Jeżeli ktoś tu jeszcze jest to proszę o oceniania opowiadania oraz o pisanie w komentarzach czy postać Yo-chin, jej osobowość, podoba wam się. Na pewno różni się od większości dziewczyn z opowiadań, ponieważ nie jest ona jednoznaczna: dojrzała, ale młoda i niedoświadczona, odważna lecz czasami tchórzliwa. Sądzę jednak, że większość nas-kobiet- właśnie taka jest :D
Jestem ciekawa waszych odczuć:)
****************************************************************************************************
Hashirama wędrował z bratem po obozie dyskutując o ilości ninja, wartowników i lekarzy. Rozmawiali przy okazji ze starszymi osobami znajdującymi się w osadzie. Hashirama widząc wypisaną na ich twarzy tęsknotę, czuł bezradność z braku możliwość im pomocy.
Jednak dzięki obecności Aoi zrobiło mu się lżej na duszy. Sądząc po wygładzonych rysach twarzy Tobiramy, Hashirama stwierdził, że jemu również jest raźniej.
- Jestem naprawdę wdzięczny, że Aoi do nas dołączyła- zagadnął brązowowłosy.
Tobirama z nowymi niebieskimi ochraniaczami wyglądał jak stalowy lodowy wojownik.
Sztywno rozglądał się po obozie rozglądając się szukając przy tym najmniejszego znaku zagrożenia. W końcu przytaknął.
Demon rozmowy-pomyślał Hashirama, postanawiając podręczyć brata.
- Yo-chin wyrosła na piękna kobietę, słyszałem od Aoi, że jako uzdrowicielka dobrze sobie radzi.- No dalej złap temat.
-Tak?- odwrócił głowę w jego stronę.
Bingo- uśmiechnął się w myślach.
- Mhy, najlepiej radzi sobie z dziećmi. Aoi wspominała również o jej ogromnej wrażliwości. Przez nią potrafi dopasować się do każdego pacjenta.
- Taka cecha jest pożądana u uzdrowicieli- oznajmił Tobirama, kiwając głową.- Hashirama, po co te podchody? Powiedz mi wprost co kombinujesz?
Przyszły lider zawiesił głowę ze smutku po nieudanym działaniu "pod przykrywką". Dobrze, że podczas walki radził sobie dużo lepiej niż w próbie zmanipulowania bratem.
- Skoro tak wszystko wiesz, to również zdajesz sobie sprawę czemu poruszam ten wątek- odrzekł.
- Co mam ci powiedzieć? Że uważam ja za piękną kobietę?- namyślił się.-Tak jest piękna. Zdałem sobie sprawę, że wyrosła. Nie musisz wykorzystywać to jako pretekst aby zostać swatką.
Wyraz twarzy Tobiramy nawet się nie zmienił. Czasami tak bardzo przypominał mu jego przyjaciela z dzieciństwa. Hashirama pomyślał o czarnowłosym chłopaku z którym trenował.
A propo, tego.
- Dostałem list od Madary.
Tobirama zatrzymał się i zmarszczył brwi. Hashirama odwrócił się i wyjawił mu tekst listu.
- Za nic mu nie ufam- oponował Tobirama.- Bracie nie ufaj mu z sentymentu.
Brązowowłosy pokręcił głową.
- Podpiszę, wybieram dobro naszych jeńców ponad twoje uprzedzenia.
Tobirama czuł jak jego czarka wylewa się z jego ciała, tworząc lekką niebieską poświatę.
- Hashirama- wypowiedział imię brata jak groźbę.- Robisz błąd, nie wiesz czy oni dotrzymają swoją część.
Miał nadzieję, że zrozumie jego racje po czym ustąpi. Hashirama jednak nie był tylko starszym bratem, który posłusznie słucha swego młodszego. Tobirama wybierał siłę ponad zaufanie i miłość. Hashirama uwolnił swoją czakrę, która dla odmiany była fioletowa.
- Posłuchasz mnie m ł o d s z y bracie, ponieważ chcesz dobra naszych ludzi.- Podkreślił to słowo zniżając głos, nadając mu przez co złowieszczej nuty. Robił to rzadko i kompletnie nie pasowało to do niego. Poświata Tobiramay zgasła, teatralnie wciągnął powietrze.
- Rób jak uważasz, bracie.
Kolejne starcia. Kolejne ofiary.
Główna uzdrowicielka miała rację gdy mówiła o "gorącej strefie".
Yo-chin latała tylko w te i we w te lecząc, a w przerwach niosąc wodę i ręczniki
Całe południe z zespołem ratowała życie. Myślała, że w poprzednim kompleksie widziała już praktycznie wszystko, myliła się. Przez pierwsze dni płakała nie mogąc poradzić sobie psychicznie. Następnie postanowiła zamknąć wszystko w swoim specjalnym sejfie, a na twarz założyła maskę silnej kobiety, taką jaką jest Aoi i jej mama. Połę chaty, w której się znajdowała, uchylił Tobirama, który miał sporę rozcięcie pod okiem. Rana obficie krwawiła. Yo-chin zignorowała go klęcząc przed pacjentem. Brakowało łóżek wiec większość musiała leżeć na materacach na ziemi. Odgarnęła włosy mężczyźnie które były tak czarne, że połyskiwały granatowymi refleksami.
- Jeżeli któryś z uzdrowicieli jest wolny niech przyjdzie do oddzielnego pomieszczenia- ogłosił Tobirama donośnym tonem. Oddzielne pomieszczenie służyło głownie za magazyn ziół i bandaży. Yo-chin skończyła zszywać ninje i rozejrzała się po izbie. W wąskim korytarzu, w którym klęczała, leżały materace jedno koło drugiego, tworząc coś na kształt linii. Uzdrowiciele krzątali się lub biegali, w każdym razie żaden nie skończył swojej roboty. Yo-chin wzdychając otrzepała ręce i weszła do magazynu gdzie znajdował się białogłowy chłopak.
Przechadzał się po magazynie oglądając zioła i maści znajdujące się w szklanych pojemnikach.
Tobirama nie potrzebowałby żadnego stołka aby wziąć maść z najwyższej półki- ona tak.
- W czym mogę ci pomóc?- zapytała rzeczowym tonem. Wyzbywała się już nerwowości w jego towarzystwie. Była zbyt zmęczona psychicznie i fizycznie, aby zaprzątać sobie głowę takimi rzeczami.
Tobirama nie wzdrygnął się, kompletnie nie zaskoczony jej obecnością. Zdążył już ją wyczuć.
Odwrócił się, pokazując ranę.
-Chyba nie muszę tłumaczyć.
Yo-chin pokazała mu drewniany podwyższany stołek i kazała mu usiąść.
Wzięła czystą tkaninę i miskę z wodą. Podeszła do Tobiramy i zaczęła lekko przemywać ranę.
Cisza była niezręczna. Postanowiła to zmienić:
- Muszę zapisać się na korepetycje do tego, który tak cie urządził.
Popatrzył na nią niezrozumiale. Yo-chin czuła wielką niewygodę w trakcie oczyszczania rany.
- Muszę zdjąć twój ochraniacz na głowę, przeszkadza mi.
Pokiwał głową sam go usuwając. Wymoczyła znowu szmatkę barwiąc wodę na kolor szkarłatu.
- O co chodziło Ci z tymi korepetycjami- ruszył twarzą i wzdrygnął się. Zrobił minę skwaszonego dziecka.
- Nie ruszaj się- ofukała go.- Co do tego, cóż kiedy ja rzuciłam w ciebie udało mi się trafić koło twej twarzy.- Miał to być żart jednak wypowiedziany głośno nie wydawał się już taki śmieszny.
Przez parę chwil nic nie mówił. Zerknęła na niego, zamknął oczy, wydawał się być straszliwie zmęczony.
Yo-chin skończyła z myciem i wyciągnęła maść gojącą. Delikatnie drewnianym patyczkiem nakładała to, w miejsce zranienia. Wrażliwa część w niej domyślała się, co jest tego przyczyną jego wyczerpania.
- Nie bierz wszystkiego na siebie- powiedziała ni stąd ni zowąd. Momentalnie otworzył oczy.
- Co masz na myśli?- zapytał ostrożnie.
Pokręciła głową po dłuższym namyśleniu.
- Nie, przepraszam to było bez sensu to tak jakby kazać CI przestać oddychać.
- Ciągle nie rozumiem.
Yo-chin ostrożnie dobierała słowa, nie chcąc przekroczyć granicy z Tobiramą.
- Chodziło mi o zdrowie i życie twoich żołnierzy. Wydajesz się obciążony psychicznie. Zdałam sobie sprawę, że moje słowa i tak nić nie dadzą. Jesteś dowódcą, czujesz za nich odpowiedzialność, tak samo jak ja za pacjentów. Nie da się tego wyłączyć, a już na pewno nie sprawią to czyjeś słowa
Pokiwał głową czując, że ona w jakiś sposób go zrozumiała.
- Tak, nie da się tego wyłączyć.
Popatrzyli sobie w oczy przez kilka sekund. Tobirama spojrzał na nią w niesamowicie łagodny sposób z nutką zdziwienia. Yo-chin nie wiedziała co siedzi mu w głowie. Wiedziała również, że jej wrażliwa, empatyczna część chciała mu dać wsparcie.
- Jeżeli będziesz potrzebował porozmawiać, wiesz gdzie mnie znaleźć- zaoferowała Yo-chin.
Dziewczyna podświadomie wiedziała, że jest parę osób do którym podszedłby jako pierwszy, żeby się wygadać. Ona do niech nie należała.
Z szacunku do niej pokiwał głową. We dwójkę wiedzieli, że ta rozmowa nie zdarzy się to w najbliższym czasie.
CZYTASZ
Duty first. Love second (1)
FanfictionWszystko dzieje się w universum Naruto, a raczej wiele lat przed głównym bohaterem popularnego anime, czyli w erze Wielkich Wojen Ninja. Dziewięcioletnia Yo-chin z klanu Uzumaki poznaje młodszego brata Madary Uchiha- Tagato. Chłopak czuję do niej...
