Jak na człowieka, który nigdy wcześniej w życiu niczego nie ukradł, Chamis naprawdę się popisał, zdobywając na przedmieściach Fajr zaopatrzenie na podróż do pieczary. Wyjechał z miasta na młodym, dobrze odkarmionym wielbłądzie, w torbach miał dużo różnorodnego jedzenia, a za sobą - ogromny wór z wodą. Do tego u pasa kołysała mu się tłusta sakiewka ze złotem.
Pierwszego dnia po odzyskaniu sprawności wymiotował po każdym posiłku i łyku, dzięki czemu ostatecznie oczyścił cały organizm. Od następnego dnia zaczął intensywnie się odżywiać, by odzyskać siły jak najszybciej. Jednocześnie parł naprzód, ile mógł, byle jak najprędzej dotrzeć do pieczary.
Zmierzchało, gdy zobaczył znajome pasmo pagórów na horyzoncie. Pospieszył wielbłąda, co jednak okazało się bezcelowe - zbliżywszy się, ujrzał może barwnych namiotów rozłożonych o strzał z łuku od pieczary, u wejścia do niej zaś wrzała walka. Kolejne strumienie napastników w białych galabijach wdzierały się do środka i zalewały korytarze i komory, pozostawiając za sobą zadeptane trupy i kałuże krwi zarówno wrogów, jak i własnych ludzi.
Chamis zatrzymał wielbłąda w bezpiecznej odległości i podkradł się pod obóz. Wiedział już, że nie zdoła chwilowo wypełnić misji, ale i tak musiał koniecznie zobaczyć się z Rafim. Nie mógł dłużej odkładać nieuchronnie czekającej ich rozmowy na temat jego matki.
Ominął z daleka półkoliste namioty Banu Hilal, w których nadal wrzało życie, gdyż zostały w nich rodziny wojowników, i odnalazł niewielką grupkę namiotów wojskowych. Te świeciły pustkami, aczkolwiek dookoła chodziło kilku wartowników.
Jeden z nich spacerowym krokiem przeszedł obok głazu, za którym siedział Chamis. Ziewnął rozdzierająco - znudzony i zaspany, nawet nie zauważył ciemnej sylwetki, która wyskoczyła zza jego pleców i przycisnęła mu do ust szmatę nasączoną ziołowym preparatem o ostrym zapachu. Po jednym wdechu, zrobionym z zaskoczenia, wartownikowi gwałtownie zawróciło się w głowie, a po drugim, desperackim, całkowicie stracił przytomność.
Chamis pospiesznie wciągnął go za głaz, zanim pozostali zorientowali się, że ubyło im towarzysza, po czym włożył jego mundur i hełm. Tak przebrany, przemknął pomiędzy namiotami, unikając wzroku innych wartowników, i dołączył do ostatnich linii żołnierzy wkraczających do pieczary. Dla zmyłki podchwycił okrzyk wojenny i zaczął się przepychać do przodu, byle dalej w krwawe piekło, w jakie zmieniło się miejsce, które przez ostatnich parę lat nazywał domem.
***
Amira i Fatma kuliły się pod skałą, ściskając w ręku noże i nasłuchując odgłosów walki, odbijających się echem po wszystkich zakamarkach pieczary. Nie można ich było przez to namierzyć i dziewczynom wydawało się bezustannie, że batalia odgrywa się tuż za rogiem, że zaraz zostaną odkryte.
Fatma po raz któryś oblizała wyschnięte na pieprz wargi.
- To był błąd, mogłam iść z kobietami Anizah - wykrztusiła w pewnej chwili drżącym szeptem. - Gdzie ja do walki? Nie rozumiem, jak możesz być taka spokojna...
- Nie jestem. - Amira podsunęła jej pod nos swoją ozdobioną licznymi bransoletami rękę, która trzęsła się jak w gorączce.
- To czemu się taka wydajesz?
- Bo już to kiedyś widziałam - skłamała. Tak naprawdę nigdy nie widziała bitwy, co najwyżej maleńką potyczkę pomiędzy Krwawymi Sępami a nią i Aishą w karawanseraju, czy też strzelaninę na dziedzińcu Słowiczego Pałacu. Powodem, dla którego nie okazywała strachu, było to, że już i tak nie miała po co walczyć o swoje życie. Nie chciała jednak obarczać przyjaciółki tym brzemieniem.
CZYTASZ
Niewolnica
ActionXVII wiek, południowy zachód Półwyspu Arabskiego. Zbuntowana polska szlachcianka, która przez brawurę podszytą głupotą dostała się do niewoli tatarskiej, oraz arabski książę, który nienawidzi niewolnictwa, a od typowo męskich zajęć woli muzykę i poe...
