Rozdział 42

1K 37 0
                                        

''Jeśli ty spłoniesz ze mną to jestem gotów podpalić lont''

Senator wszedł do jadalni gdy dobiegł go z korytarza głos Esther.

-Roberto chodź tu szybko proszę!

Esther wpadła do jadalni- Nie ma jej , nie ma jej nigdzie po prostu zniknęła.

-Kto? O czym ty mówisz?

-Jak to o kim? O Rebece! Zostawiła list, masz czytaj co za głupoty pisze!

-Jaki list?

Porwał go i zaczął czytać.

Mamo, tato

Odchodzę, postanowiłam żyć swoim życiem , znaleźć pracę  i wynająć sobie mieszkanie, zawsze byłam samodzielna, zawsze utrzymywałam się sama, nic mi już nie grozi, dlatego muszę zacząć żyć normalnie , odwiedzę was wkrótce dlatego nie szukajcie mnie ,ze mną jest wszystko w  porządku, kocham was ale muszę zacząć  samodzielne życie, pozwólcie mi iść własną drogą jestem już dorosła, odezwę się nie martwcie się o mnie.

Rebeca

-Co to za bzdury?-senator zmiął kartkę i z furią rzucił na stół -Co ona wyprawia?

-Właśnie o to cię pytam, rozumiesz coś z tego?

-Gdzie znalazłaś ten list?

-U siebie w pokoju, jej pokój zastałam pusty, na to wygląda że nie spała tej nocy w pokoju.

-Ja wiem gdzie spała, Ramiro!-wrzasnął.

-A co on ma z tym wspólnego?

-Zobaczysz , Ramiro!

Ramiro

Ten list poszarpał moje serce na kawałki, bolało jak diabli!

Ramiro

Nie bądź na mnie zły, byłeś moją słodką nadzieją na jutro, z tobą uwierzyłam że wszystko jest możliwe, z tobą moja przyszłość miała blask, świeciło dla mnie słonce, twoje słowa ogrzewały moje serce, dziękuje ci za twoją czułość i namiętność.

Nie mogę odwzajemnić twojej miłości, nie możesz mnie kochać, nie rób tego, nie jestem tego warta, należę do kogoś innego, nie możemy być razem, będziesz bezpieczny tylko wtedy gdy będziesz z dala ode mnie, nie chcę żeby coś ci się stało, nie chcę cię mieć na sumieniu, musisz żyć dalej, ja już wybrałam swoją przyszłość, nie chcę jej dzielić z tobą, żegnaj.

Wybacz mi

Rebeca

Nie wierzę że dobrowolnie wróciła do Marrone! Nigdy w to nie uwierzę, dopóki nie usłyszę tego z jej ust, kurwa nie uwierzę!

Usłyszałem jak wściekły senator mnie woła, czyli już wiedzą że Rebeki nie ma!

Pośpieszyłem do senatora, krążył jak lew w klatce, na mój widok że złościł się jeszcze bardziej, rozumiałem go, nie zorientowałem się że Rebeca uciekła, zasnąłem w jej ramionach , nie mogłem tego jednak powiedzieć senatorowi, gdyby dowiedział się że tej nocy ona była ze mną.... miałbym przejebane.

-Gdzie jest moja córka?-zapytał mnie wściekły senator.

-Nie wiem proszę pana, prawdopodobnie musiała uciec w nocy, ale w jej ucieczkę nie wierzę .

-Masz jakąś teorię?

-Tak, z pewnością jest u Marrone.

Senator pobladła  senatorowa zaczęła łkać-Niemożliwe, nie u tego mafioza! On ją porwał tak? Sama by do niego o nie poszła prawda Ramiro?

DONOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz