Przesłuchanie

218 23 10
                                        

  Yo-chin miała wrażenie, że śni na jawie. Uczucie mogła porównać do przebudzenia się nad ranem. W takich momentach nie wiadomo- czy jeszcze śpisz? Czy może już się obudziłeś?Obrazy, kolory i światło przelatywały pod jej powiekami. W uszach słyszała jakby tłum ludzi mówił różnymi językami. Ich głosy układały się w modlitwę, jej echo ogłuszało dziewczynę i nie mogła skupić się na jednej rzeczy.
Zaufaj, obowiązek, Mędrzec, rola, Yura.
Ty masz to zrobić!
Ale nie dam rady!
Musisz to zrobić! Dasz radę. Prowadź ich, przede wszystkim In....
In....?
Prowadź go! Inaczej Zetsu wygra, wola, klątwa, przeznaczenie...
Kim jest Zetsu?! Co mam robić?!
Słuchaj..
Pomocy...
Zrób to, dasz radę
Pomocy!
-POMÓŻ MI YO-CHIN!
  Yo-chin miała uczucie, że spada z wysokiego budynku. Nieuchronnie zbliżała się do ziemi, rękoma chciała zamortyzować upadek. Obudziła się nim spadła na ziemię. Jej członki poruszyły się niekontrolowane. Usiadła i położyła pięść w okolicy serca. Jej nadgarstek otarł się o naszyjnik Nanami.
  Głos, który wołał o pomoc, należał do HAORI! Złapała dłonią za policzek. Czemu płaczę? Dlaczego słyszę dziwne głosy? Mój umysł w taki sposób, chcę sobie poradzić z presją? Co to za dziwny sen i czemu mam wrażenie, że to nie pierwszy raz gdy mnie nawiedza? 
  Z uczuciem przymusu wstała, aby wyjrzeć przez okno. Zbliżał się świt. Oparła wilgotne czoło o zimną szybę i przymknęła oczy. Za nią rozległ się cichy zgrzyt. Madara będąc wciąż we śnie, odwrócił się na łóżku w jej stronę i wyciągnął rękę. Poruszył nią parokrotnie po pościeli jakby czegoś szukał. Zmarszczył brwi niezadowolony.
  Yo-chin miała mętlik w głowie, na domiar złego czuła w podbrzuszu ucisk. Wiedziała, że nie są to objawy problemów żołądkowych. Zwaliła wszystko na nerwy i stres. Wyprostowała się, z zimna jej ciało pokryło się gęsią skórką. 
- Ał- szepnęła i spojrzała w dół. Jej piersi, aż za wyraźnie obrysowały się pod koszulą.Dziewczyna nie wiedziała czemu nagle stały się takie wrażliwe i obrzmiałe. Na wszystkie żale wódka i woda się nadaje.- Wódki nie miała, miała wodę w misie. Postanowiła okrążyć łóżko, aby zmoczyć twarz. Zdążyła minąć połówkę na której spał Madara, gdy oderwała stopę do góry i z jękiem upadła.
  Madara miał lekki sen, nie przyzwoliłby sobie na relaks kiedy ktoś mógłby go zaatakować, dlatego bez większego problemu usłyszał huk i soczyste:
- Kurwa jego mać.
  Od razu poderwał się gotowy do ataku. Jakież było jego zdziwienie kiedy zamiast rabusiów przy jego części łóżka, znalazł Yo-chin, trzymającą lewą stopę nad ziemią.
- Co robi shuriken na ziemi?- zapytała zniżając głos.
- Pułapka.
- Niezwykle skuteczna- wypaliła sarkastycznie. Wstała ze skuloną stopą. Opadła na łóżko tuż koło Madary. Spojrzała na spód stopy. Nie dobrze. Shuriken musiał być słabo wykonany, ponieważ korpus oderwał się i w jej ciele został kolec. Zaśmiała się z żałosnej sytuacji. Teraz czekała tylko na komentarz Madary, ból wyjmowania i mogła mówić „po wszystkim"
 Mężczyzna zapalił świecę
- Posiadasz jakieś szczypce?- skuliła się, ponieważ spodziewała się odpowiedzi:
- Czy wyglądam ci na przechowalnie? – Spiął włosy, poszperał w łóżku i wyciągnął cienki sztylet. Od ostrza odbił się blask świecy. Yo-chin zaschło w gardle. Mógł ,być cienki jak na broń, ale i tak za gruby jak na narzędzie lekarskie. To tak jakby ktoś chciał wydłubać drzazgę nie igłą, a tasakiem.
- Nie mam wprawy w posługiwaniu się nożami- przyznała ze wstydem. Cała ona, zawsze się tłumaczyła nie wiedząc po co. Sięgnęła po broń, na co Madara trzepnął ją po palcach.
- Daj mi stopę.
  Z ociąganiem odchylił się na łóżku.
- Nie utniesz mi jej?
  Madara rzucił jej spojrzenie z pod powiek, które mówiło „Jesteś idiotką, nie ryzykowałbym utraty noża"
- Radź sobie sama.
- Nie! Spróbujmy..
  Dała mu stopę, a ten mocnym uchwytem zagnieździł ją miedzy swoje nogi. Jedną dłonią obejmował jej kostkę. Spięła się w oczekiwaniu na ból, śródstopie było bardzo delikatne.
- Na trzy.- Spojrzał na nią. Jego mina plus broń w jego ręku sprawiły, że każdy z instynktów w jej ciele krzyczał „UCIEKAJ KUR...!"
- Raz.- Jednym, szybkim ruchem nadgarstka zatopił końcówkę ostrza w jej stopie, przechylił ją i wyciągnął odłamek.
  Yo-chin opadła na plecy. Nie zwracała uwagi, że jej koszula podwinęła się do połowy uda i na  wyeksponowany przez nią biust.
- Dziękuje.- Dziękuje za to, że zostawiłeś ten głupi shuriken przy łóżku, abym na niego wpadła!
  Madara umył ręce i nożyk. Mimo że skończył nie odwrócił się. Yo-chin spojrzała na jego kroczę. Poranna erekcję. Natury nie oszukasz, widywałam je u żołnierzy.
  Mimo tego po „dżentelmeńsku" odwróciła się, dając mu swobodę. Była świadkiem czystego biologizm u innych, ale dopiero u Madary w jej głowie poruszyła się wyobraźnia. Była ciekawa jak wygląda nago, jakby to było z kimś współżyć. Miała osiemnaście lat, to normalne, że miewała takie myśli. Między nogami pojawiło się mrowienie. Sztywna wstała i pochyliła się, aby wyciągnąć coś do dezynfekcji. W pokoju powietrze stężało, za równo jedna jak i druga strona zdawała sobie sprawę z poczynań swojego towarzysza. Przy każdym szeleście wyobrażali sobie co robi druga osoba. Hormony w ich wnętrzu krzyczały, stawiając ich wszystkie włoski na ciele.
  Yo-chin wzięła jakieś rzeczy i podeszła do kotary. Po chwili Madara usłyszał westchnięcie.
- Pomyliłam się i wzięłam twoje rzeczy zamiast moich, mógłbyś podać mi moje?
  Mężczyzna usiadł na łóżku.
- To choć tutaj i weź je sama.- W jego głosie pojawiła się głębsza chrypka.
  Yo-chin nie zapanowała nad swoim językiem, posłuchała instynktu i głęboko ukrytej figlarnej części niej:
- Uczyniłabym to, gdybym nie była naga.
  Po sekundzie koło niej pojawiła się ręka Madary, odebrała swoje ubrania i podała mu jego. Niestety, szybkość mężczyzny znacznie przewyższała jej i nim zdążyła puścić, on już pociągnął ubranie w swoja stronę. Yo-chin wpadła na róg kotary, przewracając ją. Z przerażeniem patrzyła jak nieuchronnie upada. Desperacko złapała zasłonę, a Madara zrobił to z boku drugiej strony. Niestety przez całą sytuację stali w nos w nos. Dziewczyna przylgnęła, zasłaniając dolne partie ciała, a jedną ręką podtrzymywała piersi.
- Co ty wyprawiasz?!
  Yo-chin nie dowierzała.
- Co ty wyprawiasz?!- odbiła piłeczkę.
- Zrobiłaś to specjalnie?
- Ty tak na poważnie? Spokojnie, nie poluję na ciebie. Dostęp do mojego ciała będzie miał mój mężczyzna, a wiem, że prędzej utopiłbyś się w rzece niż startował na to stanowisko.
  Madara zmrużył oczy, poczuł złość.
- Co może robi to Tobirama?- warknął. Temperatura w pokoju spadła o parę stopni.
- A u ciebie Kyoko?- pogodziła się z Kyoko, ale nadal nie chciała myśleć o tej dwójce razem. – Wiem, że mieliście dogłębne relacje.
- Bardzo dogłębne.
- Gratuluje. Dopiszę to do listy „nie obchodzi mnie"!- Obchodzi mnie!
- To czemu tak reagujesz?!
- Bo chcesz mi coś wmówić!
- Niby co?- drążył. Bawił się ją, zmuszał do tłumaczenia. Yo-chin wyczuła tą psychologiczną gierkę.
- Dziękuje za ubranie.-  Z walącym sercem i pulsującym ciałem cofnęła się w cień.
  Madara wiedział już jedno- nie tylko on w tym pomieszczeniu posiada kosmate myśli.

Duty first. Love second (1)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz