Publikuje jeszcze raz, bo sama widzę że zrobił się bałagan w rozdziałach.
fnsdkjfndnfsdnkjsdnd >.<
*************************************************************
Yo-chin miała kiepski humor po rozmowie z Tobiramą, oczywiście nie miała innego wyboru, ale była taką osobą, która nie lubiła kiedy ktoś kogo darzyła uczuciem czuł się źle.
Postanowiła odsunąć wszystko na bok i odwiedzić Haori, mimo bólu w sercu. Obraz szpitala budził wspomnienia, zastanowiła się - czy pragmatyk o niezwykłych oczach znalazł dom? Czy wszystko u niego w porządku?
Lekko zaskoczona usłyszała, że Haori ma prywatną opiekę w jej mieszkaniu. No dobrze, ciągle była arystokratką, więc nie powinno ja to aż tak zadziwić. Ze zgrzytem skierowała się do ładnych domków zauważając, że parę metrów dalej stoi siedziba starszyzny jej klanu. Starszyzny, która próbowała ją sprzedać. Kusiło ją aby rozwalić budynek. Zatrzymała swoje zabójcze myśli kiedy została wprowadzona do eleganckiego domu. Naraz poczuła się jak brudna ulicznica. Była lekko spocona, jej dłonie nie były czyściutkie i wypolerowane, i nosiły ślady broni. A włosy? Były jednym, wiekiem bałaganem. Bez problemu mogłaby uchodzić za kogoś kto wykonuje brudna robotę.
Pokojówka Haori zapukała w białe drzwi, za nimi Yo-chin dostrzegła nieprzytomną Haori i siedzącą koło niej z książką Mito. Zostały same, a Yo-chin walczyła ze swoimi kompleksami na widok pięknej żony Hashiramy.
- Jak się czuję?- zabrzmiały pierwsze słowa, które echem odbiły się od białych ścian.
Mito zamknęła książkę i zacisnęła palce na okładce.
- Przebudza się na krótko, a potem wpada w letarg. Czasami nie odróżnia snu od jawy i ciągle myśli, że jest porwana. Czasami wypowiada twoje imię.
Yo-chin uniosła brew, podeszła do łóżka chorej.
- Moje imię? – Haori była wychudła. Jakby coś wyssało z niej życie. - Miewałam dziwne wizje, miałam wrażenie, że czasami woła mnie we śnie. Krzyczy „pomocy". - Pogłaskała dłoń dziewczyny. Za mało, ma zbyt mało czakry. Nie odbuduje sił w ten sposób.
Po sekundzie Yo-chin podjęła decyzję i wlała swoja czakrę w ciało dziewczyny. Yo-chin nie dosłyszała Mito, ponieważ zbyt skupiła się na transporcie czakry, którą coś uparcie blokowało.
- Słucham? – zapytała długowłosą Uzumaki.
Mito z zakłopotaniem rozchyliła pierwszą stronę książki, którą trzymała, a Yo-chin zapomniała o oddechu.
- To..to przecież..
- Twój podręcznik. Nie wiem czemu go zabrałam z wieży, to był odruch, ale potem wstydziłam się ci go zwrócić, żebyś nie pomyślała o mnie jak o złodziejce.
Nawet stąd mogła dostrzec specyficzne zagięcia jakie zostawiła.
- Musiał ci się przydać skoro trenujesz.
Mito delikatnie odgarnęła zbłąkany kosmyk z jej twarzy. Ten ruch miał w sobie tyle spokoju i elegancji, że Yo-chin poczuła zazdrość, przy niej była chłopczycą.
- Tadashi-sensei jest dobrym nauczycielem.
Yo-chin pilnowała siebie ażeby nie wydać żadnego zdziwionego okrzyku.
- Mniemam, że poznałaś jego złośliwą stronę. – Czemu mistrz, zdecydował się trenować Mito, skoro jest tak przeciwny szkoleniu kobiet?
- Dużo krzyczy i przeklina.
- Brzmi jak on.
Yo-chin spojrzała w dół na Haori. W brzuchu pojawił się uścisk.
- Czemu zaczęłaś trenować, jeśli mogę wiedzieć? – zapytała Yo-chin.
Mito wstała i zbliżyła się do łóżka. Stały na przeciw siebie, a wyglądem i wychowaniem były niczym słońce i księżyc.
- Haori zawsze powtarzała „potrafię być mądra, ale mężczyźni tego nie lubią". Tak nas wychowywano, w to wierzyłam. Haori często buntowała się przeciw tym konwenansom, nie mniej jednak ciągle była wrażliwa. Zależało jej na Tobiramie.
Za wcześnie.- pomyślała. – Dopiero się z nim widziałam.
- Byłaby dla niego idealna partnerką.
- Ale w jego sercu mieszkał ktoś inny i nie było dla niej miejsca. Nadal mieszka...
Wzrok Mito palił ją, musiała w końcu odpowiedzieć spojrzeniem. Patrząc na zmizerniałą postać Haori w Yo-chin uderzyło dziwne poczucie winy. Może gdyby wcześniej nakreśliła swe granicę, Tobirama zignorowałby ją i przeniósł uwagę na Haori, ta nie byłaby porwana i wszystkie złe rzeczy po prostu by się nie wydarzyły. Zaiste, z tej perspektywy wszystko było jej winą.
- Co sugerujesz?
- To ciebie darzy uczuciem. – Ton Mito był opanowany i pewny. Również się zmieniła. – Ale nie widzę aby było to obustronne.
Yo-chin chciała warknąć i kazać Mito zająć się swoimi sprawami. Zdusiła wszystkie niemiłe słowa. Stres związany z misją i rozmową z Tobiramą ciągle z niej schodził.
- Nie jestem tą, która do niego pasuje. Tobirama gdzieś głęboko w sobie też to wie, ale wciąż walczy.
Rysy Mito złagodniały.
- Cieszę się, że nie wodziłaś go za nos.
- Uwodzenie mężczyzn i staranie się aby nie opuszczali mego boku nigdy nie było celem mego wychowania. Nie wiedziałabym jak to zrobić, nawet gdybym chciała. – Nie powstrzymała tej małej zniewagi w stronę Mito. Cholera, aluzja była zbyt oczywista.
- Tak też mówiła Haori, nigdy nie chciała przyszłości jaką zgotowała jej starszyzna.
Jej głos był przyduszony, jak gdyby odzwyczaiła się od rozmów z ludźmi.
- To dlatego trenujesz. Chcesz zmienić sytuacje w klanie. Dla niej.
Mito podniosła głowę.
- Nie tylko, dla siebie, dla mych dzieci. Nie zniosę myśli, że ktoś będzie decydował za nich o przyszłości. Wystarczy już, że rodząc się wybierają nam: imię, klan, wiarę i przynależność. A my całe życie walczymy o to czego nie wybraliśmy. Przynajmniej w tym będą wolne.
Yo-chin raz jeszcze próbowała przelać swą czakrę do Haori, ale nic się nie stało.
- Muszę wyjść, ale zaraz wrócę – oznajmiła Mito. Przy wyjściu chciała podać jej podręcznik.
- Zatrzymaj go – Yo-chin wystawiła dłoń powstrzymując ją od wepchnięcia jej podręcznika. – Na pewno może ci się jeszcze przydać.
Żona Hashiramy pokiwała głową. Wbrew swojej dumie zaczęły darzyć siebie sympatią.
Yo-chin nie rozumiała czemu nie może uleczyć Haori, aż do głowy przyszedł jej pomysł, może głupi i ryzykowny, ale dzięki niemu pozna co pęta ciało dziewczyny. Yo-chin postanowiła wyssać odrobinę czakry.
Czakra którą pochłaniała mieniła się niebieskim światłem lecz ta wyglądała niczym smoła. W chwili kiedy dostała się do jej ciała, Yo-chin poczuła ogłuszający ból. Myślała, że nie da rady utrzymać się na nogach i zemdleje, a to było tylko częścią tego co okupowało jej ciało. Twarz Haori na sekundę się rozluźniła.
- Cholera!- Wyskoczyła na korytarz taranując Mito.- Dajcie tu lekarza!
CZYTASZ
Duty first. Love second (1)
FanfictionWszystko dzieje się w universum Naruto, a raczej wiele lat przed głównym bohaterem popularnego anime, czyli w erze Wielkich Wojen Ninja. Dziewięcioletnia Yo-chin z klanu Uzumaki poznaje młodszego brata Madary Uchiha- Tagato. Chłopak czuję do niej...
