Olo złapał go na parkingu przy samochodzie. Chłopak ze zirytowaniem wpatrywał się w ekran telefonu, zapewne czekając na wiadomość od Żanety.
- Jak się cieszę, że jeszcze cię złapałem! - Sapnął Olo. - Szwarc nas zabije jak się dowie. - Dodał. Zauważył, że młodszy pod tą maską irytacji ukrył lekkie zaskoczenie.
- O czym? - Zapytał.
- Zapomnieliśmy zrobić listę podejrzanych, pamiętasz? - Podsunął. Odetchnął w duchu gdy młodszy dał się wciągnąć w jego grę.
- Ty, faktycznie. - Zauważył. - Cholera... - Syknął.
- Słuchaj, zrobimy tak: zajmiesz się tą listą. Wszyscy podejrzewają Zielińskiego albo Wierzbickiego, ale może ktoś jeszcze zalazł wam za skórę. Ja wyzbieram ludzi i pojadę sprawdzić tego typa od auta. - Powiedział. Modlił się, żeby chłopak połknął haczyk.
- Chyba nie mamy wyboru. - Mruknął młodszy. - Dobra. - Powiedział wkładając mu w dłoń kluczyki do samochodu. Bez słowa ruszył na górę. Olgierd miał ochotę skakać ze szczęścia.
:Ja
Udało się. Dzieciak poszedł robić listę.
Odpowiedź przyszła po chwili.
Bartek:
Niesamowite.
Będziesz musiał opowiedzieć jak tego dokonałeś.
Zaraz do ciebie zejdę, Żaneta wysyła nam właśnie pinezkę.
Olo odetchnął i wsunął telefon do kieszeni. Wsiadł za kierownicę.
---
Krystian postawił kubek z kawą na blacie i usiadł w fotelu. Skrzywił się nieco na nieprzyjemne uczucie. Bartek musiał jakoś inaczej założyć mu te szwy, bo odczuwał je wyjątkowo intensywnie.
Westchnął cicho, wziął łyk kawy i wyjął czystą kartkę. Od razu zanotował dwa nazwiska.
Artur Zieliński
Józef Wierzbicki
Postukał długopisem w blat biurka.
Po chwili dopisał jeszcze jedną linijkę.
N.N. - listy
Wziął kolejny łyk kawy. Wyjrzał za okno.
Z tego co mówił mu Aru, jego mężczyzna nie miał żadnych wrogów. Szanowany, lubiany biznesmen. W firmie wszyscy pracownicy zadowoleni z atmosfery, z wynagrodzeń... Chłopak westchnął i spojrzał na listę. Wygląda na to, że będzie musiał skoczyć do firmy swojego partnera i wszystkich wypytać.
Uruchomił tablet i wszedł w policyjną bazę. Wyszukał kilku przestępców, którzy zajmowali się handlem ludźmi czy porwaniami dla okupu i zaczął przetrzepywać ich kartoteki.
- Ten zajmuje się dragami... Ten działa po drugiej stronie kraju... Ten wrócił już do pierdla... Ten jest za młody, żeby wymyślić taki plan... - Mruczał do siebie, scrollując akta za aktami. Wziął kolejny łyk kawy. Dopisał kolejne nazwisko.
Arkadiusz ,,Hula" Hulicki - ukradł samochód wykorzystany do porwania
Cicho westchnął. Wstał zza biurka i rozejrzał się. Wiedział, że Olgierd miał ze sobą wszystkie akta zaginionych dzieci. Tylko gdzie on je dał...?
Policjant kucnął przy biurku kolegi i zaczął po kolei przetrzepywać szafki.
Ktoś nagle wszedł do pomieszczenia.
- Hej. - Zaczęła Dominika.
- Cześć. - Mruknął nawet nie unosząc głowy.
- Co ty robisz? - Spytała.
- Wiem, że Olo miał ze sobą taki plik akt dotyczących zaginięć tych dzieciaków, tylko nie mogę go teraz znaleźć. - Wymruczał i wstał. Coś nagle rzuciło mu się w oczy. - AHA! - Oznajmił tryumfalnie i przeszedł parę kroków. Schylił się po leżące na blacie dokumenty. - Znalazłem! - Rzucił i wreszcie odwrócił się do koleżanki z lekkim uśmiechem na ustach. Kobieta zamrugała, zdziwiona.
- Masz ochotę na kawę? - Spytała. Chłopak wskazał głową swoje biurko.
- Spóźniłaś się, moja droga. Już jedną piję. Muszę zrobić listę podejrzanych. Zaczynamy myśleć, że to handlarze żywym towarem. - Powiedział i wrócił na swoje miejsce. Kobieta przysunęła sobie krzesło i usiadła obok niego. Nachyliła się nad kartką.
- N.N. - listy? - Przeczytała i spojrzała na kolegę. Ten westchnął cicho.
- Ostatnio dostałem całą stertę listów. Z treści i zeznań wynika, że napisała i wysłała je kobieta. Problem jest taki, że nikt nie wie kim ona jest. Pisała w nich, żebym do niej wrócił, że dalej mnie kocha.
- Okaaay... A czy poza tym coś było w tych listach? Coś podejrzanego? - Spytała. Chłopak zastanowił się chwilę.
- W sumie, to tak. Kojarzę na przykład, że było w nich coś o wspólnym gotowaniu. I w sumie to się zastanawiam czemu wtedy tego nie zauważyłem. Przecież ja nigdy nie gotowałem ze swoją dziewczyną. Z żadną z nich. - Wymruczał w zamyśleniu pocierając brodę. - Ale skoro tego nie było, to może oznaczać, że-
- To tylko przykrywka. - Dokończyła za niego kobieta.
- No właśnie... - Westchnął. - Tylko po co jakaś kobieta miałaby porywać małą? I musiałaby mieć do tego wspólnika, bo na nagraniu było ich dwóch. I jeszcze obu porywaczy miało typowo męskie sylwetki. Więc albo zostali wynajęci, albo to jeszcze inna sprawa i autorka listów nie jest w ogóle powiązana z porwaniami. - Wymamrotał. Sięgnął po kubek i wypił parę łyków kawy.
- Mogę zerknąć na sprawy tych dzieci? - Spytała. Chłopak podał jej akta. Szybko je przejrzała.
- Jak dla mnie to te dzieci nie mają żadnego, wspólnego punktu. - Wymamrotała. - Są z różnych części miasta, z różnych rodzin, różnych płci i w różnym wieku. - Mruknęła.
- Najprawdopodobniej handel. - Westchnął chłopak.
- Niestety możesz mieć rację... Tylko... Dlaczego jeszcze nikt nic nie znalazł?
- Najprawdopodobniej dlatego, że nikt wcześniej nie połączył tych zaginięć. - Podsunął. Dominika zmarszczyła brwi.
- Były prowadzone przez różne ekipy z różnych komend. Dopiero dostaliśmy wszystkie akta.
- Okay... A co z waszymi wrogami? Chyba sam najlepiej wiesz ile macie pieniędzy. - Podsunęła.
- Tak, wiem. Ale minął cały dzień, a ani ja, ani Aron nie dostaliśmy żądania okupu. - Rzucił. - Chyba, że... - Zaczął nagle i aż się podniósł.
- Chyba, że...? - Powtórzyła cicho.
- Zaczekaj, muszę gdzieś wyskoczyć. Możesz dopić moją kawę jeśli masz ochotę. - Rzucił szybko, zgarnął telefon i odznakę, i wybiegł z pokoju. Kobieta zamrugała zaskoczona.
---
Chłopak wrócił po godzinie.
- Co się stało? - Zapytała, gdy kolega usiadł na krześle i odetchnął.
- Pomyślałem, że może nie dostaliśmy żądania okupu, bo ktoś wrzucił je nam do skrzynki. Więc pojechałem do domu, przeszukałem całe podwórko, ale nic nie ma. Chyba to nie ten trop. - Sapnął.
- Gdy cię nie było przejrzałam jeszcze raz te akta. Myślę, że możemy pójść tropem handlarzy. Za dużo rzeczy się nie zgadza. Nawet to, że niektórzy rodzice nadal szukają swoich pociech, a inni nawet nie zgłosili zaginięcia. Zrobili to za nich nauczyciele czy znajomi.
- Kurwa. - Jęknął chłopak i położył dłoń na swojej twarzy. Przetarł oczy.
- Nie bój się. Odnajdziemy i je, i Amelkę. - Powiedziała cicho. Ten tylko westchnął.
- Cholerne kamery. - Warknął nagle. - Porywacze wiedzieli, gdzie one są, a gdzie ich nie ma.
- Co masz na myśli?
- To, że pomijając tą kamerę przy szkole, która zarejestrowała moment porwania i moment wyrzucenia plecaka, to unikali wszystkich kamer. Musieli przejechać uliczkami, a potem zmienić samochód, bo one wszystkie w pewnym momencie się urywają. U wylotu każdej znajdują się kamery. Czy to przy sklepach, czy przy szkole i- - Chłopak nagle urwał swój monolog. - To jest to! - Powiedział nagle podnosząc się na równe nogi. - Chyba wymyśliłem jak wpaść na ich trop! - Dodał.
***
:>
Do przeczytania,
- HareHeart
CZYTASZ
Piekło Dantego (2)
AzioneOtóż wattpadowy limit wynosi 200 części na jedno dzieło, więc zostałem zmuszony do przeniesienia części pracy do nowej książki. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was wielkim problemem ^^ Zapraszam do lektury
