LXXVI. Rozpacz Pokonanych, cz. 2

53 11 13
                                        

Wieczorem drzwi do lochów otwarły się ponownie i wprowadzono do nich dużą grupę ludzi. Hayfa siedziała w kącie i wciąż popłakiwała, przytulona do Sabiny, ale Jasmina i Fatima podeszły do krat, żeby się przyjrzeć nowym więźniom. Matka Zahira zmrużyła oczy; serce na moment przestało jej bić, kiedy w dwóch pierwszych osobach rozpoznała Sarę i Tamarę.

- Nie! - krzyknęła. - Nie wy! Moje dziecko! Gdzie jest moje dziecko?!

Nie dostała jednakże żadnej odpowiedzi. Po Kowalewskich do celi weszło trzech obcokrajowców, którzy uwolnili wcześniej księcia Karima. Ostatni z nich, którego Fatima zapamiętała jako najgłośniejszego i najbardziej grubiańskiego, prowadził pod rękę słabą, bladą i zapłakaną Anielę.

Na ten widok kobieta straciła nadzieję. Pamiętała ogień w oczach dziewczyny, którą poznała kilka miesięcy wcześniej w pałacu, i który się nie zmienił do momentu, kiedy przed dwoma tygodniami zobaczyła ją u Kowalewskich. Skoro teraz była tak zrozpaczona, nie ulegało wątpliwościom, że i z Zahirem stało się coś złego. Fatima doskonale zdawała sobie sprawę z nietypowej więzi, jaka wytworzyła się pomiędzy jej synem a krnąbrną niewolnicą.

- Gdzie książęta? - zapytała omdlewającym głosem. Jasmina, która nie poznawała nikogo z wchodzących, spojrzała na nią ze zdumieniem.

- Rozdzielili nas - odpowiedziała Tamara.

Hayfa i Sabina podniosły się z kąta i podeszły, rozumiejąc, że dzieje się coś ważnego.

- Jak to się stało? - zapytała Jasmina martwym głosem.

Tamara spojrzała na córkę, a ta wykonała rękami kilka szybkich gestów, ledwo widocznych w ciemnościach lochu. Skinęła głową, po czym odpowiedziała wdowie:

- Zjawili się bez zapowiedzi i obstawili cały dom. Po prostu weszli i zaczęli nas wyprowadzać, jednego za drugim. Cudzoziemcy próbowali stawiać opór, ale byli w mniejszości. I tak się tu znaleźliśmy. Na dziedzińcu nas rozdzielili, my poszliśmy do lochu, a Zahir i Karim do głównego budynku.

- Czyli... Nie ma już żadnej nadziei? - spytała płaczliwie Hayfa.

- Allah - wtrąciła się milcząca dotąd Aniela. Wszystkie głowy zwróciły się w jej stronę, ale ona nie powiedziała już nic więcej. Odeszła do kąta i usiadła w nim, obejmując rekami kolana. Brat poszedł za nią i otoczył ją ramieniem. Dziewczyna wtuliła się w jego pierś i zapłakała cicho.

- Allah - powtórzyła Fatima. - Allah odwrócił się od nas.

Nagle wstrząsnął nią gwałtowny szloch, przez który omal nie upadła na twarz. Podtrzymały ją Tamara i Sara, same załzawione. Po chwili już przytulały się całą trójką, płacząc głośno, a obok nich Hayfa obejmowała Sabinę. Jasmina w poczuciu wyobcowania podeszła do okna, gdzie światło księżyca padło na jej pobrużdżoną, pełną zgryzoty twarz; Alosza i Radek natomiast podeszli do krat i wstrząsnęli nimi na próbę, jakby liczyli, że uda im się wydostać.

- Przepraszam was - wyłkała Fatima do dwóch przytulających ją kobiet. - To moja wina, że tu jesteście.

- Zrobiła pani to, co słuszne, tak samo jak my - odparła Tamara, choć jej głos drżał. - To był nasz wybór.

Sara nie miała jak jej odpowiedzieć, więc tylko poklepała ją lekko po plecach.

Tymczasem Jerzy kołysał lekko wtuloną w niego Anielą i głaskał jej włosy, od czasu do czasu szepcząc do niej z braterską troską:

- Nie płacz, proszę. Jeszcze wrócimy do domu. Zobaczysz, wydostaniemy się stąd. Przecież wezwaliście posiłki.

- Tak, ale mogą nas zamęczyć do tego czasu, aż przybędą - odpowiedziała dziewczyna, nie przestając szlochać. - Zahira zamęczą na pewno. Co z tego, że my przeżyjemy, skoro jego zabiją!

NiewolnicaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz