Zginęła Za Miłość

180 16 0
                                        

Voldemort zaufał na tyle dziewczynie, że umożliwił jej wzywanie potrzebnych jej śmierciożerców, za pomoc własnego znaku. Tego dnia miała zamiar zrealizować swój kolejny etap planu. Wezwała więc do swoich komnat najlepszego z śmierciożerców i jedynemu któremu ufa najbardziej. Siedząc przy biurku usłyszała pukanie, otworzyła drzwi zaklęciem.

-Po co mnie wzywasz?- zapytał chłodno mężczyzna. - Nie jest to zbyt przyjemne.

-Widocznie mam powody. - odparła, nie spoglądając na niego znad książki.

-Moje komnaty są na tym samym korytarzu, mogłaś po prostu przyjść.

-Mogłam ale tak mi wygodniej. - uśmiechnęła się bezczelnie. - Potrzebuje twojej pomocy.

-Możesz przejść do rzeczy? - zaczął się niecierpliwić.

-Chce złapać Remusa i Nimfadore. - stwierdziła z lekkością.

-Jak chcesz to zrobić? - podszedł bliżej biurka dziewczyny. - Dobrze wiesz, że po stracie Syriusza będą dużo bardziej ostrożni.

-Domyślam się ale kto myśli racjonalnie, gdy chodzi o miłość? - wstała od biurka i podeszła blisko do Severusa. - Dwoje kochanków, którzy wskoczyli by za sobą w ogień. - obeszła go dookoła. - Co jeśli wyślę ktoś do nich listy z prośbą o pomoc dla drugiej połówki?

-Myślisz, że są tacy naiwni? - prychnął w niedowierzaniu.

-Myślę, że Tonks napewno, z Remusem będzie troszkę trudniej. - mówiła jak o zabawie w berka. - Ale i tak przyjdzie i z pewnością sam, szlachetny nie będzie chciał narażać nikogo.

-Jeżeli by przyszli tak jak sugerujesz, to co dalej? - zapytał niezbyt przekonany.

-Oczywiście oboje będą musieli się pojawić w innych miejscach. - tłumaczyła wyniośle i chłodno. - Ty zajmiesz się Nimfadorą, musisz po prostu ją unieszkodliwić, resztą zajmę się ja.

-Myślę, że lepiej było by, gdybym się zajął Lupin'em. - mężczyzna wiedział, że Zakon teraz będzie bardzo ostrożny, a starcie z Remusem może być niebezpieczne dla Lucy.

-Uważasz, że sobie nie dam z nim rady? - zaśmiałam się i przewróciła oczami. - Chyba mnie nie doceniasz Severusie.

-Nie to miałem na myśli.

-Nie ważne. - powiedział stanowczo. - Pomożesz mi, czy nie?

-Nie chcę tego robić ale wiem, że jak ci odmówię to i tak to zrobisz sama. - nie zamierzał jej puszczać bez pomocy, będzie czuwał nad powodzeniem tej misji i w razie wypadku będzie blisko dziewczyny. - Co grozi gorszymi skutkami.

-Masz słuszna rację. - uśmiechnęła się zawadiacko.

-Ale czy warto? Zasługują na to? - patrzył prosto w oczy dziewczyny, wyszukując powód jej działań.

-Remus z pewnością, a Tonks wyświadczę przysługę. - spoważniała i wróciła za biurko.

-Chyba nie rozumiem. - uniósł brew robiąc pytającą minę.

-Zrozumiesz. - zerknęła na niego i przysunęła do siebię pergaminy. - Napisze listy i ruszamy.

Dziewczyna wysłała oba listy, tak jak się spodziewała, kochankowie dali się podejść. Lucy teraz stała na przeciwko Remusa, który szybko zorientował się, że to pułapka. Mężczyzna zaczął ciskać zaklęciami w stronę dziewczyny, które z łatwością odbijała ale Lupin nie dawał jej ani chwilę na odparcie ataku, dziewczyna cały czas pozostawała w defensywie. Po dłuższej chwili Lucy zaczęła opadać z sił i jej obrona już nie była na tyle silna, kilka zaklęć uderzyło w nią, przez co opadła na kolana, jej jedynym ratunkiem okazało się wyładowanie. Mężczyzna opadł porażony, dziewczyna podeszła do niego przeteleportowując się z nim, na miejsce gdzie miała pojawić się Tonks. Ujrzała niecierpliwiącego się Severusa, a u jego boku lewitowała śpiąca Nimfadora.

-Widzę, że były komplikacje. - powiedział prześmiewczo, choć cieszył się, że dziewczynie nic nie jest, w duszy zaczął już się o nią martwić.

-Po czym tak wnioskujesz? - wyprostowała się dumnie, próbując nie pokazywać swojego zmęczenia.

-Po tym, że długo ci zeszło, a Lupin jest porażony. - mężczyzna rozumiał, że Lucy użyła wyładowania jako ostateczności, przez co jeszcze bardziej czuł wyrzuty sumienia, że pozwolił jej z nim walczyć.

-Cóż... - przez chwilę miała zamiar się tłumaczyć, lecz szybko się otrząsnęła, a jej ton stał się chłodny. - Wracamy do Malfoy Manor.

Tak jak powiedziała Lucy przeteleportowali się do sali w której zazwyczaj przebywał Voldemort wraz z Nagini. Czarny Pan odrazu wstał na ich niespodziewane pojawienie się.

-Moje dziecko, twoje działania są miodem na moje serce. - powiedział dumnie do dziewczyny widząc ich jeńców.

-Voldemorcie nie żartuj, wszyscy wiedzą, że ty nie masz serca. - mężczyzna się zaśmiał, a Lucy mu zawtórowała.

-A jednak cieszą mnie twoje wizyty. - uśmiechnął się życzliwie. - Co tym razem?

-Tym razem dwójka członków Zakonu, Remus Lupin i Nimfadora Tonks.

-Wezwać śmierciożerców?

-Oczywiście, nie powinni przegapić mojej mowy. - powiedziała dumnie związując dwójkę nieprzytomnych zaklęciem. - Możesz usiąść Severusie, dziękuję.

Voldemort wezwał wszystkich, po koleji zaczęli się pojawiać i zajmować swoje miejsca, w tym czasie Lucy wybudziła jeńców umieszczając ich naprzeciw siebie.

-Mówicie, że jesteście lepsi, że wy z Zakonu jesteście "ci dobrzy" - zaczęła teatralnie. - Wielka miłość. - powiedziała tonem tak wypranym z uczuć, że te słowa zdawały się nie mieć żadnego znaczenia. - Przed nami kleczy dwoje kochanków, ale czy napewno?

-Wypuśćcie chociaż ją! - krzyknął Lupin, zwracając na siebię uwagę wszystkich. - Jest za młoda by umierać!

-Nasza malutka, młodziutka Nimfadora... - dziewczyna podeszła do niej, lustrując z wyższością. - Dopiero wypuszczona w wielki świat, tak mało przeżyła, tak mało wie o życiu. To przykre, że przyszło jej żyć w takich czasach... - Lucy skierowała się w stronę związanego mężczyzny. - Jesteś samolubny Remusie, wiesz jak by cierpiała po twojej stracie? Ale jeszcze bardziej by cierpiała gdybyś przeżył. - jej ton głosu stawał się coraz bardziej opanowywany przez złość. - Jakim trzeba być człowiekiem, aby zostawić tak młodą kobietę w ciąży i to ze strachu? - odwróciła się stanowczym ruchem do śmierciożerców, którzy śledzili każde jej posunięcie. - Ja wam powiem jakim! Takim jak nasz dobroduszny Remus Lupin!

-Nie prawda! - krzyknęła ze łzami w oczach Nimfadora. - Remi nigdy by tak nie postąpił!

-Nasza biedna, naiwna Tonks. - podeszła do niej kładąc jej rękę na ramieniu, po czym wzrok skierowała na mężczyznę. - Ramusie przyznaj się, ile razy chciałeś ja zostawiać? - zadała retoryczne pytanie wiedząc, że mężczyzna na nie nie odpowie, on tylko spuścił wzrok. - Tłumacząc się tym, że jesteś od niej dwa razy starszy, lub tym, że jesteś tym kim jesteś... Milczysz... Zrozumiałe. - Lucy klęknęła za przerażoną dziewczyną, przykładając jej różdżkę do gardła. - Teraz odpowiedź szczerze Remusie...Kochasz ją?

-Tak - patrzył na kobiety przerażonym wzrokiem.

-Kłamstwo!- krzyknęła wściekła dziewczyna. - Avada Kedavra! - ciało Tonks opadło bez ruchu na ziemię.

-Nieeee! - wydarł się z niego przeraźliwy krzyk, a z oczu popłynęły łzy, dziewczyna wstała i podeszła do stołu, zostawiając łkajaceko mężczyznę nad ciałem.

-Zróbcie z nim co chcecie. - powiedziała chłodnym tonem, wodząc wzrokiem po śmierciożercach. - Greyback.

-Tak Księżniczko? - wstał od stołu i się skłonił.

-Gdy skończą się z nim bawić, zabierz go i dokończ to co zacząłeś.

-Oczywiście Księżniczko, dziękuję.

𝑫𝒊𝒎𝒆𝒏𝒔𝒊𝒐𝒏𝒔 𝒂𝒏𝒅 𝑻𝒊𝒎𝒆𝒔: 𝑯𝒂𝒍𝒇-𝑩𝒍𝒐𝒐𝒅 𝑷𝒓𝒊𝒏𝒄𝒆𝒔𝒔Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz