Rozdział 5: Accio

323 10 1
                                        

~ Syriusz Black ~

Ten zakład muszę wygrać JA. Nie ona.
Muszę obmyślić jakiś plan. Niestety James mi w tym nie pomoże, bo nie ma prawa o tym wiedzieć. Nikt nie może o tym wiedzieć. Dlatego będę działać jak Liv będzie sama. Ale to będzie trudne, bo zawsze jest ktoś z nią, jak nie James albo Remus, to któraś z jej przyjaciółek. Na razie będę udawał, jakby ten zakład nie miał miejsca. I uderzę w odpowiednim momencie. Tak to mój plan. A teraz idę umyć moje piękne włosy.

Wstałem o godzinie 6, dosyć
wcześnie jak na mnie. Chłopaki jeszcze spali, więc postanowiłem ich nie budzić i poszedłem się przygotować do łazienki. Po umyciu się i ubraniu, zszedłem na dół do Pokoju Wspólnego. Jednak nie był on pusty, na kanapie w rogu siedziała Lily Evans czytającą książkę.
A to ci checa! I o czym będę z nią rozmawiał jak mnie zauważy!

Szybko przejdę prze obraz na korytarz. Po cichu..

- Black? - odwróciła się i niestety mnie zauważyła.
- Ooo, Evans. Ty tutaj? - udaje, że jej nie widziałem wcześniej.
- Nie mogłam spać. To przyszłam tutaj poczytać. A ty gdzie się wybierałeś?
Podszedłem bliżej, bo niestety już nie mogę udawać, że jej nie znam i uciec.
- Wstałem wcześniej i nie chciałem budzić chłopaków, dlatego zszedłem tutaj. - odpowiedziałem.
- Rozumiem. To możesz iść tam, gdzie szedłeś. - powiedziała niespodziewanie.

Nie czekając pobiegłem w kierunku wyjścia. Oo, Merlinie. Udało się. Ja naprawdę nie wiem, co James w niej widzi. Jest taka przeciętna i do tego kujonka. Dobra, idę się przewietrzyć na błonia.

Perspektywa Liv

Wstałam sobie dzisiaj dokładnie godzinę przed zajęciami, czyli o 8. Dziewczyny już zdążyły wstać i się uszykować. Dlatego łazienka była wolna. Umyłam się i ubrałam mundurek. Pomalowałam się dziś delikatnie, włożyłam moje okulary i poszłam na śniadanie. Wszyscy już siedzieli. Przywitałam się i spojrzałam dyskretnie na Syriusza, ale miał obojętny wyraz twarzy.

- James, mam do ciebie pewną sprawę. - postanowiłam mu powiedzieć o wczorajszym incydencie z pewnym szatynem, ale nie tym, co tu siedzi.
- O co chodzi? - popatrzył się na mnie z ciekawością wypisaną na twarzy.
Inni też się zaciekawili.
- Wolałabym na osobności.  - wstał i poszedł ze mną na korytarz przed Wielką Salą. Popatrzył się z niecierpliwością.
- Więc?
- Chodzi o to, że wczoraj na korytarzu rano potrąciłam pewną osobę i ....
- I? - dopytywał.
- No i on był dla mnie bardzo nie miły. I powiedział, żebym uważała, bo może się to dla mnie źle skończyć. - powiedziałam w końcu.
- Jak się domyślam był Ślizgonem.
- Tak.
- Jak wyglądał? - chciał wiedzieć.
- Miał czarne wlosy, niebieskie oczy.... Był bardzo podobny do Syriusza.
- Regulus. - szepnał.
- Znasz go?
- To brat Syrisuza. - powiedział, a mi opadła szczęka.
- On ma brata?
- Tak, ale się nie cierpią. Nie pytaj. Uważaj na niego, jakby cię jeszcze raz zaczepił, to przyjdź do mnie. Zajmiemy się nim. - poinformował mnie.
- Tak zrobię. A teraz wracajmy, bo się pewnie nie cierpliwią.
Wróciliśmy na swoje miejsca, dokończyliśmy jedzenie i poszliśmy na pierwszą lekcje, którą były zaklęcia.

- Dzisiaj poznamy zaklęcie przywołujące, Accio. Musicie tylko powiedzieć Accio i przedmiot, który chcecie przywołać. Do roboty!!! - powiedział prof. Flittwick.

Postanowiłam się trochę zabawić i rzuciłam zaklęcie:
- Accio różdżka Jamesa.
Po chwili przyleciała do mnie. A James, który nie wiedział, co się dzieje, spojrzał w moim kierunku. A ja się do niego słodko uśmiechnęłam.
- Liv, przegięłaś! - krzyknął z drugiego końca sali.
Po chwili poczułam, że okulary spadają mi z nosa. A potem już ich nie było. Syriusz, który trzymał różdżkę w powietrzu, bo ja miałam Jamesa, przywołał je do siebie.
- Oddaj mi je! Nic nie widzę! - krzyczałam.
- Sama po nie przyjdź. - odkrzyknął.
Wstałam i zaczęłam iść w jego kierunku. Po drodze potknęłam się o czyjąś nogę (chyba). Kiedy byłam (tak myślę) koło tych idiotów, potknęłam się.
I wylądąwałam na kim?! Na tym półmóżdżku Blacku. Miałam go unikać, a co ja robię, potykam się i akurat ląduję na nikim innym tylko na nim.
- Ktoś tu na mnie leci. - powiedział i się zaśmiał.
Ja wściekła i czerwona na twarzy podnoszę się i mówię:
- Oddaj mi moje okulary, Black.
- Ty oddaj Jamesowi różdżkę.
Oddaje bratu jego własność, a Black wstaje i zakłada mi okulary na nos.
- 1:0 dla mnie, Potter. - szepcze mi do ucha.
Ja zła na siebie, że nie przemyślałam mojego zagrania wychodzę z klasy, bo przed chwilą rozbrzmiał dzwonek.
Wpadam do dormitorium i wchodzę do łazienki. Muszę ochłonąć.

Co on sobie myśli?! Nie dam mu się więcej sprowokować. Po za tym to było nie czyste zagranie. Nic nie widziałam, to nie fair.

Po wszystkich lekcjach zaszyłam się w bibliotece, żeby Black mnie nie znalazł. Zrobiłam chociaż esej z eliksirów na następny tydzień. Później jak nie miałam nic do roboty, poszłam na boisko do Quiditcha, przypominając sobie, że James ma trening. Mogę pójść go poobserwować. Lecz przypomniałam sobie, że Black też jest w drużynie. Nie mając nic do roboty poszłam na kolację zjeść bułeczki z dżemem. Zauważyłam dziewczyny i podeszłam.
- Hej, dziewczyny. Co tam u was?
- Hej, Liv. Koszmarnie. - odpowiedziała Lily.
- Co się stało? Co mnie znowu ominęło?
- James mnie wkurza.
- Rozumiem. Mój brat potrafi być irytujący.
- To mało powiedziane. Wiesz co dzisiaj zrobił? - pyta Ruda.
- Dawaj.
- Powiedział Severusowi, że jestem jego dziewczyną. A on głupi w to uwierzył i nie chce ze mną rozmawiać.
- Współczuję i przepraszam za niego. - odpowiadam skruszona.
- To on powinien mnie przeprosić i odkręcić to całe zamieszanie.
- Porozmawiam z nim jak chcesz.

Jak on mógł coś takiego zrobić. Baran jeden. Jak chce w końcu być z Lily to musi to rozegrać inaczej.

- Nie, ja z nim sobie porozmawiam.
- Widzę, że szykuje się awanturka. - powiedziała Alicja i wskazała na wejście. Szli tam w naszą stronę Huncwoci. O nie, tylko nie to. Ja nie mam zamiaru siedzieć z Blackiem przy jednym stole. Podnoszę się i rzucam dziewczyną, że zobaczymy się później. Wychodzę z Wielkiej Sali i kieruje się na Błonia. Widzę paru uczniów, którzy odpoczywają nad jeziorem, niektórzy się uczą, a jeszcze inni ganiają się. Rozmyślam o tym wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło i nie mam pojęcia jak się z tego wypłatać. Po pierwsze jak on wygra to będę musiała iść z nim na randkę, czego nie chcę i bym nie zrobiła za żadne pieniądze. Po drugie on już prawie wygrał, wpadłam na niego. Ale czekaj! Przecież wtedy powiedział, że to ON ma się do mnie zbliżyć, a nie JA do niego, tak powiedział:

- Zrobimy tak, że jeśli mi się uda do ciebie zbliżyć to umówisz się ze mną a jak nie to ty wymyślisz, co ja zrobię.

Moje przemyślenia przerwał śmiech dochodzący zza rogu. Odwróciłam się i oczywiście zobaczyłam całą zgraję podążającą w moim kierunku.

- Liv!!! Chodź, idziemy do naszego dormitorium zagrać w butelkę.

Ja, nie mająca innego wyjścia, poszłam za nimi.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz