Rozdział 30

1K 44 1
                                        

Rebeca

Biegłam, kostka już spuchła i bolała mnie potwornie, był środek nocy a ja znajdowałam się na pustej autostradzie, nie miałam planu dokąd się udać , gdzie się schronić, ale nie mogłam pozwolić by mnie znaleźli, to oznaczało że muszę uciec z miasta ale jak uciec bez pieniędzy?

Musiałam przeczekać gdzieś do rana a potem udać się do swojego banku i pobrać jak najwięcej gotówki, ojca nie chciałam w to mieszać, mamy nie mogłam teraz odwiedzić w klinice, nie powinna o niczym wiedzieć.

Zastanawiałam się czy łapać okazję ale nie wiadomo kto mógł siedzieć w aucie no i nie miałam pomysłu gdzie miałby mnie zawieźć kierowca, nawet nie miałam telefonu przy sobie , zresztą i tak nie  miałabym dokąd pójść ani do kogo zadzwonić.

Jednak próbowałam łapać okazje bo z taką spuchniętą kostką nie mogłam uciekać a wiedziałam że będą mnie ścigać.

Nagle jakieś auto zatrzymało się na autostradzie z piskiem opon, kierowca wysiadł z  auta i ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu okazał się nim być komisarz Acosta.

-Rebeca? Do cholery co robisz w środku nocy na autostradzie?

-Nie mam czasu na wyjaśnienia- wpakowałam mu się  do auta-Jedź! - po czym jęknęłam , kostka puchła  z minuty na minutę.

Zaskoczony Rafael wsiadł do auta.

-Co z twoją noga?

-Chyba skręciłam kostkę!

-Jak?

-Nieważne jedź, mogą mnie ścigać!
-Co ty znowu wymyśliłaś? Czy ty uciekłaś?

-Po prostu jedź!

-Dokąd?

-Nie wiem, byle przed siebie.

Rafael ruszył z piskiem opon- Mnie również ścigają, pięknie mnie załatwiono w pięknym stylu jak w filmie, muszę się ukrywać przed własnymi ludźmi.

-Więc cię wywalono z policji?

-Wiedziałaś o tym prawda, że to się stanie? Ostrzegłaś mnie ! 

-Przykro mi.

-Uciekłaś od Marrone? Zdobyłaś dowody prawda? 

-Nie dam ci ich, to moje zabezpieczenie na przyszłość.

-Będziesz go szantażować?

-Chcę tylko chronić moich rodziców. 

Rafael pokręcił głową, nie pytałam gdzie jedziemy, wiedziałam że przy nim będę bezpieczna.

Zajechaliśmy pod pewną starą kamienicę.

-Gdzie jesteśmy?

-Jestem zmuszony tu koczować, to mieszkanie mojej siostry.

-Nie mogę tu zostać.

-A masz dokąd pójść?

-Nie rozumiesz, oni będą mnie ścigać, w ogóle muszę pobrać gotówkę z banku i wynieść się do innego miasta.

-W mieście cię nie znajdą?

-Może tak może nie , tu jestem za blisko nich.

-Zostaniesz tutaj, to nie podlega dyskusji.

-Nie prosiłam cię o pomoc.

-Prosiłaś, miałaś szczęście że tędy przejeżdżałem, chciałaś łapać okazję?

-Cóż na piechotę z tą kostką nigdzie nie dojdę!

-No właśnie.

Z trudem wysiadłam z auta-Twoja siostra tak bez problemu przyjmie też i mnie?

DONOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz