Rozdział 27

1K 38 1
                                        

Fabio

Wiedziałem, po prostu kurwa wiedziałem że Rebeca wywinie jakiś numer przy kolacji ale nie sądziłem że mnie w to wmiesza, jak mnie pocałowała myślałem że padnę , że to koniec,  narażała i siebie i mnie, z trudem musiałem ją oderwać od siebie,  choć miałem ochotę ją przygarnąć, widziałem minę  Simona  i to mi wystarczyło.

Gdyby mu zależało na Elenie a  z Rebecą by tylko  sypiał dla odmiany nie wykurzyłby się tak bardzo, z przykrością zauważyłem że jest szalenie zazdrosny, nie sądziłem że może mu na niej aż tak zależeć.

Z kolei Rebeca umiała podgrzać atmosferę, wzniecić ogień w nas obydwóch , wiedziałem że  to nie skończy się dobrze  i ktoś straci życie, podsycała iskrę a potem nas w takim stanie zostawiała.

Spojrzałem na Elenę była zdruzgotana i ona musiała sobie zdawać sprawę że Simon oszalał na punkcie Rebeki.

Mimo  to udawała że ją to nie obchodzi.

-Ona ci się podoba prawda?-zapytała mnie wprost.

-O co ci chodzi? Przecież to ona mnie pocałowała.

-Widziałam was! Widziałam jak ją całujesz w korytarzu niedaleko jej pokoju, pragniesz jej.

-Nie mów głupstw, Simon ci nie uwierzy!

-Może nie ale ja wierze w to co widziałam.

-Chcesz mnie teraz szantażować?

-Nie , jestem po twojej stronie, oboje możemy sobie pomóc.

- W jaki sposób?

-Odciągnij Rebecę od Simona, weź ją sobie żebym miała dostęp do niego, ona też cię pragnie.

-Zwariowałaś? Nigdy nie wystąpię przeciw donowi! Rozumiesz? Żadna kobieta nie jest tego warta bym poświecił swoją przyjaźń z nim.

-Przecież widzę że jej pragniesz, nie możesz oderwać od niej wzroku. 

-Co niby miałbym zrobić, uciec z Rebecą i być ściąganym przez samego dona? Żyć jak jakiś przestępca z kobietą która po prostu i tak niczego nie traktuje poważnie tylko lubi wodzić mężczyzn za nos? 

-A gdyby jej na tobie zależało? Przecież wiemy że Simon jej nie interesuje.

-Nie rozumiem sensu tej dyskusji, zapomnij o tej rozmowie, nie było tematu-wstałem-Jeszcze jedno, nigdy nie zdradzę Simona! 

Rafael

Stanąłem w progu małego mieszkania mojej młodszej siostry w  starej kamienicy.

-Mam kłopoty musisz mi pomóc Victoria!

Siostra spojrzała na mnie i westchnęła-Dobra wchodź do środka, nie stój w  progu.

A potem dostrzegła mój mały bagaż.

-Chcesz się wprowadzić?-spytała podejrzliwym tonem.

-Tylko na kilka dni dopóki sobie czegoś nie znajdę, do swojego mieszkania wrócić nie mogę.

-Dobra zostań ile chcesz.

Rzuciłem smętnie bagaż na podłogę.

-To jakie masz kłopoty bracie? Co jak co ale jesteś gliną , przeskrobałeś coś?

-Jasne że ni! Jestem uczciwy.

-Ale coś się stało że tu jesteś prawda?

-Chcą mnie aresztować.

DONOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz