Nie lekceważ mnie

283 20 12
                                        

Znowu będę was prosiła abyście w odpowiednim miejscu włączyli muzykę, uwierzcie mi robi kompletnie inne wrażenie, w sumie dzięki niej napisałam ten rozdział. :D
*********************************************************************

To moja historia.
  Tykanie zegara rozbrzmiało w pokoju. Yo-chin z niewzruszoną twarzą słuchała kolejnych świadectw. Poprawiła się na krześle, co skutkowało wydaniem z niego dziwnych dźwięków.
Odchrząknęła.
- Jak sobie z tym radzisz?- rutynowe pytanie. Rutynowa rozmowa. Jedna z wielu jakie przeprowadziła. Poczuła się tak jak mała dziewczynka gdy wybuchła wojna: wtedy słysząc o tych wszystkich okropnościach nie czuła żadnego ukucia żalu czy zdziwienia. Teraz odczuwała coś podobnego. Żadne z wyznań ją nie dziwiło, żadne również nie wzruszało.
  Jej pacjentka wpatrywała się w podłogę.
- Nie radzę. Myślałam, że będzie lepiej, że przezwyciężę to. Przecież ja powinnam mieć władzę nad swoimi myślami i emocjami, nie na odwrót.
- Lepiej ich nie wstrzymywać.- HIPOKRYTKA, sama tak robisz. CO z twoim sejfem w głowie? - Lepiej na bieżąco wylewać swoje żale.
- Wstydzę się mówić o nich komukolwiek. Ludzie na pewno nie chcą o tym słuchać..
- Ludzie z którymi się przyjaźnisz, na pewno wolą słyszeć o twoich problemach niż o twojej śmierci.
  Nie umknęło jej jak kobieta momentalnie naciągnęła rękawy w dół.
- Ile razy dziennie?- zapytała ją spokojnym tonem. 
  Czarne włosy kobiety zasłoniły jej twarz. Noszenie obszernych ubrań mogła usprawiedliwić tym, że wstydzi się swojej wagi. Było to również dogodna wymówka aby ukrywać czegoś więcej.
- Jeden..
- Naście? Nie musisz się niczego wstydzić. Nie jestem tu od oceniania. Pamiętasz, że nic nie wyjdzie poza ściany tego pokoju?
  Ciszę znowu udekorował tykanie zegarka.
- To nie jest wyjście. - oznajmiła cicho Yo-chin. Okaleczanie siebie nim nie było.
- Myślisz, że nie wiem?! Ja po prostu sobie nie radzę! Nie jestem ani piękna ani lubiana ani ..jestem po prostu nikim.
- Nie możesz karać się za coś co nie było twoją winą.
- Ja na to pozwoliłam! Mogłam krzyczeć mogłam się bronić! - ukryła twarz w dłoniach. Nie mogąc dłużej ukrywać emocji wybuchnęła płaczem- Jestem za słaba.
- Żyjesz. Nie sądzę aby była to oznaka słabości, a walki.
- Nie mogę patrzeć na mężczyzn, wszędzie widzę jego twarz! Każdy cień mi go przypomina, każdy oddech. Czczczuję się brudna i żadna kąpiel nie zmyje tego ze mnie! Jeszcze wszyscy zachowują się jakby nic się nie stało! Spokojnie, przeszli do porządku dziennego, nie wynieśli żadnej nauki. Kobiety wciąż są traktowane tak jak były przedtem!
- Dlatego to zmienimy. Wszystkie.  Pytanie brzmi: ile z nas będzie na tyle odważna? Na pewno niszczenie siebie nie jest wyjściem. 
  Przestała płakać, wyraźnie zaszokowana słowami Yo-chin. Nie wiedziała czemu, ale aura jaką roztaczała młoda psycholożka podziałały kojąco.
- Dam radę? -zapytała
  Na to nie było odpowiedzi. Yo-chi nie mogła odpowiedzieć jej ani przecząco, ani negująco. Nie miała prawa wpływać na jej decyzje i zabierać jej nadziei.
- To zależy tylko od ciebie. Ale nikt nie każe ci kroczyć samej. Ja i inne osoby będziemy tu, gdy tylko zechcesz rozmawiać.


- Jaka sprawa?
- Ofiara przemocy domowej, mąż tyran - odpowiedziała Yo-chin nie wdając się w zbędne szczegóły. Jadła drugie śniadanie i wraz z osobami z pracy siedziała na dworze, przed budynkiem gdzie pomagano ludziom poradzić sobie z ich wewnętrznymi demonami.
Leniwie kończyła kanapkę, zauważając w oddali Madarę. Przechadzał się sam między uliczkami. Yo-chin zauważyła,że ludzie maja tendencje odsuwania mu się na bok i patrzenia w dół. Rzadko kto ośmielił się mu spojrzeć w twarz.
  „Idź"- rozkazał jej wewnętrzny głos, a Yo-chin go posłuchała. W połowię drogi uświadomiła sobie, że nie wie co mu powiedzieć. Przecież z jednym z przywódców nie rozmawia się o pogodzie. Tak nie wypada.
  Jak byłaś lekko wstawiona...to nie interesowało cię co wypada...
- Cicho - szepnęła do swoich myśli. Cichy plask przeciął powietrze. Yo-chin zaczęła rozglądać się szukając jego źródła. Wszystko wyjaśniło się, gdy zauważyła jak Madara lekko przyspieszył i uklęknął. Mała dziewczynka przewróciła się, a Uchiha chciał pomóc jej wstać. Widząc ciemną postać z jej ust wyrwał się przeraźliwy jęk.
  Madara na tę reakcje lekko przygarbił plecy. Nie był tym zaskoczonym
- Ten pan nie jest taki straszny na jakiego wygląda - dobiegł go niski, przyjemny głos. Rozpoznał go od razu.
  Uzumaki obeszła go i uklęknęła przy nim i dziecku.
- Zraniłaś się? Pokaż.
  Dziewczynka spojrzała to na Yo-chin to na Madare. Już nie ze strachu, a z ciekawości przyjrzała się mężczyźnie.
- To tylko obtarcie - stwierdziła podnosząc jej lekko spódnicę do kolana.
- Uważaj - wtrącił Madara. Chłód jego głosu spowodował, że dziecko znowu chciało znaleźć się jak najdalej niego. 
- Nie taki straszny na jakiego wygląda?- powtórzył, patrząc jak dziecko biegnie dalej w tylko jemu znanym kierunku.
  Madara czekał na jej reakcje. Jeden z jej kącików uniósł się w górę. 
- Czy powiedziałam coś złego? Nie chciałam sceny, to dziecko najprawdopodobniej wybuchnęło by płaczem.
- Nie prosiłem cię o pomoc.
  Bogowie, dajcie mi wiadro wody abym mogła wylać na jego głowę. Czemu przypomina mi teraz nastolatka?
- A jakżeby inaczej! Wcale na to nie czekałam.
- Mówił ci ktoś, że jesteś irytująca?- włożył w to zdanie tyle pogardy ile mógł. To nie był przecież komplement.
- Tak, ty Madara- sama. Dwukrotnie już.
  Bruzdy, które teraz zdobiły jego czoło, rozluźniły się. Dziwne, ale jego twarz pojaśniała. Nie powiedział nic więcej, po prostu odwrócił się.
  Naprawdę miałem to na myśli-  pomyślał Madara.

  Yo-chin zdążyła odwrócić się gdy ktoś zaczął ją wołać:
- Yo-chin-senpai! Pamiętasz?!
  Cholera!
Grupka chłopców których trenował Tobirama otoczyła ją zewsząd.
- Ja mam bardzo dużo pracy..
  Hiruzen oskarżycielko wskazał na nią palcem.
- Próbujesz się wymigać! 
  TAK!
- NIE! No co ty..dobrze.
  Między chłopcami przeszedł szum tryumfu.
- Ale wytłumaczcie mi, czemu nie ćwiczycie ze swoim senseiem?
- Teraz jest zajęty-odezwał się Homura.
- Ma dziewczynę.
- Bo, to ty mi to obiecałaś!- przekrzyczał Hiruzen.

Duty first. Love second (1)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz