#103

505 43 5
                                        

Rano obudziłem się w bardzo dobrym humorze i to w dodatku o dziwo wyspany. Jednak było mi .. za pusto.. ? No właśnie. Gdzie zniknął Kenji. - wstałem z łóżka ubierając się w dres i bluzę mojego chłopaka bo co jego to moje.

Zajrzałem jeszcze do łazienki ale też go tam nie było. Wyszedłem na korytarz szukając go jednak właściwie na nikogo nie mogłem trafić.. dopóki nie wpadłem na jedną z służących.

- em przepraszam..

- ah książę Yuta - ukłoniła się lekko. - wszystkiego najlepszego.- uśmiechnęła się miło w moją stronę.

- dziękuję.. widziałaś może moich rodziców?..

- mm wydaje mi się , że jakoś godzinę temu widziałam jak wychodzili na dwór i jeszcze nie wrócili więc powinni tam być.

- dziękuję ci bardzo. - ruszyłem w stronę wyjścia po drodze zabierając jeszcze buty. Wyszedłem na dwór odrazu kierując się do ogrodu bo gdzie indziej na dworzu mieli by być?.

Gdy wszedłem do ogrodu okazało się , że był bardzo ładnie wystrojony w lampki balony i różne inne ozdóbki.

- no proszę , patrzcie kto wstał. - mama podeszła do mnie uśmiechając się. - wyspałeś się?

- tak? I co odrazu "kto wstał" nie jest jakoś późno.

- skarbie jest 13.

- słucham?!

- ale z racji , że są twoje urodziny uznaliśmy, że możesz sobie pospać. Wszystkiego najlepszego - przytulił mnie co oddałem.

- dziękuję..

- ah.. jak ten czas szybko leci.. jeszcze niedawno organizowaliśmy twój roczek a teraz masz już 18..

- no stary jesteś. - moja siostra przeszła obok nas z jakimś pudłem.

- ej! Wcale nie! Jest między nami tylko 4 lata pindo.

- chyba aż.

- czy wy możecie się nie kłócić chociaż jeden dzień..?

- ona zaczęła!

- odpuść. Ty tu jesteś starszy, bądź mądrzejszy.

- ugh..! Gdzie tata? Widziałeś Kenjiego?

- Tata poszedł załatwić sprawę z twoim tortem a Kenji..

Krzyknąłem czując jak unoszę się w powietrzu. Ktoś złapał mnie od tyłu i podniósł do góry.

- wszystkiego najlepszego kochanie moje! - Kenji obkręcił się z mną kilka razy poczym odstawił mnie na ziemię.

- jest tutaj.. - dokończył poczym się zaśmiał.

- nie rób tak! Zawału dostałem.

- no co ty mnie się boisz?

- jak mnie zachodzisz od tyłu to tak! - uderzyłem go w ramię udając obrażonego.

- przepraszam, nie złość się. - objął mnie ramieniem i pocałował krótko. - to moja bluza?

- ym tak? Chwyciłem pierwszą lepszą.

- tia.. tak właśnie było.

- no bo było! Co wy właściwe robicie?

- mm uznaliśmy, że też chcemy mieć trochę wkładu w twoja imprezę więc pomagamy w przygotowanach. - mama uśmiechnęła się spoglądając w tył ogrodu.

- mhm..

- jesteś głodny? Właściwe za dwie godziny obiad ale może chcesz zjeść coś lekkiego?

- właściwe to coś bym zjadł..

~Walka o Lunę~ {bakudeku} {omegaverse}Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz