Bariera

192 27 0
                                        

Spytacie, co się tu dzieje, że tak szybko dodaję kolejny rozdział? Odpowiedź jest prosta: dostałam weny i napisałam chyba z 10 nowych stron.
Ogólnie bardzo chciałbym podziękować osobom, które czytają to opowiadanie. Jesteście super! ( Wydaje mi się, że tych osób , które gwiazdkują jest 4, wiecie przypomina mi się mem "Ci sami znajomi, którzy lajkują twoje posty. Właśnie jesteście moimi takimi memowymi znajomymi ;D Za co dziękuję<3)

**********************************************

- Auuu! To boli- krzyknął młody strażnik. Posiadał on krótkie blond włosy, oczy szeroko rozstawione w kolorze burzowego niebo i szeroki nos.
Aoi wstała i spojrzała na niego zirytowana.
- To się nie ruszaj, mówiłam Ci to już parokrotnie. -Wziąwszy się pod boki czekała na na jego odpowiedz.
- Ale nadal bolało- odparł w dziecinny sposób, robiąc przy tym minę zbitego psiaka.
- Przypomnij mi, ile masz lat, 3?- spytała medyczka wracając do bandażowania mu żeber.
- Dwadzieścia trzy.
Aoi zdmuchnęła kosmyk włosa, który wydostał się z jej warkocza.
- Naprawdę? Niesamowite!
- Mój ojciec w domu ma delikatniejszych medyków.
Aoi ścisnęła bandaż odrobinę mocniej niż trzeba było, mężczyzna wciągnął głośno powietrze.
- Oo, przepraszam, co mówiłeś?- Rozluźniła trochę, widząc jak się krzywi z bólu.- Coś o delikatności?
 Yo-chin robiła spis pacjentów, siedząc na ławce przed namiotem medyków. Ściany nie były grube, więc chcąc nie chcąc słyszała wszystko. Na ustach cisnął jej się uśmiech, który z trudem zwalczała.
 Chłopak wywodził się z arystokratycznego rodu, daleko spokrewnionym z klanem Senju. Jednak koneksje (i pieniądze) ojca w dużej mierze wspomagało działania wojenne, a więc wszyscy przymykali oko na jego syna. Był on w pewnym stopniu wyszkolony, przez co został przyjęty do wojska. Jednakże,  dowódca oddziału w którym służył, dostał wyraźne polecenie aby jego syn trzymał się z boku i walczył tylko w ostateczności. Medycy o tym wiedzieli, ponieważ mieli traktować go „inaczej"- łagodniej i nie szczędzić ziół czy znieczuleń na niego.
- Mogę dostać innego medyka?- spytał głośno mężczyzna.
 Yo-chin czekała na odpowiedź Aoi, nie zawiodła się:
- Mogę dostać innego pacjenta?- zapytała równie głośno.
- Ty nie wiesz kim jest mój ojciec?
 Aoi czuła do niego już nie odrazę, ale żal.
- Nie ważne kim jest, może być samym bogiem i nic mnie to nie obchodzi. Wiem kim ty jesteś..-Sprawdziła opatrunek na jego poranionych żebrach, przez co musiała zbliżyć się do niego.- Jesteś moim pacjentem i będę traktować cię na równi z innymi, albo nie będę leczyć cie wcale.
 Chłopak spojrzał na nią oniemiały gdy kontynuowała, nawet nie patrząc na jego twarz:
- Odczuwam żałość w stosunku do Ciebie. Przykrywasz się ojcem, ponieważ nie masz wystarczająco dużo pewności siebie, aby mówić swoim głosem.- Wstała i oddaliła się do reszty pacjentów.
 Yo-chin z przyjemnością słuchała ich dyskusji, chciała umieć odpowiadać zawsze błyskotliwie i „złośliwie" szczerze jak Aoi. Nagle jakiś cień przykrył kartki przed nią. Bez zmian kontynuowała pracę.
- Znasz się na pieczęciach, prawda?-  zapytał łagodny, melodyczny głos, który dziewczyna od razu poznała.
- Kiedyś się ich uczyłam, wydaję mi się, że pamiętam wystarczająco dużo- odparła młodemu strażnikowi, który zalecał się do May.
- To dobrze- odpowiedział przysiadając się. Po chwili pokazał jej szkice.
 Yo-chin zerknęła na nie i pilnując aby nie wyglądało to, jakby rzucała swoją pracę aby mu pomóc, odłożyła wolno pióro. Wzięła wzór pieczęci dokładnie się jej przyglądając. Ostre światło bijące od słońce zmusiło ją do zmrużenia oczów.
- Pieczęcie ochronne?- zadała pytanie retoryczne.
- Miały nimi być, Tobirama-sama poprosił mnie abym znalazł kogoś kto się na tym zna i zapytał o opinię- dokończył wpatrując się w nią z cichą nadzieją w oczach.
 Widać było po nim jak bardzo pragnął zadowolić Tobiramą. Yo-chin jeszcze bardziej cieszyła się, że w porę odcięła się od takiej potrzeby. Kobieta Uzumaki czuła na sobie jego wzrok.
- Jest to jedna z silniejszych pieczęci, jednak pierwotnie nie było w niej dwóch okręgów- oznajmiła, przypominając sobie swoją naukę.
 Kątem oka zarejestrowała jak strażnik wzrusza ramionami. Nie miał pojęcia o czym mówiła. Spojrzała na niego przelotnie.
- Czego ode mnie oczekujesz?
- Tobirama-sama był ciekaw, czy zadziała, chcę ją ulepszyć.
 Dziewczyna namyśliła się.
- Z tego co wiem o jej odległości nie decydują okręgi, tylko to co w nim jest. Okręgi decydują o sile natężenia bariery ochronnej, nie o polu działania.
Chłopak pokiwał głową.
- Przekaże- posłał jej chłopięcy uśmiech.- Dziękuję za pomoc Yo-chin-chan!
 Dziewczyna na odchodnym krzyknęła tylko „nie ma za co" wracając do pracy.

Duty first. Love second (1)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz