#110 ( koniec )

641 36 8
                                        


Minęło sześć lat. Sześć długich, pełnych zmian lat, odkąd nasze życie przyjęło nowy kierunek.

Siedziałem na tarasie naszego domu, otoczony spokojem lasu, popijając herbatę, która powoli stygła w moich dłoniach. Ciepły wiatr poruszał liśćmi drzew, niosąc ze sobą znajomy zapach ziemi i kwiatów. To miejsce... było dokładnie tym, czego zawsze pragnąłem.

Nie sądziłem, że tak szybko odnajdę się w tym nowym życiu. Że porzucenie tronu, który od dziecka miałem objąć, okaże się jedną z najlepszych decyzji, jakie mogłem podjąć. Ale to nie była tylko moja decyzja. Yuriko zawsze o tym marzyła - od dziecka pragnęła rządzić, a ja... ja chciałem po prostu być sobą. Żyć po swojemu, z dala od wielkich sal, politycznych intryg i ciężaru odpowiedzialności, który czułem na barkach od momentu, gdy tylko nauczyłem się chodzić.

Oddałem jej koronę. A ona przyjęła ją z dumą.

Teraz miała swoją rodzinę - synka, Leviego, którego wychowywała razem z Harukim. A ja? Ja odnalazłem własne szczęście.

- znów myślisz o Yuriko ? Dobrze zrobiłeś. Przecież widzisz, że radzi sobie doskonale i odnajduję się w tym- usłyszałem głos Kenjiego, który usiadł obok mnie, jakby wyczuł moje myśli. - zawsze mówiłeś, że się tam nie odnajdujesz i , że nie chcesz tronu , a ona wręcz kipiała chęcią władzy. - zaśmiał
Się

Przekręciłem lekko głowę, przyglądając się jego twarzy. Miał rację. Zamek nigdy nie był moim domem. Ale to miejsce? Ta skromna willa na skraju lasu, gdzie wiosną pachniało kwitnącymi wiśniami, a zimą otulaliśmy się kocami przy kominku - to było wszystko, czego potrzebowałem.

Westchnąłem, upijając łyk herbaty.

- Może masz rację - przyznałem. - Choć czasem zastanawiam się, jakby to było, gdybyśmy zostali tam dłużej.

Kenji uśmiechnął się lekko, ale nie zdążył odpowiedzieć, bo w tym samym momencie nasze myśli wyrwał znajomy, dziecięcy śmiech.

Spojrzeliśmy przed siebie, na ogród, gdzie na huśtawce kołysała się drobna, blond włosa dziewczynka.

Jej oczy błyszczały radością i krwistą czerwienią, a wiatr plątał jej kosmyki włosów, gdy śmiała się w głos, rozbawiona.

Mizi miała już 6 lat a ja nawet nie wiedziałem kiedy to minęło.. mam wrażenie, że to dopiero wczoraj poraz pierwszy dostałem ją na ręce.

Nie powiedziałbym, że jej pojawienie się na świecie odmieniło wszystko - bo wszystko zaczęło się zmieniać już wcześniej. Ale to ona sprawiła, że zrozumiałem, jak niewiele potrzeba mi do pełni szczęścia.

A teraz... teraz nasze życie znów miało się zmienić.

Przesunąłem dłonią po brzuchu, który już wyraźnie się zaokrąglił. W końcu był to już piąty miesiąc.

Tym razem nie było strachu. Była tylko radość.

- mamo! - Mizi nagle podbiegła do nas, wtulając się w moje kolana.

- Hmm? - spojrzałem na nią, gładząc jej włosy.

- Kiedy dziadkowie przyjadą?

Zanim zdążyłem odpowiedzieć, Kenji zaśmiał się cicho.

- A kiedy ostatnio nie przyjechali? - rzucił, unosząc brew.

Miał rację. Izuku i Katsuki byli absolutnie zakochani w swojej wnuczce i odwiedzali nas niemal codziennie. Dziś nie było inaczej - nim się obejrzeliśmy, furtka otworzyła się z cichym skrzypnięciem.

- Gdzie jest nasza księżniczka?! - zawołał Izuku, a Mizi natychmiast rzuciła się w jego ramiona.

Katsuki stał obok, jak zawsze starając się zachować poważny wyraz twarzy, ale nie zdążył nawet mrugnąć, zanim Mizi dopadła go, łapiąc go za rękę.

- Dziadku, dziadku! Dzisiaj huśtałam się tak wysoko, że prawie dotknęłam chmur!

Bakugo prychnął, ale podniósł ją na ręce, podrzucając lekko do góry, wywołując kolejny wybuch śmiechu.

Kenji spojrzał na mnie, a ja westchnąłem, uśmiechając się pod nosem.

- i pomyśleć jaka była jego pierwsza reakcja na moją ciążę.. a teraz , on by się za nią pokroił - powiedziałem cicho śmiejąc się widząc jak tata kręci się z dziewczynką w ramionach.

- I całe szczęście - odpowiedział Kenji, obejmując mnie ramieniem.

Spojrzałem w stronę furtki, gdzie chwilę później pojawiła się kolejna znajoma postać. Yukina , nasz kuzynka, przyszła w odwiedziny z dziewczyną i swoimi córkami - bliźniaczkami, które wesoło biegły w stronę Mizi. Sua i Seiko miały już cztery lata i były małymi wulkanami energii. One też często nas odwiedzały z względu na bliskie relacje naszych dzieciaków.

- Widzę, że trafiłyśmy idealnie - rzuciła Yukina, podchodząc bliżej.

- Jak zwykle - odpowiedziałem z uśmiechem.

Jej dziewczyna przewróciła oczami, śmiejąc się cicho, a tymczasem bliźniaczki już wciągnęły Mizi do zabawy.

Widząc ich razem, pomyślałem o tym, jak bardzo nasze rodziny się zmieniły przez te lata. Nie tylko ja i Kenji zaczęliśmy nowy rozdział. Yuriko i Haruki mieli syna. Yukina i jej partnerka stworzyły cudowną rodzinę. Wszyscy odnaleźliśmy własną drogę.

A ja? Ja miałem wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłem.

Mimo wszystkich obaw, mimo dawnych niepewności... teraz nie chciałem niczego zmieniać. Miałem rodzinę. Miałem dom.

I miałem przyszłość, której już się nie bałem.

_________________________
Więc to już koniec przygód Izuku i Bakugo oraz Yuty i Kenjiego.

Dziękuję wszystkim którzy czytali i dotrwali aż do końca. Jestem zadowolona z tej książki i mam nadzieję , że podobało wam się i , że bawiliście się tak samo dobrze czytając jak ja pisząc.

Dziękuję za wszystkie komentarze gwiazdki i za waszą obecność!.

Do zobaczenia w następnych książkach!

~Walka o Lunę~ {bakudeku} {omegaverse}Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz