Rozdział 9: Łapa

245 8 0
                                        

Liv

Stanęłam, opierając się o barierkę i zamknęłam oczy, czując przyjemny wietrzyk targający moje włosy. Po chwili poczułam kogoś ręce na mojej talii. Znaczy nie kogoś, bo tylko Syriusz tu ze mną był. Nie odwróciłam się, tylko stałam tyłem do niego.
- Ślicznie tu, prawda? - zapytam po cichu.
- Tak, przepiękny widok. - odszepnął.

Staliśmy tak jeszcze przez chwilkę, potem się odwróciłam i spojrzałam w jego szare oczy przepełnione szczęściem.

Doszliśmy do Wieży Gryffindoru i podaliśmy hasło. W Pokoju Wspólnym nikogo już nie było. Byliśmy sami.

- To co, Livie?
- A co ma być, Black? Widzimy się jutro. - powiedziałam i chciałam odejść.
- Nadal cię tak denerwuje jak we wrześniu? - zapytał i złapał mnie za nadgarstek.
- Już nie tak bardzo. - wyrwałam się i odeszłam.

W moim dormitorium Lily jeszcze nie spała, co mnie dosyć zdziwiło, zważając, że jest 2 w nocy. Reszta dziewczyn spała.
- Lily?
- Nareszcie przyszłaś. Gdzie ty tyle byłaś, dziewczyno?!
- Miałam szlaban, zapomniałaś? - zapytałam ze śmiechem.
- Ale tak długo?! Szlaban się zaczął o 19 i trwał 6 godzin??
- No wiesz jak to jest z Blackiem... On się obijał i musiałam praktycznie wszystko robić sama. - odpowiedziałam ze zmęczeniem.
- Co za leń.
- A później jeszcze poszliśmy na wieżę astronomiczną. - opowiedziałam jej całą historię.

Pogadałyśmy jeszcze trochę i padłyśmy jak zabite na łóżka.
Nie zdążyłam się umyć. Przecież nie będę jutro śmierdziała jak zgniłe jajo. Wstanę wcześniej i się umyję. Proste.

19 grudnia

Dorcas

Dzisiaj kończę swoje 16 urodziny. Na pewno przyjaciele zorganizują mi przyjęcie wieczorem. Ubiorę się ładnie już od samego rana. Biała bluzeczka i czarna spódniczka i do tego moje czarne kozaki. Umaluje się mocniej i uczeszę, czego zwykle nie robię.

Pora budzić dziewczyny. Najpierw Alę. Poszło gładko, ponieważ Alicji nigdy się nie mówi dwa razy, zawsze wykonuje polecenia za pierwszym razem. Potem Mary, z nią było bardzo ciężko, ale ostatecznie zabrałam jej kołdrę i już biegła do łazienki się wyszykować. Lily, jak odsłoniłam jej kotarę, już nie spała. A Liv, z którą zdążyłam się zaprzyjaźnić, musiałabym chyba budzić wieczność. Jednak mi się to nie udało, więc poszłam po Huncwotów. Oni z chęcią podjęli się zadania.

- James? Próbujesz? - zapytał Remus.
- Chyba chcę jeszcze żyć. - odpowiedział ze śmiechem.
- Ale z was mięczaki. - powiedział
Syriusz i wszedł na jej łóżko, zasłaniając kotarą.

Syriusz

Meadowes do nas przybiegła wystrojona. Na początku nie wiedziałem o co chodzi, ale się skapnąłem, że ma urodziny, dlatego złożyłem jej życzenia.
Potem wytłumaczyła nam, że Liv nie chce wstać. Oczywiście się ucieszyłem, że mogę pomóc mojej przyjaciółce. Jak dotarliśmy na miejsce to James nie chciał się podjąć zadania, więc przejąłem ster. Wszedłem na łóżko, zasłaniając kotarę, żeby nie wiedzieli co robię. Popatrzyłem na nią, wydawała się taką niewinna i słodka, kiedy spała. Ale tyło wyłącznie wtedy. Wymyśliłem sposób.
Przemieniam się w psa i liżę ją po buzi.
- James, przestań! - krzyczy z nadal zamkniętymi oczami.
- Ale ja nic nie robię! - odkrzykuje Potter zza zasłony.
- Co się tam dzieje? - pyta Lils.

Nadal ją liże. Szczeknąłbym, ale nikt nie może się dowiedzieć o naszym sekrecie. A tym bardziej o futerkowym problemie Luńka.
Otworzyła w końcu oczy.
- What the fuck?! - drze się, a ja się przemieniam.
- JAK!!!! - krzyczy ponownie.
- Wytłumaczę, tylko nie drzyj się tak. Tylko nie teraz i nie tu. Wieczorem na imprezie.
Przytaknęła i w końcu wstała.

Nikogo nie było w pokoju. Chyba uznali, że nie warto tracić czasu tu, czekając. Na pewno poszli na śniadanie.
Liv wstała i zaczęła szukać czegoś w kufrze. Popatrzyłem na nią. Jej piżamka była skromna. Miała ubrane krótkie, czarne spodenki i czarną, też krótką bluzeczkę na ramiączkach. Nie zauważyłem nawet, że się odwróciła w moją stronę.
- Co się gapisz? - zapytała.
A ja nic nie odpowiedziałem, tylko zlustrowałem ją od góry do dołu.
- I jak ci się podoba moją piżamka,  Black? - zapytała pewna siebie.
- Jest bardzo.....em.... odważna. - odpowiedziałem.
- Myślisz?
- Yhm. - mruknąłem.
- A teraz pozwolisz, że się ubiorę w mundurek? - coś się mnie zapytała.
- Tak...
- To może wyjdziesz? - zapytała roześmiana.
- Myślałem, że moje towarzystwo ci nie przeszkadza.
- Oczywiście, ale James nie byłby zadowolony gdybyś widział mnie nago.
- Nie masz nic pod spodem? - zapytałem, niedowierzając.
- A jak myślisz?
- Merlinie. -  wyszedłem jak najszybciej.

Idę już do Wielkiej Sali, żeby nie myśleć, co się właśnie wydarzyło, a raczej co mogło, gdybym nie wyszedł.
Widzę chłopaków i od razu zabieram się do jedzenia tostów.

- Gdzie Liv? - pyta James.
- Przebiera się. - odpowiadam spokojnie.
- Co tak długo tam robiliście?
- Chłopaki, muszę wam o czymś powiedzieć. Chyba wam się to nie spodoba. - powiedziałem na jednym wdechu.
- Co się stało? - pyta Remus.
- Bo ja tak jakby... Nie wiem jak to powiedzieć.
- No gadaj. - powiedział ostro James.
- Liv wie, że jestem animagiem. - powiedziałem cicho.
- Co?! Jak to?! - wydarł się Potter.
- Panie Potter, proszę ciszej. - powiedziała McGonagall, która przechodziła akurat obok.
- Przepraszam, pani psor.
- Syriusz, jak się to stało? - dopytywali.

Więc opowiedziałem im wszystko od zasłonięcia kotar, pomijając oczywiście moją ostatnią rozmowę z Livie.
- Powiesz jej? - zapytał smutny Remus.
- O twoim futerkowym problemie nie,  ty to powinieneś zrobić.
- Nie mów jej, że ja też jestem animagiem. Powie rodzicom i mnie zabiją. - rozpaczał James.
- Okey, zrobimy tak. - opowiedziałam im o moim planie.

Powiedziałem im, że omówiłem się z Liv wieczorem podczas imprezy Dorcas. Wejdziemy do jakieś opuszczonej klasy i tam opowiemy jej wszyściutko. Nie chcę mieć przed nią tajemnic, chce żeby mi ufała.

Liv

Po tym incydencie z Blackiem przebrałam się nie w mundurek tak jak mówiłam tylko w strój codzienny, bo dzisiaj jest sobota. Ubrałam fioletową bluzkę na długi rękaw i szare spodnie od dresu. Na imprezę przebiorę się później. Teraz mogę wszystko przeanalizować na spokojnie.

Black jest amimagiem!?! Ja się pytam jak!?!? A co jeśli reszta też jest? W tym James. Przecież to jest nieleglane! Za to mogą trafić do Azkabanu!! Po co się tak narażają!  Dzisiaj wszystko mi wyjaśnią, bo ja nic nie rozumiem.

Dobra, koniec tych myśli, czas iść na śniadanie. Wchodzę do Wielkiej Sali i kieruje się w stronę Huncwotów. Udaję, że o niczym nie mam pojęcia i żadnej niezręcznej sytuacji nie było między mną i Blackiem.

- Cześć wszystkim.
- W końcu raczyłaś wstać. - powiedział James.
- Dziwię się, że ty tak wcześnie wstałeś, przecież jest weekend.
- Przez ten czas jak byłaś w Beauxbatons, nauczyłem się wcześnie wstawać, dzięki Remusowi.
- W lato za to pewnie nie będę mogła cię dobudzić.
- Zobaczymy.

Nałożyłam sobie owsianki i zaczęłam jeść. Oczywiście nie byliby sobą, gdyby tego nie skomentowali.

- Czemu jesz to świństwo? - zapytał Black.
- Żeby mieć taką sylwetkę jaką mam, Black. - odpowiedziałam i puściłam mu oczko.
- Liv, słyszałem, że już wiesz o... naszym sekrecie. - powiedział cicho mój brat.
- Mam nadzieję, że mi to jakoś wytłumaczycie.
- Tak, ale wieczorem. - powiedział Pettigrew.
- Tylko żeby to nie zajęło długo, bo mam zamiar się dzisiaj ostro zabawić na imprezie.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz