Rozdział 70: Wielbiciel

51 1 0
                                        

~ Syriusz Black ~

Obudziłem się w nieznanym mi miejscu. Naprawdę, byłem przerażony.
Kiedy się otrząsnąłem z szoku, jakim była dla mnie ta pobudka, wstałem.
Znaczy próbowałem wstać, jednakże uderzyłem się w głowę i ponownie leżałem na podłodze. Po paru sekundach usłyszałem przekleństwa dochodzące z góry. Mam pewną teorie, gdzie się mogę znajdować. Teraz to do mnie dotarło. Leżę dokładnie pod łóżkiem mojego najlepszego przyjaciela - brata.

- Co ty tam robisz, kretynie? - pyta wyżej wspomniany.
Nie skory odpowiedzieć ani wyleźć, leżałem nadal.

20 minut później

Obudziły mnie wrzaski i przekleństwa kierowane pod moim adresem.
Poczułem, że ktoś ciągnie mnie ku sobie. Co jest - pomyślałem.
- Widzę, że wczoraj nieźle zabalowałeś. - powiedział Potter, po tym jak mnie wyciągnął spod swojego łóżka.
- Nie drzyj tak japy. - odparłem wkurzony. Głowa mi zaraz pęknie.

Gdzie jest Remus i magiczny środek zwalczający ten cholerny stan...??? ja się pytam.

- Oto...- podniósł pozostałości po alkoholu, Ognistej Whisky. Butelka też nie była w najlepszym stanie, gdzieniegdzie miała dziury, mamy podobną aurę. - ...całe zło twojej natury.
- Która godzina? - zignorowałem jego nudne gadanie.
- 8⁰⁰. Niedługo pociąg odjeżdża, a ty ledwo żyjesz. Co powie twoja matka, jak cię zobaczy...ty szumowino...jak mogłeś tak zhańbić ród Blacków...- pieprzył farmazony.
- Gdzie Luniak i Glizdek? - przerwałem ten teatrzyk.
- Hmm...pomyślmy...Gdzie mogą być o tej porze...- I to ja jestem pod wpływem. Swoją drogą, to już wytrzeźwiałem, a on się czegoś nałykał.
- Właśnie cię o to pytam, debilu. Powiesz mi czy nie? Mam sprawę do Lunatyka. - chcę to mieć z głowy.
- Ja już nawet wiem jaką.
- Ej, a ty wiesz, gdzie on to trzyma?
- A ty nie? Merlinie, każdy to wie, nawet Evans. W mózgu musiało ci się poprzestawiać. - ledwo wstałem, ale się nie zatoczyłem i podszedłem do szafki, tej samej gdzie podobno

To tutaj Remus trzyma wszystkie swoje eliksirki. Pierwszy raz sam tu zaglądam. Otworzyłem ją i zacząłem przeglądać.
Jakaś niebieska, później żółta fiolka, następnie brązowawa...jaki miała ona kolor...? Spojrzałem z nadzieją na Rogasia, ale ten nie jest skory do pomagania ludziom, przede wszystkim mnie.
Odpuściłem. Co jest dziwne...bo zwykle nigdy nie odpuszczam.
Trudno, trzeba czekać.

Wczoraj była niezła impreza. Co prawda byłem na niej tylko ja i Liv...ale...
Czekaj, co?! Liv była na niej ze mną. To zadziwiające, że pamiętam, ale skupmy się na innej rzeczy. Gdzie teraz jest? Może wyszła wcześniej, po tym jak ją upiłem albo leży pod którymś z łóżek, jak ja wcześniej. Wszystko jest możliwe.

- Rogacz, widziałeś się dzisiaj z Liv? - spytałem na wszelki wypadek.
- Nie, ale podobno jeszcze śpi. Wiem od dziewczyn.
- No tak. To zupełnie normalnie, po tym co wczoraj robiła. Ona chociaż ma swobodę i jej nie budzą! - wykrzyknąłem zły.
- Czekaj, czy ty chcesz mi powiedzieć, że Liv z tobą piła?
- Dokładnie. - potwierdziłem ciekawy do czego zmierza. - Jak przyszliście tu z salonu, to jej już nie było? - pytam zdziwiony.
- No nie. Było ciemno. Myśleliśmy, że śpisz. Tymczasem ty nie trafiłeś do swojego łóżka. Merlinie... - nadal się zaśmiewał.
- Litości. Czekaj, to o której wy przyszliście?
- Może o trzeciej...- bawili się beze mnie. A natomiast ja piłem bez nich. Rachunek wyrównany.
- Co robiliście tyle czasu?
- No wiesz...to, co dzieci w naszym wieku zazwyczaj robią w wolnym czasie...
- Paliliście panią Norris na stosie, beze mnie? Człowieku, chyba na mózg ci padło. - zażartowałem.
Też go rozśmieszyłem.

Zaśmiewaliśmy się, a potem powiedział:
- Butelka.
- Na całowanie. - mam naprawdę dobry humor, pomimo tej bolesnej nocy i zważając na to, że dziś wracam na Grimmauld Place 12.
- Chyba śnisz. Nigdy w życiu Evans by na to nie poszła. A tak, to grała bez żadnych zastrzeżeń.
- Co ty nie powiesz. A ile już razy się z tobą całowała bez przymusu?
- Wszystkie cztery nie były prawdziwe.
- Ty to masz jednak pecha. - pokręciłem zrezygnowany głową.
- Bo zobacz...pierwszy był w Sylwestra. - zaczął wymieniać, w międzyczasie się pakując. Poszedłem w jego ślady.
- Ale nie wyszło, ponieważ naszym kochanym koleżankom zachciało się wypić eliksir wielosokowy i zamieniły się w siebie nawzajem. - dokończyłem.
- I niestety zamiast Lily pocałowałem Liv. Ale ogólnie rzecz biorąc, to ciało było Evans, więc jakby na to spojrzeć...
- Nie, stary. Pocałowałeś własną siostrę, wstydź się. Ble! - udawanymi rzygami obrzygałem jego osobę.
- Liczy się dusza! - dodałem poważnie.
- W takim razie, ty się całowałeś z Evans.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz