XLVIII. Palmowy Dwór

83 11 13
                                        

- Jego wysokość emir Muhammad przyjmie was, kiedy zakończy obecne posiedzenie doradców - oznajmił sucho sekretarz, wysoki i patykowaty mężczyzna o nijakiej twarzy, sortując leżące na biurku przed nim listy. Nie zaszczycił swoich rozmówców nawet spojrzeniem.

- Potrzebujemy zobaczyć się z nim jak najszybciej - podkreślił Zahir, choć bez pewności w głosie.

- Zrozumiałem za pierwszym razem. Emir będzie wolny dopiero po południu. Do tego czasu zajmie się wami jedna z jego córek. Zaczekajcie na nią na korytarzu.

Sekretarz włożył listy do szuflady i zasunął ją z szmerem drewna trącego o drewno. Widząc kątem oka, że natrętni goście wciąż nie wyszli, zerknął na nich surowo. Zahir, szturchnięty lekko przez Aishę, pokłonił się prędko i pożegnał, po czym wyszedł wraz ze swoimi dwiema towarzyszkami do hallu.

Droga do granicy z Nakhlą zajęła im dwa i pół dnia. Dzięki temu, że stolica o takiej samej nazwie znajdowała się na południowym krańcu księstwa, dotarli do niej czwartego dnia rankiem. Od razu skierowali się do pałacu emira Muhammada, zwanego Palmowym Dworem, wyniosłej i kolorowej jak papuga rezydencji oddzielonej od reszty miasta doskonale utrzymanym parkiem. Na miejscu jednakże czekało ich pewne rozczarowanie, gdy zamiast emira powitał ich antypatyczny sekretarz.

Siedli ciężko na ozdobnych krzesłach, ułożonych wzdłuż wyłożonej czarną boazerią ściany głównego hallu pałacu. Na wprost cieszyła ich oczy wspaniała, barwna sztukateria, której głównymi składowymi były srebro i marmur. Wpadające przez okienka nad ich głowami światło słońca wyciskało soczyste barwy z wprawionych w nią diamentów, rubinów, szmaragdów, ametystów, kwarców, szafirów, agatów, opali, kawałków jadeitu, nawet kilku pereł i samotnego, wyeksponowanego na samym środku bursztynu. Po drodze część promieni rozpraszała się, wpadając w kryształki zwisające z żyrandola wielkości małego powozu, przez co na białym pasie czystej ściany ponad sztukaterią powstawały dziesiątki małych tęcz.

- Cholera - westchnął Zahir. - Każda chwila zwłoki to większe prawdopodobieństwo śmierci mojego brata...

Aisha pokiwała głową, równie zaniepokojona, tymczasem Aniela zacisnęła zęby. Przez całą podróż byli z Aishą niemal zupełnie nierozłączni, przez co nie miała żadnej okazji porozmawiać z Zahirem na osobności i powiedzieć mu, czego dowiedziała się od Aldony tuż przed jej śmiercią. Miała nadzieję, że konieczna zwłoka okaże się dłuższa, że zobaczą się z emirem Muhammadem dopiero następnego dnia; wówczas miałaby szansę porozmawiać z księciem bez świadków w gościnnej sypialni. Niewolnica obawiała się, że Zahir w swej szczerości i próbie przekonania władcy Nakhli o swojej niewinności powie mu o testamencie Ibrahima. Cały czas szukała wyjścia z tej sytuacji, ale jak dotąd wszystkie próby odizolowania siebie i księcia od Aishy spełzały na niczym.

- Mam nadzieję, że ten emir nas nie zawiedzie - ciągnął młodzieniec.

- Karim był tego pewny - przypomniała Aisha.

- Ale Karima tu nie ma. Skąd wiesz, że nie chował w rękawie jakiegoś tylko jemu znanego asa? Poza tym w porównaniu z moim bratem nie mam prawie żadnych zdolności oratorskich.

Zahir schował głowę między ramiona i zrobił cierpiętniczą minę. Aisha zmierzyła go lekceważącym wzrokiem i westchnęła z irytacją.

- Posłuchaj - warknęła, zniecierpliwiona. - Naszym asem w rękawie jest fakt, że Salah odrzucił córkę Muhammada. Tylko to, rozumiesz? Karim by mi powiedział, jakby w tym było coś jeszcze. - Nie była całkowicie pewna swoich słów, ale wolała robić dobrą minę do złej gry. - Po prostu zagramy panu emirowi na uczuciach, przypomnimy o biednej Nur, zhańbionej Nur, odrzuconej Nur...

NiewolnicaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz