14 luty
Pov: Liv
Wstałam, nie wiedząc jaki jest dzień. Może i to dobrze dla mnie, po co się stresować, czy za rogiem czeka na ciebie zbroja, która ma dla ciebie specjalną piosenkę.
Już się dowiedziałam, co nieco na ten temat od dziewczyn, jak wyglądał ten dzień od kilku lat.
Ale wracając do rzeczywistości, zapomniałam, że takie coś istnieje.
Więc, wstałam sobie na spokojnie, wyszykowałam się i zeszłam na dół.
Na dole nikogo nie było z moich przyjaciół, wszyscy jeszcze spali, dziewczyny na pewno, chłopaki prawdopodobnie też, ale kto ich tam wie.
Wychodząc na korytarz, spotkałam prof. McGonagall, zmierzającą w stronę mojego salonu. Zatrzymała się koło mnie i powiedziała:
- Panno Potter, przekaż Lupinowi i Evans, żeby poinformowali wszystkich Gryfonów, że dzisiejsze wyjście do Hogsmede jest nieaktualne i że macie się stawić w Wielkiej Sali dokładnie o 10⁰⁰, dziękuję. - i odeszła.
Teraz stoję tak, jak ostatnia ofiara i nie mogę się ruszyć, zero.
Zamurowało mnie po prostu.
Wyjście do wioski odwołane i do tego w Walentynki?! A jeszcze na dodatek musimy się zebrać wszyscy w WS?! Coś musiało się stać...
Więc, chcąc, nie chcąc, musiałam zawrócić do PW.
Lily jeszcze zapewne śpi, więc udam się do dormitorium Remiego w celu poinformowania go.
Weszłam na górę po schodach do dormitorium Huncwotów i bez pukania wchodzę.
Remusa nie ma w pokoju, Petera też gdzieś wywiało, natomiast jest Syriusz i James.
James właśnie w tej chwili wciąga na siebie spodnie.
Syriusz leży bez koszulki na swoim łóżku i przegląda jakiś magazyn z gołymi modelkami.
Cały on.
Bez komentarza, przyszłam tu w innym celu.
Popatrzyli na przybysza (czyt. mnie) i wrócili do swoich czynności.
- Co tam?
- Gdzie Remi? - pytam bez zbędnych uprzejmości.
- W toalecie.
Poczekam sobie.
Podeszłam do łóżka szatyna i zajrzałam Blackowi przez ramię.
To, co widzę mnie przeraża, więc się wycofałam.
Nie mając co robić, zaczęłam przeszukiwać ich szuflady.
W pierwszej znalazłam fałszoskop, mapę i...
W międzyczasie Remus wyszedł z ręcznikiem na włosach.
- Jest coś, co powinieneś wiedzieć. - powiedziałam mu całą sytuację.
Ubrał się i wyszedł.
- Chodźcie, zejdziemy na dół. - oznajmił James, ubierając buty.
Syriusz raczył wstać ze swojego posłania i kierował się w stronę drzwi.
- Jeśli tak teraz wyjdziesz, to Marlena padnie z wrażenia. - powiedziałam, widząc jego naganne zachowanie.
- Zauważyłaś? - pyta ciekawski.
- Ubierz się. - dodał James.
- Nie trudno zauważyć, że McKinnion ślini się na twój widok.- mówię.
On się tylko śmieję i ubiera pierwszą lepszą koszulkę.
- Muszę z nią porozmawiać.
Razem jesteśmy w drużynie, więc nasza nowa relacja nie może wpłynąć na naszą przyszłą grę, w wypadku kłótni. - oznajmił, po czym wybiegł z dormitorium.
- Dziwny jest. - podsumowałam i też wyszłam z tego pomieszczenia, w którym śmierdzi potem, alkoholem, papierosami i starymi skarpetkami.
Ciekawe połączenia...
Na dole zebrała się już większa część Gryfonów. Moich dziewczyn nadal nie było. Za to jest Frankie. Wygląda dość kiepsko i posępnie.
Podeszłam do niego.
- Wiesz coś? - pytam, patrząc błagalnie.
- Może tak, może nie. - prowokuje mnie do bycia zołzą.
- Longbottom, gadaj natychmiastowo. - rozkazałam.
- Podobno ktoś zginął. - powiedział nareszcie.
Drugi raz tego dnia mnie zamurowało.
To już przesada, a mówią, że w Hogwarcie jest bezpiecznie, ba, mówią, że to jest najbezpieczniejsze miejsce w całej Szkocji, oczywiście dzięki Dumbledore'owi.
Nie ma słów, żeby opisać to słowami, jak się teraz czuję.
Pytanie. Kto jest ofiarą?
- A wiesz może...kto...? - pytam nieśmiało.
- Wiem tylko, że Filch znalazł zwłoki. - powiedział i odszedł porozmawiać z kimś innym, zapewne swoim kolegą z dormitorium.
Zostałam sama.
Ale nie na długo.
CZYTASZ
Siostra Jamesa Pottera
FanfictionLiv Potter to 15-letnia dziewczyna, która do czasu uczy się w Beauxbatons. Lecz później przenosi się do Hogwartu, gdzie odnawia relacje z bratem i poznaje jego przyjaciół. Czy ich polubi? Czy może się w którymś zakocha? Zobaczcie sami.
