Rozdział 68

970 40 3
                                        

Elena

Ręka w której trzymałam pistolet mi zadrżała, z niedowierzaniem wysłuchałam opowieści wuja.

-Kim ty jesteś?-wrzasnęłam-Zabiłeś moich rodziców! Kanalio! I śmiesz nazywać się moim wujem? Zabiłeś moją matkę!!! 

Ernesto spojrzał na mnie ze łzami w oczach-Kochałem ją, oddałem jej serce, a ona wiecznie tylko o twoim ojcu mówiła, nie mogłem tego znieść, odrzuciła moją miłość.

-Wiec postanowiłeś ją zabić! Ty śmieciu! A więc Nicolas Marrone był niewinny, kazałeś mi się mścić na tej rodzicie a oni byli niewinni, chciałeś zabić Simona!
-Ty nie byłaś lepsza, też zabijałaś jak ja!
-Ale to miało być w imię zemsty, a to ty zabiłeś moich  rodziców i kazałeś mi wierzyć że zrobił to ktoś inny, morderco, bądź przeklęty!

Strzeliłam, tak strzeliłam mu prosto w pierś, huk wystrzału niemal mnie ogłuszył a Ernesto spojrzał z niedowierzaniem na mnie.

-Bądź przeklęty!-strzeliłam ponownie i ciało Ernesto zwaliło się na podłogę wprost u moich stóp, naplułam na niego!

Spojrzałam na Simona, który stał i wpatrywał się we mnie bez słowa, mój najdroższy!

-Simon o niczym nie wiedziałam.

-To nic nie zmienia Eleno, zabiłaś moją żonę, brata, usiłowałaś zabić Rebecę.

-Simon możemy być teraz razem, kochasz mnie, nie ją, tylko  tak ci się tak wydaje że ją kochasz, to wuj napędzał nas do tej wojny, do tej zemsty, ale jego już nie ma, zostaliśmy my.

-Jesteś chora Eleno!

Simon wyciągnął broń w moim kierunku.

-Więc to już koniec? Naprawdę koniec? Chcesz mnie zabić?-zapytałam-Ja cię kocham! Powiedź że mnie kochasz! Choć raz jeden jedyny powiedź mi to!

Simon pokręcił głową.

-Żegnaj Eleno!

I znów usłyszałam strzał, poczułam zaskoczenie a dopiero potem ból, bo dostałam w plecy a przecież Simon stał naprzeciw mnei, jego broń nie wypaliła a poczułam pocisk przeszywający moje ciało.

Odwróciłam się, Ernesto resztkami sił wystrzelił do mnie, zachwiałam się, to nie Simon strzelił, zabrakło mi tchu, upadłam, czas się pożegnać mój kochany, tak bardzo cię kocham, tak bardzo...

Zobaczyłam jak przez mgłę ze Simon strzela do Ernesto i kończy jego życie.

A ja już idę do was mamo, tato!

Simon

Przeklęty Ernesto! Jakim trzeba być chujem by strzelić prosto w plecy własnej bratanicy? Należy to zrobić patrząc komuś prosto w twarz, bez wahania oddałem śmiertelny strzał w jego stronę!

Elena upadła, jednak ja nie byłem wstanie jej już pomóc, Fabio zamknął jej oczy prawdopodobnie z litości, ja litości nie mogłem jej okazać, zabiła Julianę, zabiła moje dziecko, Nico i próbowała dopaść Rebecę, umarła bez mojego przebaczenia, nie mam nic więcej do powiedzenia.

I tak zamierzałem oddać strzał tak by nie cierpiała.

Gdzie jest śmierć jest też i życie, ktoś musi umrzeć by ktoś inny mógł wrócić do żywych.

W tym momencie gdy Elena oddała ostatnie tchnienie ja dostałem telefon ze szpitala, dzwoniła Bryn.

-Simon-szepnęła Bryn- Rebeca się obudziła! Przyjeżdżaj!

DONOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz