LXXVII. Rozpacz Pokonanych, cz. 3

88 11 19
                                        

Fatima przez całą drogę pomiędzy celami próbowała się wyrwać. Uspokoiła się, gdy dotarła do schodów, ale strażnicy, zamiast wyprowadzić ją na górę, skręcili w bok do krótszego korytarzyka. Zrobiło jej się słabo, gdy zrozumiała, że zmierza do sali tortur.

Ledwo była w stanie poruszać nogami; prowadzący ją mężczyźni niemalże wlekli ją po podłodze. Dopiero pod samymi drzwiami odzyskała panowanie nad swoim ciałem i zaczęła się szarpać jeszcze zajadlej.

Strażnicy dali się zaskoczyć i już wkrótce kobieta biegła co sił w nogach ku schodom prowadzącym na dziedziniec. Nie miała ułożonego w głowie planu ucieczki, po prostu wiedziała, że musi się stąd wydostać. Podkasała suknię i przeskakiwała po dwa, trzy stopnie naraz - nie zdało jej się to jednak na wiele. Silne ręce strażników pochwyciły ją i ściągnęły z powrotem w podziemia.

Fatima wiła się, szarpała, kopała, gryzła i piszczała, lecz nic nie mogło jej już pomóc. Zaciągnięto ją jak worek ziemniaków pod drzwi. Zaszamotała się raz jeszcze, z czystej desperacji, gdy za jej plecami szczęknęła klamka. Na próżno.

Mężczyźni przerzucili ją przez próg. Wylądowała twarzą na twardej podłodze, a drzwi zatrzasnęły się za nią z hukiem.

Ledwie zdążyła podnieść głowę i otrzymała policzek tak siarczysty, że zakręciło jej się w głowie, a przed oczami stanęły mroczki. Odrzucona w tył, próbowała się otrząsnąć, ale i na to nie miała szansy; silna dłoń chwyciła ją za gardło, podniosła i boleśnie przystawiła plecami do ściany, dusząc ją i dławiąc.

Wdowa zakaszlała, a właściwie zabulgotała, bo kaszel nie miał jak przejść przez ściśniętą krtań. Uniosła obie ręce i próbowała poluźnić ucisk palców na swojej szyi, lecz nie miała dość sił. Okrągła, podobna do księżyca w pełni twarz Hassana wpatrywała się w nią z upiornym uśmiechem, a na krańcach pola widzenia, które zachodziły już czernią, majaczył przyglądający się temu obojętnie Salah.

- Kto?! - zaryczał Tatar. - Kto jeszcze w tym pałacu był zaangażowany w waszą zdradę?!

- Nikt... - wyrzęziła Fatima.

- Nie wierzę!!!

Ucisk się wzmocnił, a kobiecie podszedł żołądek do gardła. Wyprężyła się, a oczy wyszły jej z orbit; na chwilę przed spodziewaną utratą przytomności Hassan nagle wypuścił jej szyję i pozwolił opaść na kolana.

Fatima rozkaszlała się, lecz nim zdołała na powrót złapać oddech, dostała kolejny policzek.

- Kto?

Następny cios, tym razem pięścią.

- Kto?!

Poprawiony uderzeniem drugiej ręki.

- KTO?!

Na koniec kopniak w brzuch.

Kobieta zwinęła się na podłodze w drgający kłębek. Krew ciekła jej z nosa i skapywała na wargi, niektóre z jej kropli rozlewały się po języku słonym posmakiem. Niedotleniony umysł wciąż błądził na krawędzi utraty przytomności, a ciało krzyczało z bólu, który obejmował coraz więcej członków z każdym kolejnym spadającym na nie ciosem. Ochrypłe jęki wydobywające się z jej krtani wkrótce stały się bardziej podobne do charknięć.

Koszmar ustał tak samo nagle, jak się zaczął. Salah odsunął Hassana, który zdawał się wpadać w morderczy szał, i przykucnął przy zmaltretowanej Fatimie. Dawna emirowa z trudem podniosła na niego wzrok. Nie wiedzieć czemu, widok spokoju i zdecydowania na jego twarzy przeraził ją o wiele bardziej niż furia i agresja, z jaką atakował ją tatarski handlarz.

NiewolnicaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz