#87

510 44 16
                                        

Rano trochę oczywiście zaspaliśmy więc ubieraliśmy się na opak ale zdążyliśmy na szczęście na czas.

Zapukałem do gabinetu a lekarz odrazu nas wpuścił do środka.

- dzień dobry. - zaśmiał się odsuwając się od drzwi.

- dzień dobry. - usiedliśmy sobie na kanapie obok kozetki.

- no dobrze to kogo najpierw będziemy kłuć. - podszedł do nas już w założonych rękawiczkach i z tacą na której leżały wszystkie potrzebne przedmioty.

- Katsuki idź. - wziąłem od niego Yute i posadziłem sobie go na kolanach.

- ha?! Czemu ja?

- boisz się?

- nie? Ale czemu nie dostałem prawa głosu. O tym , że tu przychodzimy to też wogóle dowiedziałem się chwilę temu.
- usiadł na kozetce i wystawił jedna rękę do przodu.

Pielęgniarka założyła mu opaskę uciskową i przemyła miejsce wkłucia.

- no trochę mi się zapomniało ci powiedzieć. No ale co za różnica.

- no pewnie po co wogóle mi coś mówić nie?. - spojrzał na swoją rękę a potem na lekarza jakby próbował go pospieszyć.

Lekarz znalazł dobre miejsce i wbił się igłą. Katsuki się nawet nie ruszył.. teraz wyjdę na głupa jak się skrzywie?

Gdy lekarz skończył pielęgniarka zajęła się próbkami a Katsukiemu założyła plaster.

Blondyn wstał i zabrał Yute na ręce.

- taki mądry byłeś ? To teraz siadaj.

Przewróciłem oczami i usiadłem na kozetce podwijając rękaw bo ja nie przemyślałem tego jak Katsuki i nie ubrałem krótkiego.

- potrzymać cię za rączkę? - spytał rozbawiony

- spadaj. Nie potrzebuję twojej pomocy.

- mówisz. - usiadł na krzesło przyglądając się.

Czując opaskę na ręce i przemywanie już mnie lekko spięło ale dalej bez większej reakcji. W momencie wbicia igły wziąłem głębszy wdech i zacisnąłem swoje spodnie ale właściwie tylko na chwilę. Poprostu nie lubię tego pierwszego uczucia..

- całkiem nieźle.

- mówiłem, że dam se radę. - wstałem dumny z siebie po dostaniu plastra.

- no dobrze to został najmłodszy. - i tak jak Yuta cały czas się uśmiechał to jak posadziliśmy go tylko na kozetce uśmiech odrazu zniknął.

- nie! - machnął ręką w stronę lekarza.

- Yuta..- chciałem już go przytrzymać ale lekarz mi przerwał.

- spokojnie. Damy se radę. - zwrócił się do mnie po czym kiwnął na pielęgniarkę. - a czemu nie?

- nie! - Yuta miał charakterek to na pewno .. widać , że po ojcu. Mam nadzieję, że w przyszłości mu się zmieni..

- no ale zobacz. Moja koleżanka ma tu takiego super bohatera. Też chciałbyś być super bohaterem prawda.

- tak! - odrazu zaświeciły mu się oczy na widok zabawki którą przynisoła pielęgniarka.

- no a super bohaterowie są odważni i nie boją się niczego.

- tak! Bo są silni!

- no widzisz, więc ty też musisz być. Myślisz że on by się bał igły?

- .. nie! - chłopiec sam wystawił rękę do przodu a ja spojrzałem na to w lekkim szoku.

- no odrazu widać , że to mój syn. - Katsuki uśmiechnął się kładąc brodę na moim ramieniu.

Lekarz ciągle zagadywał Yute przez co ten nawet nie zauważył kiedy skończył.

- i gotowe. Teraz możesz być super bohaterem.

- hu.. - Yuta spojrzał na plaster który nakleiła mu pielęgniarka.

I totalnie nie mam pojęcia czemu ale dopiero wtedy zaczął płakać. To jakaś opóźniona reakcja czy co?.

Wziąłem go na ręce i przytuliłem do Siebie a ten zacisnął piąstki na mojej koszulce i oczywiście wykorzystał ją też jako chusteczkę..

- oj.. no chyba jednak mi się nie udało do końca. - uśmiechnął się lekarz. - możecie już iść , wyniki będą wieczorem.

- dziękujemy- Katsuki otworzył mi drzwi po czym zamknął je za nami.

- a prawie się udało bez płaczu już miałem nadzieję.. - powiedziałem głaszcząc Yute po plecach.

- ojej a co to za płacz? - przed nami pojawiła się mama Bakugo zatrzymując się przy wnuku.

Yuta po usłyszeniu babci odwrócił się w jej stronę i wyciągnął ręce do niej.

- chcesz do babci? To chodź. - wzięła go do siebie na ręce przytulając.

- co wyście temu dziecku zrobili?

- nic? Poszliśmy na pobieranie krwi.

- ah tak? Tak masz rację w takim razie Yuta. Popłacz sobie. Taki sam był twój tata.

- ej!

- ha czyli jednak ! - uśmiechnąłem się zwycięsko.

- byłem dzieckiem?!

- no i co?

- jakim dzieckiem? Człowieku ty miałeś 14 lat i wybiegłeś mi z gabinetu z rykiem.

- dobra stop.

- a z mnie się chciałeś śmiać.

- no ale to było wtedy? A ty robisz tak teraz.

- wcale tak nie zrobiłem.

- oh dajcie już spokój. Kłócicie się o takie głupoty, że mi mózg paruje. - skarciła nas matka blondyna. W tym czasie nawet nie zauważyłem kiedy Yuta przestał płakać. - proszę oddaję - podała mi chłopca spowrotem na ręce. - Katsuki przyjdź proszę wieczorem do mnie i do ojca Dobrze? - rzuciła na odchodne i ruszyła dalej przed siebie.

- a niby po co? - powiedział pod nosem i skierował się spowortem do naszego pokoju.

Gdy wróciliśmy do pokoju Yuta odrazu pobiegł do swoich zabawek a ja opadłem na łóżko.

- ah.. coraz cięższa ta piłeczka.- położyłem rękę na brzuszku i go pogłaskałem.

- już nie mogę się doczekać poznać tego malucha.

- ja też.. ale jak tylko myślę , że znów muszę się męczyć z tym porodem to mną trzęsie.

- za drugim razem będzie łatwiej.

- nie zawsze tak jest. Zależy od omegi.

- no to módl się by u ciebie tak było. - blondyn położył się obok mnie i zaczął się bawić moimi loczkami.

- a ty nie masz nic do roboty, że się tak tu kładziesz?

- może mam.. ale to ja zadecyduje kiedy to zrobię. Ja tu żądze, kto miałby mnie pospieszać.

- ah no tak.. a potem będzie , że z niczym się nie wyrabiasz.

- dobra cicho siedź i ciesz się , że spędzamy czas razem.

- mhm , cieszę się. - odwróciłem się do niego dając mu buziaka.

~Walka o Lunę~ {bakudeku} {omegaverse}Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz