Nasira leżała na dachu przez dobrych kilka minut, walcząc o każdy oddech, nim zmobilizowała się, by wstać i ruszyć dalej. Musiała się pospieszyć, inaczej Karim i Zahir odjadą bez pomocy Al-Qasimiego. A Nasira nie miała wątpliwości co do tego, że młodszy książę tego nie przeżyje.
Powoli podniosła się do pozycji siedzącej i rozmasowała stłuczone kolano. Przy okazji przyjrzała się otarciu na przedramieniu; widniało na nim parę kropel zaschniętej krwi, poza tym w skórę wżarło się mnóstwo ziaren piachu, ale nie było to nic poważnego. Przestała więc myśleć o sobie i zamiast tego spróbowała ułożyć plan.
Abdul Al-Qasimi bez wątpienia usłyszy wieści o tym, co zaszło w strażnicy. Jej jedyną szansą było dostać się bezpośrednio do niego, jeszcze zanim wiadomość przejdzie przez wszystkie kręgi biurokracji i dotrze na górę. Na razie nie zastanawiała się, jak tego dokonać, po prostu postanowiła jak najszybciej znaleźć się w pobliżu twierdzy.
Przemykała przez miasto, używając mało zaludnionych przejść i dachów. Gdzie się nie pokazała, nadal wzbudzała furorę - nie miała czasu znaleźć dla siebie ubrania, do tego cały czas trzymała w rękach włócznię. Jak ognia unikała oddziałów straży. Na szczęście większość ludzi, którzy dziwili się na jej widok, nie robiła sobie nic z jej obecności; najwyraźniej strażnicy nie ogłosili jeszcze, że jej poszukują.
Nasira zaczynała już wierzyć, że szczęście wreszcie jej dopisało, kiedy nagły okrzyk i tupot kilku par stóp zdradziły jej, że została dostrzeżona. Bez zbędnej zwłoki rzuciła się do ucieczki.
Ponownie użyła włóczni jako tyczki i ruszyła pędem po dachach. Była już niedaleko pałacu, ale im bardziej się do niego zbliżała, tym większy dostrzegała problem - rezydencję otaczał wysoki mur, a ostatni budynek przed nim stał w odległości ponad pięciu metrów. Nie miała jak się tam dostać od tej strony.
Potknęła się, co uratowało jej życie. Strzała wypuszczona z łuku refleksyjnego śmignęła nad jej karkiem. Przerażona niewolnica obróciła się i na oślep rzuciła włócznią. Nie trafiła w łucznika, ale zraniła sąsiedniego strażnika w udo. Dwaj inni zatrzymali sie natychmiast, by go opatrzyć, zdejmując jej z ogona część pogoni.
Nasira skorzystała z kładki przerzuconej nad ulicą, którą podążała karawana kupiecka, i znalazła się na sąsiednim rzędzie budynków. Cały czas oglądała się za prześladowcami, przez co nie patrzyła pod nogi. Potknęła się i upadła, omal nie wybijając sobie zębów. Gdy uniosła głowę, ujrzała przed sobą swój cel.
Był nim budynek o dachu tak wydłużonym, że od murów twierdzy dzieliły go trzy metry. Po drugiej stronie umocnień widać było część ogrodu, w której główną ozdobą były wysokie palmy o niezwykle cienkich pniach.
Strażnicy obiegli już zbitą masę budynków, jaka oddzielała ich od uciekinierki, i wpadli na ulicę, którą szła karawana. Wielbłądy ryczały i zrywały się, gdy nagle przez tę ciasnotę zaczęli się przedzierać uzbrojeni mężczyźni, co dość mocno ich spowalniało, ale nie na tyle, by przestali stanowić zagrożenie - zwłaszcza, że w oddali pojawił się łucznik. Wszyscy krzyczeli i wymachiwali rękami, wskazując sobie nawzajem postać na dachu. Nasira nie miała ani chwili do stracenia.
Cofnęła się o krok i wzięła rozpęd, żałując, że wyrzuciła włócznię. Następnie przeleciała nad kolejną ulicą i wylądowała twardo na upatrzonym dachu. Pozbierała się najszybciej, jak mogła, po czym ponownie wzięła rozpęd. Tym razem celowała w szczyt murów twierdzy.
Znów czuła ogień w płucach, do tego jej mięśnie protestowały koszmarnym bólem, ale zignorowała wszelkie instynkty, każące jej się zatrzymać, i pędziła coraz szybciej i szybciej, zbliżając się nieubłaganie do krawędzi dachu. Jeszcze tylko kilka metrów... Jeszcze metr... Wzbiła się w powietrze, niepewna, czy za kilka sekund wypełni swoją misję, czy zginie bolesną i okrutną śmiercią.
CZYTASZ
Niewolnica
AçãoXVII wiek, południowy zachód Półwyspu Arabskiego. Zbuntowana polska szlachcianka, która przez brawurę podszytą głupotą dostała się do niewoli tatarskiej, oraz arabski książę, który nienawidzi niewolnictwa, a od typowo męskich zajęć woli muzykę i poe...
