Krystian wszedł do szpitala dzierżąc pod pachą pudełko z makaronem, a w dłoni trzymał butelkę soku, o który tak prosił go brat.
Wszedł do sali i uśmiechnął się lekko na widok, jaki w niej zastał. Sebastian znów spał, tym razem przytulony do poduszki. Położył jedzenie na stoliku i zaskoczony zdał sobie sprawę, że błękitne tęczówki jego bliźniaka wpatrując się w niego. A konkretniej, w karton, który jeszcze chwilę temu trzymał.
- Już nie śpisz? - Zapytał cicho policjant. Blondynek usiadł na łóżku i wyciągnął ręce po styropianowe pudełko. Policjant zachichotał. - Oczywiście. - Zamruczał rozbawiony i podał bratu makaron.
- Kocham cię. - Oznajmił wzruszony blondynek i od razu zabrał się za jedzenie. Zamruczał z radości czując choć odrobinę soli w swoim posiłku. Krystian pokręcił lekko głową. Usiadł obok. - Lekarz mnie zabije, ale warto. - Wymamrotał chłopak między kęsami.
- Czemu miałby cię zabić? - Spytał nieco zaskoczony brunet. Drugi wzruszył ramionami.
- Pewnie uznałby, że jem 'chemię'. - Zaśmiał się krótko.
- Dobrze, czy moja księżniczka jeszcze czegoś sobie życzy? - Zacmokał policjant. Sebastian przewrócił oczami.
- Twoja księżniczka siedzi teraz w Stanach. - Odparł i pokazał mu język. Krystian pokręcił lekko głową.
- Będę się już zbierał. Aru nie uznał za stosowne poinformować mnie, że nasza córka ma za dwa dni wycieczkę. Nic nie wiem, więc muszę zadzwonić do jej wychowawczyni... - Westchnął.
- Leć, Tatuśku. - Uśmiechnął się Seba. - Krystian...?
- No?
- Dziękuję. - Wymienili jeszcze uśmiechy, po czym policjant zostawił chorego z jego nową miłością, by ten mógł w spokoju dokończyć konsumpcję.
Tak się zamyślił, że nie zauważył gdy wyszedł z budynku i powolnym krokiem ruszył w kierunku swojego auta. Nagle usłyszał krzyk.
Odwrócił się... i zamarł. W jego stronę jechała karetka, a za kierownicą... siedziało dziecko.
Policjant odskoczył w ostatnim momencie. Zanim jego mózg podjął jakiekolwiek działanie, ciało było już w ruchu. Sprintem dobiegł do samochodu i wykorzystując otwarte drzwi wskoczył do środka. Przytrzymał się siedzenia i szybko przedarł się przez cały sprzęt. Z siedzenia kierowcy dobiegł go śmiech.
- Ja jadę! - Cieszyło się dziecko. Krystian poczuł jak pojazd nagle skręca. Prawie się przewrócił. Serce podeszło mu do gardła.
Dopadł do fotela kierowcy i złapał malca za ubranie, drugą ręką przytrzymując się siedzenia pasażera. Chłopiec krzyknął przestraszony.
- Co ty robisz?! - Pisnął gdy policjant podniósł go i przerzucił na drugi fotel, a sam wskoczył na jego miejsce i wcisnął hamulec. Karetka zatrzymała się z piskiem opon. Spuścił głowę pomiędzy drżące ramiona. Wziął głęboki oddech. Poczuł, że mały uderza go w rękę. - Ja chciałem jechać! - Zawodziło dziecko. - Jesteś głupi! Głupi, głupi, głupi! - Wrzeszczał szczeniak, raz po raz uderzając go pięściami w przedramię. On lubił dzieci. Naprawdę. Ale w tamtej chwili tak się wściekł, że złapał go pod pachę i na siłę wytargał z karetki. Chłopak wpadł w histerię, płacząc, bijąc i kopiąc policjanta.
- Dziecko, uspokój się! - Warknął Krystian. Miał ochotę przyłożyć temu rozwydrzonemu gówniarzowi.
- NIE! JA CHCIAŁEM JECHAĆ! - Ryknął mały. Nagle ktoś do nich podbiegł.
- Nic się nikomu nie stało-? - Zapytał przerażony ratownik.
- Nie, chociaż ten gówniarz prawie mnie przejechał, a teraz mnie kopie. - Rzucił chłodno Krystian.
- Dziecko, kto ci pozwolił tam wejść?! - Ratownik również wyglądał na zdenerwowanego.
- Ja chciałem jechać karetką! - Warknął mały i kopnął policjanta w nogę. Krystian syknął, zachwiał się i oparł o samochód, żeby zachować równowagę. Przypadkiem wypuścił chłopca z ramion. Ratownik od razu dopadł do małego i przycisnął go do siebie. Nadbiegli inni, między innymi lekarze. Byli równie wściekli co Krystian i ratownik. Po sekundzie dotarła też matka chłopca.
- Co się tu stało?! - Pisnęła kobieta. - Matko Boska, Antoś! Nic ci nie jest?! - Wyrwała chłopca z ramion ratownika i przycisnęła mocno do piersi.
- Pani jest jego matką? - Spytał chłodno Krystian. Odsunął się od samochodu, choć ciężar swojego ciała oparł na drugiej nodze.
- Tak. - Odparła nieco wyniośle kobieta. - A pan czego chce ode mnie? - Dodała. Krystian zazgrzytał zębami.
- Pani syn- - Zaczął lekarz, gdy chłopak przerwał mu. Wyjął swoją policyjną plakietkę i wylegitymował się osłupiałym ludziom.
- Pani syn usiadł za kierownicą pojazdu, do którego jazdy wymagane są specjalne uprawnienia. Spowodował zagrożenie, prawie mnie potrącił, a potem jeszcze napadł funkcjonariusza policji. - Wyliczył. - Zechce pani pojechać ze mną na komisariat? - Zapytał jeszcze chłodno, taksując ją surowym spojrzeniem swoich ciemnych oczu.
- Ja... - Zaczęła osłupiała. Antoś wyrwał się ratownikowi i obrażony usiadł na kostce, którą wyłożony był szpitalny parking.
- Pani syn- - Zaczął Krystian, gdy nagle chłopiec podbiegł do niego i wbił mu szkło w nogę.
- Ja chciałem jechać! - Warknął jeszcze. Policjant jęknął cicho, zachwiał się i padł na kolana. Jego nogawka nasiąkła ciepłą krwią.
- Antoś, nieładnie! - Skarciła go matka. - Przeproś pana! - Poleciła.
- PANI SOBIE CHYBA ŻARTUJE. - Ryknął lekarz. - BRAĆ MI GO SPRZED OCZU! Macie go przywiązać pasami do łóżka! - Polecił wściekły. - A panią poproszę do gabinetu ordynatora. Zaraz zawiadomię policję. - Warknął jeszcze, klękając przy policjancie.
- Policję? - Powtórzyła osłupiała kobieta. - Przecież on jest grzeczny-
- GRZECZNY?! - Ryknęła jakaś pielęgniarka. - Idzie pani ze mną! - Dodała, po czym bez pardonu złapała ją za przedramię i siłą zaciągnęła do wnętrza budynku.
- Da pan radę wstać? - Spytał tymczasem doktor. Zarzucił sobie rękę policjanta na ramię i pomógł mu podnieść się z kolan. Z drugiej strony wsparł go ratownik, który pomógł mu z tamtym szczeniakiem.
- Weźcie wózek, trzeba będzie wyciągnąć to szkło. - Skrzywił się lekarz, patrząc na kawałek wystający z nogi policjanta.
- Boże, ja miałem jutro wrócić do pracy po urlopie. - Jęknął Krystian.
- Myślę, że noga szybko się wyleczy. - Pocieszył go mężczyzna. Posadzili go na wózku i zawieźli do środka.
Od razu zawieźli go do odpowiedniej sali. Doktor natychmiast zabrał się za czyszczenie i zaszywanie jego nogi.
- Potrzebujemy więcej policjantów takich jak pan. - Mruknął nachylając się nad raną.
- Szczerze mówiąc, zanim zdążyłem pomyśleć co mam robić zatrzymywałem już tą cholerną kartkę. - Syknął, bo lekarz przebił jego skórę igłą.
- Tacy policjanci są jeszcze lepsi. Działają natychmiast, od razu niosąc pomoc, a nie czekają na cud. - Wymamrotał mężczyzna. - Rana nie jest głęboka, szycie wystarczy. - Zapewnił z lekką nutką ulgi w głosie. Krystian też odetchnął.
- Tyle dobrego. - Mruknął. - A miałem jechać do brata. - Westchnął jeszcze.
***
Jak ja nienawidzę takich dzieci-
Do przeczytania,
- HareHeart
CZYTASZ
Piekło Dantego (2)
ActionOtóż wattpadowy limit wynosi 200 części na jedno dzieło, więc zostałem zmuszony do przeniesienia części pracy do nowej książki. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was wielkim problemem ^^ Zapraszam do lektury
