- panie Hwang? - z zamyślenia wyrwał mnie głos mojej asystentki, który i tak słyszałem jak zza ściany.
- tak? - zapytałem, rozkojarzony, bo nic co powiedziała do mnie nie dotarło.
Od pięciu dni, na wyjeździe służbowym w ogóle nie mogłem się skupić. Każda część mnie strasznie tęskniła.
Nawet nie miałem za wiele czasu, żeby porozmawiać z Lixem przez telefon. Całymi dniami siedzę w papierach lub chodzę na spotkania, bo dzięki mamie pracuje jako zastępca dyrektora jednego z największych banków w Korei, który oczywiście ściśle współpracuje ze Szwajcarskim Bankiem Narodowym. Poza tym przez różnice czasu kiedy ja jestem po pracy to on już śpi.
Nie ma Felixa ale jest za to Bin, który strasznie mnie wkurwia ale nie wiem co bym bez niego zrobił.
- pańska matka czeka na te wykresy, pan Seo już swoje oddał godzinę temu - oznajmiła mi z lekkim wyrzutem. Westchnąłem, przewracając oczami
- dziękuję za tę uwagę Ji-min - rzuciłem, nachylając się ponownie nad kartką. Wszystko mi się zlewało, moje myśli zostały w Seulu i nie chciały wrócić na właściwe, robocze tory.
Za żadne skarby.
Od momentu, gdy zamknęły się za mną drzwi
N A S Z E G O domu myśli o Felixie nie dawały mi spokoju. Próbowałem skupić się na pracy, zająć liczbami i wykresami, które musieliśmy opracować z Changbinem, ale bezskutecznie. Felix był wszędzie. Jego uroczy uśmiech, wesoły śmiech, dotyk jego dłoni, kiedy delikatnie poprawiał mi włosy, myśląc, że tego nie zauważam. Wiedziałem, że nie będę mógł znieść tego dystansu dłużej niż tydzień. Każda minuta spędzona z dala od niego wydawała się wiecznością...
Po godzinie skończyłem te cholerne wykresy a gdy Ji-min poszła zanieść je do mojej matki poszedłem z Binem na lunch.
Usiadłem na krześle a widząc mojego przyjaciela trącającego niepewnie widelcem potrawę, która serwowana była w pobliskiej restauracji jako danie dnia chciało mi się śmiać.
- to zjadliwe? - zapytał niepewnie Bin, patrząc na swój talerz
- to Zürcher Geschnetzeltes, amatorze - prychnąłem, biorąc pierwszy kęs
- nawet tego nie wypowiem - przewrócił oczami - podejrzanie brzmi więc boję się tego jeść - jęknął płaczliwie
- cielęcina, durniu. Nie umrzesz jak zjesz - zaśmiałem się na co Seo zrobił obrażoną minę.
- ta kuchnia jest jakaś dziwna - mruknął - ja chce tteokbokki - dodał, zabierając się niechętnie za jedzenie
- od kiedy masz uprzedzenia względem jedzenia? - zapytałem unosząc brew. Changbina zawsze można było kupić jedzeniem a fakt ten bawił mnie kiedy widziałem jak się męczy - korzystaj z egzotyki. Tteokbokki masz w domu - dogryzłem mu, nie przerywając posiłku
- dobrze, że jeszcze jutro i wracamy - westchnął ciężko - i że twoja mama normalnie nas karmi - mówiąc to zabrał się za posiłek a po pierwszym kęsie jego oczy błysnęły - dziwne to ale całkiem smaczne - przyznał, jedząc już trochę pewniej.
- mówiłem, że od tego nie umrzesz...
Mój przyjaciel nie skomentował tych słów. Pochłaniał wszystko w zastraszającym tempie, co bardzo mnie bawiło.
Po skończonym posiłku oblizał wargi, klepiąc się po brzuchu.
- no, teraz znowu mogę pracować - oznajmił zadowolony.
- w twoim przypadku to za dużo powiedziane - mruknąłem, mrużąc oczy.
- wypraszam sobie! - żachnął się - ze wszystkim wyrabiam się szybciej niż ty - dodał triumfalnie - co się z panem dzieje, panie Hwang - przedrzeźniał ton mojej asystentki.
- myślami jestem już w domu - westchnąłem ciężko - i stres mnie łapie - przyznałem szczerze.
- dlaczego? - mój przyjaciel wydawał się być szczerze zaskoczony moim wyznaniem.
CZYTASZ
bad addicted (to you) [HyunLix]
FanfictionCzasem jedno, przypadkowe i niezbyt miłe spotkanie potrafi kompletnie zmienić całe życie, przewartościowując je dokumentnie. Doskonale przekona się o tym Felix, 23 letni student którego dotychczas poukładane, troszkę monotonne ale szczęśliwe życie w...
![bad addicted (to you) [HyunLix]](https://img.wattpad.com/cover/361561788-64-k882198.jpg)