Niebieskie niebo i brązowe piwo

185 17 9
                                        

Powiem tak, śmiałam się niesłychanie pisząc ten rozdział-bonus. Naprawdę, mam nadzieję, że nie zrazicie się przekleństwami, a ja radzę aby wyobrazić je sobie z dubbingiem"Ivony" XD. 
Wszelkie błędy i przekręcenia przy rozmowie kobiet będą zamierzone.
****************************************************************************************

- Nie! – krzyknęła do postawnego mężczyzny. – Nie stanie się to! Nie dopuszczę do tego!
Kręciła głową zaprzeczając wizji jaką obdarzył ją Mędrzec. Pudrowo-różowa- brzoskwiniowa mgła robiła się coraz gęstsza.
- Wybrałem cię Yo-chin. Obdarzyłem ogromnie ważną misją. Jeśli nie podołasz...
  Zrobiła krok w przód wraz ze strachem i determinacją w jej sercu.
- Podołam. A jeśli nie przysięgam, że moi potomkowie nie spoczną dopóki nie zniszczą Zetsu. Misja jaką mnie obdarzyłeś zostanie ukończona. Przysięgam na zapieczętowaną duszę w mym ciele!
  Mędrzec nie wyglądał na przekonanego.
- Co z potomkiem Indry? – zapytał i podparł się na lasce.
  Ramiona dziewczyny opadły.
- Kto nim jest?
  Mgła niemal zasłoniła ich sylwetki.
- Dowiesz się wkrótce, dowiesz się wkrótce.

  Obudziła się gwałtownie. Oddychała głośno, jej nos przestał pracować i musiała łapać powietrze ustami. Trzęsła się niemiłosiernie. Na barkach czuła ogromny ciężar a w brzuchu płynął kwas. Gorzki pismak na jej ustach zemdlił ją, ale nie zwymiotowała.
- Dam rade? A jeśli nie? – pytania wyleciały z jej ust, kiedy uspokajająco kiwała się w przód i w tył. Zasłona spadła na jej umysł i zapomniała o co pytała. Znowu sen z wysokim mężczyzną w roli głównej.
- Ja...osszzzallleje. – wyszeptała łapiąc się za głowę.
  Dzień okazał się być szary, tak jakby pogoda nie mogła się zdecydować czy jednak będzie dziś padać, czy może jednak wyjdzie słońce. Yo-chin miała lekko otumaniony umysł po wczorajszej nocy. Głośne walenie do drzwi tylko ją rozdrażniło.
- Idę! – krzyknęła ubierając szlafrok. Otworzyła usta ze zdziwienia na widok gościa.
- Tadashi-sensei.
- Ubieraj się, idziemy trenować – oznajmił. Blizny na jego rękach nigdy nie odznaczały się tak wyraźnie. Jej sensei potrafił oszukać ją, lecz nie czas. W bystrych oczach błysnęło zmęczenie, a Yo-chin pragnęła puścić w niepamięć ich zwadę. Chciała aby obdarzono ją zaufaniem, a nie zrobi tego dąsając się w pokoju.
- Będę gotowa za pięć minut. Tam gdzie zawsze? – pytała o oddalone wzgórze.
- Tak, chcę przetestować twoje możliwości. – Gałązka oliwna. Yo-chin ją przyjęła.
- Ja również.
  Ubrana w granatową tunikę zawiązywaną na boku i spodnie do kolan, Yo-chin prezentowała swoją wersję Susanoo.
- Imponujące – przyznał Tadashi. Obchodził ją parokrotnie notując w głowie wady i zalety jej jutsu. - Ile zużywasz czakry?
- Nie używałam go długo, ale zawsze mogę pobrać odrobinę z otoczenia i przeciwnika. Wydaje mi się, że na dłuższą metę będzie wyczerpujące.
  Tadashi nadepnął na suchą gałązkę. Po wzgórzu rozniósł się trzask.
- Jako klan Uzumaki nasza stamina jest nieporównywalnie wyższa z innymi. Jeśli możesz wykorzystywać i manipulować czakrą oznacza to, że formą którą można cię pokonać jest czyste taijustu.
  Yo-chin wróciła na ziemię odwołując swe jutsu.
- Nie sadzę. Tobirama wyprowadzał mnie z równowagi swą szybkością. Jego jutsu było zbyt szybkie abym zdołała je pochłonąć.
- Tak, tak – pomachał ręką koło jej twarzy. – Słyszałem o pojedynku najsilniejszej kobiety w Konosze.
  Yo-chin zmarszczyła nos i brwi.
- Mówimy o tym samym pojedynku? – zapytała. Nie uważała się za najsilniejszą, chociaż jej ego została połechtane.
- Czemu jesteś taka zdziwiona? Uczę wybitne kobiety. Idąc dalej... – pochwałę wypowiedział tak nijakim tonem, że ledwie się jej doszukała.
  Naprawdę taka była? Tak o niej mówiono?  Powstrzymała uśmiech. Złapała się za głowę gdy mistrz uderzył ją pochwą katany.
- Ał!
- Nie bujaj w obłokach. Na bogów, te kobiety... – Spojrzał na nią z ukosa. – Przećwiczmy tego czego nauczył się pan „niewystarczymi". – Przewrócił oczami. Pamiętał co Madara Uchiha powiedział gdy Yo-chin miała zostać wysłana z nim na misję. Wyraźnie pokazał swój stosunek do jego treningu.
- Madara? – Yo-chin uniosła brwi. – Dobrze sensei. Zaczynamy?
- Nie ze mną. Mito! – krzyknął kierując brodę w bok.
- Sensei! Nie chcę jej zrobić krzywdy!
- Mito nie dorówna ci w taijustu czy ninjustu, ale przewyższa cię pod każdym względem w fuinjustu. Miała przygotować się do tej walki, a jej orężem będą pieczęci. Co ciekawe, niektóre z nich wymyślił Senju.
- Tobirama... – przerwała gdy zza drzewa wyszła pełna gracji kobieta.
- Wiele się od siebie nauczycie.

Duty first. Love second (1)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz