Rozdział 218

67 3 10
                                        

Krystian wszedł do gabinetu i zobaczył czarne, męskie buty, których na pewno wcześniej nie widział. Był zaskoczony. Myślał, że jeszcze trochę minie zanim dostaną nową osobę do drużyny. Uniósł głowę, żeby spojrzeć w twarz mężczyźnie. Ciemne włosy poprzetykane kilkoma siwymi pasemkami, jasne, błękitne oczy i gładko ogolona, mocno zarysowana szczęka. 

Wpatrywał się w jego twarz gdy nagle dotarło do niego, że skądś ją zna. W jednej chwili wróciły wszystkie wspomnienia. Myślał, że śni.
- Krystian-! Dzieciaku, co ty tu robisz-?!  
- Bartek...! - Wykrztusił. Zrobił jeden, niepewny krok, a potem widząc, że mężczyzna też chce się do niego zbliżyć, w chwilę pokonał dzielącą ich odległość i zatonął w silnych ramionach mężczyzny, który po chwili zawahania mocno go do siebie przycisnął. Przykleił policzek do jego głowy i zaczął delikatnie nimi kołysać. Odsunęli się od siebie tylko po to, by po chwili znowu zająć się przytulaniem. Policjant poczuł jak jego Stróż w kojącym geście pociera jego plecy.
Bartek złapał go i odsunął na długość swoich ramion. Potrząsnął nim.
- Jak mogłeś tak zniknąć bez słowa?! MYŚLAŁEM, ŻE ZAWAŁU DOSTANĘ JAK SIĘ ZORIENTOWAŁEM, ŻE CIĘ NIE MA! - Zaczął krzyczeć. - CZEMU NIC NIE POWIEDZIAŁEŚ?! Gdzie ty byłeś?! - Pytał, coraz mocniej wbijając palce w jego ramiona. Krystian złapał jego kończyny.
- Ja- - Zaczął, lecz Bartek znów go do siebie przycisnął sprawiając, że ten musiał stanąć na palcach.
- Nie rób mi tak więcej! - Warknął jeszcze dziwnie wilgotnym głosem. Ponownie go od siebie odsunął. - Gdzie ty byłeś?! Gdzie zniknąłeś?! - Pytał, uparcie wpatrując się w ciemne oczy policjanta.
Krystian położył dłoń na nadgarstku Bartka i zacisnął na nim swoje palce.
- Pamiętasz jak mówiłeś, że ludzie rzadko nie chcą nic w zamian? - Spytał cicho. - Miałeś rację. - Szepnął patrząc mu w oczy. Jasne tęczówki zalśniły zrozumieniem. Chłopak spuścił głowę. Mężczyzna znów go do siebie przycisnął.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że nic ci nie jest. - Westchnął przyciskając go do siebie. Wolną ręką pocierał jego plecy.
- Wy... się znacie? - Padło ciche pytanie. Policjanci dopiero w tej chwili przypomnieli sobie, że nie są sami. Odsunęli się od siebie, lecz co jakiś czas wymieniali krótkie, pełne emocji spojrzenia.
- ,,Znamy"? - Powtórzył Krystian prychając cicho. - Ten facet uratował mi życie! - Powiedział z ledwie wyczuwalną gamą emocji w głosie. Policjanci spojrzeli na przybysza. - A wy się pytacie czy my się znamy! - Dodał niedowierzająco. Zebrani wymienili niepewne, nieco zmieszane spojrzenia.
- Ty jesteś tym bezdomnym, który pomógł Krystianowi, prawda? - Zgadł nagle Olgierd. Bartek kiwnął głową. - Nie wiem jak mam ci dziękować... - Zaczął i wyciągnął w jego stronę dłoń. Mężczyzna po chwili odwzajemnił gest przy okazji zaliczając przedstawienie.
- Cóż... już nie bezdomny. - Westchnął po chwili i uśmiechnął się do Krystiana.
- Jednak udało ci się znaleźć robotę? - Zapytał uradowany chłopak. Bartek tylko się wyszczerzył.
- A pamiętasz, że mam być żółtodziobem w waszej ekipie? - Podsunął. Policjant dopiero wtedy przypomniał sobie, że faktycznie mieli dostać kogoś nowego. - Jeszcze lepiej! - Ucieszył się nagle. Zerknął na swoich szefów i nieco spoważniał. - Ale to może przy innej okazji. - Wyszczerzył się do młodszego policjanta i objął go ramieniem.

---

Gdy ich szefowie w końcu ich wypuścili, cała trójka udała się w stronę pokoju operacyjnego.
- Nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę. - Zamruczał szczęśliwy chłopak.
- Też się cieszę, Dzieciaku. - Odparł równie zadowolony Bartek. Wyglądało na to, że obaj nie mogli doczekać się jakieś wspólnej chwili na rozmowę.
- A tu jest nasz pokój operacyjny. - Rzucił nagle młodszy. Mężczyzna wszedł i gwizdnął.
- Ładny. - Skomentował rozglądając się po wnętrzu.
- To ja może zabawię się w służącą i zrobię panom herbatki. - Wtrącił rozbawiony Olo i po upewnieniu się w ilości cukru w napojach nowego kolegi zniknął zamykając za sobą drzwi.

Chwilę stali w ciszy. A potem Krystian dopadł swojego Stróża i znów zamknął się w jego silnych ramionach.
- Tęskniłem... - Wymruczał w ciepły materiał jego ciemnego swetra. Poczuł jak mężczyzna przeczesuje palcami jego włosy.
- Ja też, Dzieciaku. - Westchnął z ulgą i mocniej objął chłopaka.
- Szukałem cię... - Szepnął nagle. Jego głos zrobił się wilgotny. - Czemu cię nie było? Spędziłem cały tydzień szukając ciebie. - Wyszeptał smutno.
- Krystian... - Westchnął cicho brunet. Właśnie w tej chwili wrócił Olgierd niosąc ze sobą ich herbatę.
- Nie przeszkadzam? - Spytał i uśmiechnął się czule. 

Rozdał im ich kubki i wrócił do papierkowej roboty. Czuł, że jego przyjaciel potrzebuje czasu ze swoim starym znajomym.
- Czemu cię nie było-? - Powtórzył chłopak. Bartek położył dłonie na jego ramiona.
- Jak się zorientowałem, że cię nie ma... Wpadłem w panikę. - Przyznał i pogładził kciukami jego ramiona. - Przepytałem wszystkich, których spotkałem. Łącznie z tym chujem-ochroniarzem, co tak nas gnębił. Pamiętasz go, prawda? - Spytał. Krystian tylko się uśmiechnął. Oczywiście, że pamiętał tego buca. Pamiętał też jego minę gdy zobaczył jego policyjną plakietkę. - Pamiętam, że byłem tak zdesperowany, że przez 2 godziny przetrzepywałem całą okolicę. - Westchnął i objął swoimi dłońmi ciepły kubek. Przez chwilę wpatrywał się w ciemną, falującą ciecz. - Pamiętam, że podszedł do mnie jakiś glina. Spytał czy coś się stało. A ja zacząłem mu mówić, że zniknął mój kolega i nie mam pojęcia gdzie może być. - Spojrzał na Krystiana. - Wiesz dobrze, że nie mogłem nic mu powiedzieć. Znałem tylko twój wygląd, imię i część historii. - Cicho westchnął. - A potem uznał chyba, że jestem jakiś chory, bo skuł mnie i zawiózł na komisariat... Jak zobaczyli, że byłem w więzieniu za morderstwo... - Zaczął. Zszokowany Olgierd uniósł na niego swoje spojrzenie. Bartek stał do niego bokiem i skupiał się na Krystianie, więc nie widział jego reakcji. Za to chłopak posłał koledze jedno spojrzenie, a potem wrócił wzrokiem do swojego rozmówcy. - I gdy tak siedziałem w tym areszcie, nie mogłem wygnać cię z głowy. Aż w końcu uznałem, że skoro i tak tam jestem, to spróbuję pozbierać się po tym wyroku. Jak w końcu uznali, że nie mam nic wspólnego z twoim zniknięciem, to prosto z komendy poszedłem do najbliższego adwokata. Facet miał naprawdę dobre serce, bo wysłuchał mnie, pomógł mi, a potem jeszcze zobowiązał się zrobić wszystko za darmo. Uwierzysz w to? 

***

Nie spodziewaliście się Bartusia, prawda?

:>

Do przeczytania,
- HareHeart

Piekło Dantego (2)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz