Można znaleźć tutaj piękne kobiety.
- Kelnerki zaiste są bardzo ładne i młode.- Odwróciła się z uśmiechem. – Czas szybko płynie kiedy masz dużo zleceń.
- Mówisz o młodości, a sama nie możesz mieć więcej niż dwadzieścia lat.
Ma mnie. Jest niesamowicie bystry, ale ten budynek jest azylem dla wszelkiej maści wojowników, nie znajdę tutaj żółtodziobów. Starała się zanalizować jego wygląd. Zaniedbana twarz, niski, ślady na skórze pozostawione po zarazie. Jest niedowartościowany, pragnie uwagi kobiet.
Yo-chin postanowiła obdarzyć go tym co tak bardzo potrzebował.
- Ty również dajesz się nabrać na mój wiek. Jestem zawiedziona. – Niby z tęsknotą zerknęła na kobiety.- Dużo bym dała aby zatrzymać czas.
Mężczyzna podparł się łokciem.
- Chyba mógłbym ci pomóc piękna pani.
Yo-chin roześmiała się. Mężczyzna nie był pewny siebie, chciała go zezłościć i pchnąć nad krawędź.
- Nie żartuj, dużo miejsc zwiedziłam i wiem, że to nie możliwe. Czy nie chcesz po prostu zaciągnąć mnie do łóżka?- zapytała odrobinę głośniej niż musiała. Zależało jej aby zawstydzić go. Osoby, które przebywały blisko, skupiły swoją uwagę na nich.
Zaraz będzie chciał mi udowodnić, że się mylę. Mężczyzna pochylił głowę.
- Chodź za mną.
- Lepiej abyś nie zmarnował moje czasu.- Wyszczerzyła się, ale jej rozbawienie nie dosięgnęło oczu. Starała się przypomnieć sobie o wszystkich okrutnych rzeczach jakie widziała i w lać w swoje spojrzenie tyle zła ile tylko potrafiła. Mężczyzna zaprowadził ją do trzyosobowego grona. Kiedy zwrócili głowę w jej stronę Yo-chin niemal się zachwiała. Opis gospodarza pasował idealnie do dwójki z nich, a więc trzeci musiał być ich partnerem.
- Ile razy mówiłem tobie abyś...
Mężczyzna w kapeluszu nachylił się do ucha tego z kozią bródką. Yo-chin wiedziała, że rozmawiają o niej. Nie mogła stać tutaj jak sierota i pozawalać im na decydowanie. Miała być zwykła, okrutną najemczyni. Trzasnęła dłonią w ich stół.
- Jeżeli masz mi coś ważnego do powiedzenia nie wahaj się, ale jeśli on..- Wskazała na tego za którym poszła.- Przyprowadził mnie, ponieważ chcecie się zabawić to muszę was zawieść, ponieważ ja również lubię rozrywkę, najlepiej czyimiś jelitami. Nie mam czasu na wasze pieprzenie.
Yo-chin bała się, że przesadziła i zrobiła z siebie karykaturę. Starała zachowywać się tak, jak wszyscy zabójcy, których profil czytała. Mężczyzna z bródką podniósł rękę, karząc swojemu podwładnemu przestać mówić. Wstał i wyciągnął dłoń.
- Wybacz za złe potraktowanie. Musimy być ostrożni, dużo schinobi kręci się tutaj ostatnio.
Miał miły, kojący głos. Yo-chin spuszczając gardę odwzajemniła uścisk. To był błąd, nie chciał jej puścić.
- Nie sprawdziłaś czy w drugiej ręce nie mam broni, aby zrobić to..- Za poły płaszcza wyleciała w jej kierunku jego druga ręka wraz z nożem. Yo-chin widziała wszystko jak w zwolnionym tempie. Wpadłam, cholera, cholera. Madara siedzi stolik dalej obserwując czy poniosę porażkę! Domyślił się, że to oni, dlatego wybrał to konkretne miejsce.
„Dwójka zwiadowców zginęła podczas dowiadywaniu się o tych sprawach. Nie spieprz tego."
Nie miała zamiaru, nie wykorzystała tutaj żadnej wiedzy którą dostała od Madary, zamiast tego swoją dłoń zacisnęła na jego kroczu. Mógł zachowywać się jak alfa, ale pod tym względem każdy mężczyzna był taki sam. Z całej siły wzmocniła uścisk. Jej „oprawca" wykrzywił twarz i puścił sztylet.
- Zabawne, zachowujesz się jak wielki-pan-zły-przestępca, a twoje jaja są tak małe jak u przepiórki.- Mówiła to lekkim tonem, choć na jej policzkach już dawno wykwitł rumieniec. Cieszyła się że oświetlenie jest słabe i prawdopodobnie nie było tego widać. Puściła jego krocze
- Nie musiałam sprawdzać czy masz coś w drugiej dłoni, ponieważ nie sądziłam, że będziesz tak głupi aby mnie zaatakować.
Przez jego twarz przemknął grymas niezadowolenia.
- Oh, przepraszam, że zraniłam twoje uczucia nazywając cię głupim! Myślałam, że już o tym wiesz.
- Szczerość jest bardzo droga, nie oczekuję tego od tanich sprzedawczyków.
- Nie pytałam o twoją historię- urwała.- Twój człowiek powiedział, że masz coś dla mnie.
- Chętnie wprowadzę cię w parę szczegółów, ale od razu powiem, ze cie nie lubię.
Wzruszyła ramionami
- Nie każdy ma dobry smak.
Mężczyźnie nie było już do śmiechu.
- Chodź za mną.
- Zaczekaj na mnie, muszę załatwić pierw swoje interesy.- Jak cholera, że pójdę gdzieś z tobą sama. Podeszła z powrotem do baru i poprosiła o kluczyk do jednego z pokoi. Kuso machając biodrami podeszła do stolika przy którym siedział Madara. Rozmowy ustały. Yo-chin prowokacyjnie nachyliła się.
- Bardzo mnie zainteresowałeś, chciałabym lepiej cię poznać. Tutaj są klucze do pokoju, spotkaj się ze mną za dziesięć minut.- Myślała, że spali się ze wstydu napotykając niewzruszone spojrzenie Madary. Pamiętała, aby jak najbardziej udostępnić obraz mężczyzną z tyłu, po to żeby widzieli co robi. Madara ułatw mi to, proszę, proszę, proszę...
Oczywiście tego nie zrobił:
- Czemu mam skorzystać? Złapanie choroby wenerycznej nie jest moim planem.
Yo-chin chciała zapaść się pod ziemię jeszcze bardziej. Niech cię cholera!! Frywolnie ścisnęła jego udo.
- To jest nas dwójka.
Madara złapał ją za rękę i przesunął odrobinę wyżej, pod materiałem mogła wyczuć wybrzuszenie.
Madara ty świnio!- krzyczała w myślach.
Uchiha widział latające błyskawice w jej spojrzeniu i usilne starania, aby nie wyrwać dłoni. Nie mogła teraz przestać, wszystko było częścią gry. Chociaż jego erekcja już nie. Za nimi wybuchło zamieszanie. Przy jednym ze stolików jakiś mężczyzna uderzył pięścią kelnerkę, krzycząc same obraźliwe epitety pod jej adresem. Yo-chin lekko wzdrygnęła się, opuściła gardę, wykonując krok w tył. Chciała podejść do mężczyzny i stanąć w obronie kobiety. Madara przewidując jej ruchy złapał za jej rękę, która przed chwilą spoczywała na jego udzie. Uniósł kluczyk do góry.
- Pięć minut i chcę zastać cię nagą w łóżku.
Jego słowa były twarde i nasycone podtekstem, ale Yo-chin wyczuła coś jeszcze- troskę. Przez całe to zdanie jego głos stał się jeszcze bardziej niższy i towarzyszyła mu dobrze jej znana chrypka .Madara ścisnął palce kobiety, zabierając jej strach. Z powrotem dokleiła uśmiech.
- Oczywiście.
Patrzyła na jej sylwetkę kiedy szła na górę z liderem całej czwórki mężczyzn. Zapamiętał ilość kroków jaką zrobili i drzwi którymi weszli. Schował klucz do kieszeni.
„ Jeżeli za pięć minut nie wrócę do tego pokoju, to wiedz, że cos mi się stało". -Yo-chin przełknęła gorzkie słowa jakimi ją poczęstował, zamiast załamać się pod naporem jego krytyki ona otrząsnęła się i posłusznie podążyła za jego rozkazami. Zadała sobie sprawę, z powagi sytuacji. Sama stworzyła sobie plan działania. Madara zacisnął pięści, coś ciężkiego zalegało mu na żołądku. Nie sądził, że Yo-chin podejmie inicjatywę, więc nie spytał o jej plan. Teraz wiedział, że może powinien to zrobić.
Na początku kiedy przekroczyła próg gospody nie poznał jej. Wyglądała jakby razem z jej włosami zniknęły hamulce strachu jakie ją trzymały. Prezentowała się dojrzale i poważnie. Mężczyźni siedzący z nim przy stole rzucili parę komentarzy na jej temat, a Madara myślał o wyrwaniu im języka. Nie dlatego, że się z nimi nie zgadzał, ale dlatego, że mówił to ktoś inny.
- Oi- krzyknął jeden z jego „towarzyszy"- Tak w ogóle czemu jesteś cały na czarno? Czarne włosy i ciemny strój..szykujesz się na pogrzeb??
Ten mężczyzna najwięcej mówił o sylwetce Yo-chin, Madara przyszpilił go spojrzeniem do krzesła.
- Tak, ale jeszcze nie zdecydowałem czyj.
CZYTASZ
Duty first. Love second (1)
FanficWszystko dzieje się w universum Naruto, a raczej wiele lat przed głównym bohaterem popularnego anime, czyli w erze Wielkich Wojen Ninja. Dziewięcioletnia Yo-chin z klanu Uzumaki poznaje młodszego brata Madary Uchiha- Tagato. Chłopak czuję do niej...
