Rozdział 15: Garry

178 6 1
                                        

30 grudnia
Syriusz

Wstrętne baby. Przegraliśmy. Dlaczego? Bo nas rozproszyły i to wykorzystały. Lily Jamesa strasznie omotała. On nic innego nie robi. Tylko mówi o niej, albo myśli.

A ja? Uwielbiam Liv, ale nie jestem w niej zakochany. W każdym razie nie w tej chwilii. Ale umie mnie rozproszyć.

Wracając, jak to one ujęły? Są silniejsze od nas, więc dadzą radę przynieść 4 duże siatki z zakupami. Zobaczymy. Jeszcze po nas przybiegną. My z Jamesem będziemy sprzątać dom. Niestety bez różdżek. Jeszcze rok mi został. Nie mogę się doczekać imprezy Sylwestrowej. To będzie coś super. Pierwszy Sylwester z Liv.

No to sprzątamy. Musi wszystko lśnić. Być dopięte na ostatni guzik. Aktualnie czyszczę szafki jakimś czymś puchatym. Nie jestem mugolem, skąd mam wiedzieć jak się to nazywa. Dziewczyny przed chwilą wyszły z domu. Jeśli wrócą z tymi ciężkimi torbami, to będzie cud.

Liv

Przed chwilą wyszłyśmy z Lily z domu i kierujemy się do marketu. Jeśli jakiś znajdziemyqz z . Nie było mnie w domu przez 4 lata, mogło się tu pozmieniać.
James napisał mi listę zakupów. Oto ona:

Alkohol:
Ognista Whisky -  20 butelek
Piwo kremowe - 100 kufli
Jedzenie:
Chipsy - 7 paczek
Cukierki - 5kg
Ciasteczka - 10kg
Pizza × 7

Czy on do reszty oszalał?!
Po pierwsze w zwykłym markecie nie kupimy piwa kremowego i Ognistej.
Po drugie oni serio myśleli, że nie udźwigniemy zwykłych, małych słodyczy. Oni są żałośni.

- Patrz, Liv. Tam coś jest. - Lily mi wskazuje jakiś sklep.
Jest on bardzo zaniedbany i zanieczyszczony. Śmierdzi tu czymś zdechłym. MERLINIE! Trochę się boję, a nie wzięłam różdżki. Raz kozie śmierć. Innego nie ma. Wchodzimy, a nad naszymi głowami dzwoni dzwoneczek. Przerażające.
- Dzień dobry?
- Ktoś przyszedł, Garry. - ucieszył się jakiś staruszek i pobiegł po jakiegoś typa.
- Nie podoba mi się tu. - szepcze Lily.
- Weźmiemy co mamy wziąść i szybko wyjdziemy. - odpowiadam.

Zza kontorka wyszedł jakiś młody człowiek, wygląda całkiem ładnie, w przeciwieństwie do tego lokalu. I jest przystojny. Lily wysłała mi spojrzenie.
- W czym mogę pomóc? - zapytał jak myślę Garry.
- Ciasteczka 10 kg, cukierki 5kg, chipsy 7 paczek i 7 pudełek pizzy. - powiedziałam.

Przyniósł wszystko, zapłaciliśmy mugolskimi pieniędzmi i wyszłyśmy.

- Tam było strasznie. - powiedziałam do Lily.
- Potwierdzam.

Jak najszybciej dotarłyśmy do domu. Rozebrałyśmy się i odszukałyśmy chłopców.

- Jesteśmy! - krzyknęłam.
- Dałyście radę?! - pyta braciszek.
- Jak miałyśmy nie dać? Kupiłyśmy ciasteczka, cukierki, pizze i chipsy. Do tego trzeba wiele wysiłku. Oj tak. - powiedziałam z sarkazmem.
- A napoje? - pyta głupio Black.
- Przecież tego nie znajdziemy w markecie, Black. Rusz główką. - odpowiedziałam.
- Musimy jechać na Pokątną lub do Hogsmede. Dlaczego nie pomyśleliśmy o tym wcześniej jak byliśmy w szkole. - mówi Lilka.
- Czekaj... czekaj, Syriusz, czy my przypadkiem nie mamy zapasów Ognistej w tej szafce u ciebie w pokoju? - pyta James.
- Oczywiście. Ale my jesteśmy stuknięci. - powiedział i razem z Jamesem pobiegli na górę.
- Aha?
- Dziwni oni są.

××××

3 godz. później

Razem z Lily pieczemy ciasto. No trzeba też dać coś od siebie. Nie wszystko od razu gotowe ze sklepu.

- Pozniej zrobimy naleśniki? - pytam.
- To zrobimy tak, żeby się ze wszystkim zmieścić w czasie, że Ty zrobisz te naleśniki na obiad. A ja poodkurzam. Może być? - mówi.
- Jasne.

Chłopcy poszli do piwnicy. Po co? Poszukać jakiś dekoracji, kubeczków, talerzyków, itp. , itd. Długo ich już nie ma. Może spadli ze schodów?! HAHA NA PEWNO!

- Pysznie wygląda to ciasto. - mówi Lily.
- Schrupałabym.
- To na jutro dla dziewczyn jak przyjadą. - odpowiadam.
- Ciasto gotowe! Więc chwila przerwy. - mówi Evans.
- Jak z Jamesem? Nadal go nie lubisz? - zaczynam temat.
- Lubię, ale tylko troszeczkę. O tyle. - powiedziała i wskazała pomiędzy  palcami małą odległość.
- Wiesz. Mam pomysł. - oświeciło mnie.
- Ty i twoje pomysły. Co to? Mów.- nakazała.
- Jak będę tobą jutro, to trochę namieszam mu w głowie. Aż nie będzie wiedział co się dzieje.   - mówię.
- Nawet się nie waż, moja droga Liv, bo cię ukatrupię, potem wskrzeszę, i znów zabiję, dusząc cię. - powiedziała poważnie. Ale po chwili wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Ale ty też nic nie rób głupiego z Syriuszem lub z Jamesem. Błagam.
- Pomyślę nad tym. - powiedziała.
- Ruda! - pisnęłam.
- Ruda?
- Twoja nowa ksywka. - wymyśliłam.
- No nie wiem. - mówi.
- Nie ma co się zastanowiać. Od teraz jesteś Ruda.
- Niech ci będzie. - powiedziała w końcu.
- KONIEC PRZERWY! - krzyknęłam.
- Trochę ciszej. Chcesz, żeby moje uszy odmówiły posłuszeństwa.
- Do pracy, Ruda. - zaśmiałam się.

Poszła odkurzać, wie jak to się robi, ponieważ pochodzi z rodziny mugoli. Ja też wiem, chociaż jestem czystej krwi. Nasi rodzice interesują się rzeczami związanymi z mugolskim światem, dlatego kupili różne rzeczy tego typu, jak np.: odkurzacz czy pralka. Nie mamy skrzata domowego, nie chcemy ich trudzić i przemęczać.

Słyszałam, że rodzina Blacka ma skrzata o imieniu Stworek. Go też nauczyli teorii czystej krwi. Nie przepada za Syriuszem. I sam Black go też nie znosi.

Okey. Koniec rozmyślań. Do pracy, rodacy.

Wyciągnęłam potrzebne składniki do masy na naleśniki, rozmieszałam je i zaczęłam wlewać na patelnię.
Włączyłam radio. To był bardzo dobry pomysł. Ponieważ leciała moja ulubiona piosenka. Ruszałam się w rytm muzyki i robiłam naleśniki. Zrobiłam też krem malinowy do placków.

Kiedy chciałam już wszystko sprzątnąć, ktoś pojawił się w kuchni.
Byłam odwrócona, więc nie widziałam kto to, ale słyszałam dźwięk chodzenia.

- Co tu tak pachnie? - oczywiście James i Black wrócili z piwnicy.
- Oo, książęta wróciły z lochów. - zażartowałam.
- Ale śmieszne. - powiedział sarkastycznie Black.
- Siadajcie. Zrobiłam naleśniki. - w ułamku sekundy rzucili się na stół.
- Spokojnie. Widzę, że zgłodnieliście.
- Wiesz, ile nam zajęło szukanie głupich ozdób. Na początku nie mogliśmy ich znaleźć. Ale po 30 min, James znalazł coś. A później poszło jak z płatka. - powiedział Syriusz.
- To teraz udekorujcie dom. - rozkazałam.
- Daj chwilę odpocząć, kobieto. Umieramy z głodu. - poskarżył się mój brat.
- Dobrze, to zjedzcie. - mówię.
- A tak wogóle, to gdzie jest Lily? - zapytał ciekawy James.
- Odkurza na górze. Słyszycie? - na górzę słychać było dźwięk odkurzania.
- Co to za dziwne dźwięki?! - przestraszył się Black.
- To, mój drogi, jest odkurzacz.
- Co to? - pyta.

Przecież on pochodzi z rodu czystej krwi. Skąd ma wiedzieć. Jego rodzice gardzą mugolami i wszystkim, co jest z tym związane.

- Jest to urządzenie, które czyści brudy i kurz z podłogi. Mniej więcej. - odpowiadam mu.
- Jak zjecie, to udekorujcie dom. Ja pójdę pomóc Lily. - mówię.
- Zaczekaj, Liv... Ja pójdę. - mówi James i idzie na górę schodami.
- No to zostaliśmy sami. - Black mówi i patrzy na mnie z cwanym uśmieszkiem.
- Nie myśl sobie, że ci daruje to na placu zabaw. Lepiej się ciesz, że nie spotkałyśmy pani Forbes. - mówię twardo.
- Oj, słońce. Przecież przeprosiłem cię.
- mówi.

Daruje mu już, bo nie mam siły do niego.

- Ale i tak nie wychodzimy razem z domu.
- Jak sobie życzysz, księżniczko.
- Jutro rano przyjeżdżają dziewczyny. - zmieniam temat.
- Dlaczego rano? Przecież impreza zaczyna się o 20. - nie rozumie.
- Wiesz, ile dziewczyny muszą się szykować. Kilka godzin nam to zejdzie. W grupie siła. - mówię.
- No tak. A Peter i reszta przyjeżdżają na 20.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz