Bartek z Olgierdem wymienili zszokowane spojrzenia. Jaki telefon? Jaka katastrofa? Jacy zamachowcy-?
Krystian nawet nie drgnął. Jedynie w jego oczach pojawiło się parę zagubionych łez.
- Krystian... możesz wyjaśnić o co chodziło? - Zagaił Bartek gdy w końcu odzyskał głos. Chłopak dopiero wtedy poruszył się. Ścisnął palcami nasadę nosa i wziął głęboki oddech.
Jak on miałby im to niby powiedzieć-?
- Krycha...? - Wtrącił Olo. Chłopak schował twarz w dłoniach.
W końcu dotarło do niego, że przegrał. Czego by nie zrobił i tak jest już na przegranej pozycji. Odszukał więc tamtą wiadomość, podkręcił dźwięk i położył telefon na blacie biurka. Wplótł dłonie we włosy.
---
Bartek i Olo po raz kolejny spojrzeli na siebie w osłupieniu.
- ...Od kiedy wiesz? - Spytał cicho Olo.
- Od wczoraj. - Szepnął chłopak.
- To dlatego tak dzisiaj wyglądasz...? Dlatego o wszystko się wściekasz...? - Dopytał Bartek. Krystian ponuro kiwnął głową.
- ...Jak ty mogłeś nic nikomu nie powiedzieć-?! - Olo mimowolnie podniósł głos. - Gdybyśmy wiedzieli w życiu nie dalibyśmy ci być samemu z tym wszystkim! - Krystian zazgrzytał zębami.
- Nie chciałem, żebyście się nade mną użalali! - Wybuchnął wreszcie zrywając się na równe nogi. - Już i tak wszyscy traktujecie mnie jak dziecko, jakbym nie potrafił sam się sobą zająć, jakbym nie był w stanie sam określić kiedy mam dość! - Krzyknął. - Rzygać mi się chce jak widzę jak na mnie patrzycie! Mam tego serdecznie dosyć! A wiedziałem, że jak jeszcze dowiecie się o tym, to już w ogóle nie będę miał życia! - Warknął.
- O czym ty gadasz? - Sapnął Olo. Podszedł do przyjaciela i złapał go za ramiona. Załzawione, czekoladowe tęczówki spotkały się ze spokojnym spojrzeniem jasnych oczu. Starszy westchnął tylko i pokręcił lekko głową, a potem przytulił do siebie przyjaciela. - Dzieciaku... - Szepnął cicho. Krystian zamrugał zaskoczony. Dłuższą chwilę stał tak bez słowa w objęciach starszego policjanta. Nagle niepewnie oddał uścisk i pozwolił sobie lekko przymknąć oczy. Ramiona policjanta nie miały nawet porównania do ramion jego drugiej połówki lecz obecnie naprawdę nie mógł narzekać.
- Zarębski wie? - Szepnął Olo.
- Nie. - Mruknął młodszy. - Wie tylko nasza trójka. - Dodał.
- A-a jego rodzice? - Zająknął się Bartek. Krystian westchnął.
- Jak ja mam im to niby powiedzieć-? - Spytał ponuro.
- Coś wymyślimy. - Obiecał Olo wzmacniając swój uścisk.
- Co z Amelką? - Spytał nagle chłopak. Podniósł głowę i spojrzał w oczy przyjaciela. Olo przycisnął jego głowę do swojego torsu.
- Udało się znaleźć dwóch gości. Jasiu znalazł ich odciski w bazie. Do tego jest kilka, których nie mamy, ale to tylko kwestia czasu zanim wyłapiemy tych zwyrodnialców. A Ami wróci co ciebie cała i zdrowa. - Powiedział spokojnie. Chłopak westchnął i przymknął oczy. Ileż on by dał za możliwość drzemki w ramionach swojego ukochanego... Miał tylko nadzieję, że mężczyzna miał szybką i bezbolesną śmierć. Westchnął cicho. Nie chciał teraz o tym myśleć. Wtulił się w przyjaciela. Musiał wziąć się w garść. Pozwolił sobie jeszcze na ułamek sekundy zapomnienia po czym odsunął się i odwrócił wzrok.
- Skoro już się tak spowiadasz... jadłeś coś dzisiaj? - Olgierd skrzyżował ramiona na piersi. Chłopak westchnął. - Czyli nie.
- To na co masz ochotę? - Wtrącił Bartek. - Jak powiesz, że na nic, to sami ci coś wybierzemy. - Zastrzegł jeszcze. Chłopak westchnął.
- Jak już mam wybierać to wezmę jogurt. Wiesz, Olo. Ten, który poleciła mi Kamila. - Powiedział ściskając palcami nasadę nosa. - Powinien być owocowy, a jak nie to waniliowy. - Westchnął.
- Już się robi. - Uśmiechnął się Bartek i ruszył w stronę drzwi. - A ty, Olo? Chcesz coś?
- Nie, dzięki, przesadziłem dzisiaj ze śniadaniem. - Rzucił Mazur. Starszy pokiwał głową i opuścił pomieszczenie.
Chłopak usiadł przy swoim biurku i zerknął w czarny ekran monitora. Skrzywił się.
- Cholera, rzeczywiście paskudnie wyglądam. - Wymruczał i schylił się do szafki. Wyjął stamtąd jakieś płaskie, okrągłe pudełko, otworzył je i wyjął z niego wacik.
- Ty się malujesz? - Spytał zaskoczony Olo gdy chłopak nabrał trochę pudru, a potem zaczął nanosić go na swoją skórę.
- Musiałem się przecież jakoś przed wami kryć jak Zieliński mnie gwałcił. - Wymruczał w skupieniu nakładając jasną substancję wokół swoich oczu. - Wyglądałem jeszcze gorzej niż teraz, a nikt się nie zorientował, więc chyba działa. - Dodał. Olo zamilkł. Na komendzie Zieliński nadal był tematem tabu. Nawet wiadomość, że zbliża się jego rozprawa nie otworzyła nikomu ust.
CZYTASZ
Piekło Dantego (2)
AcciónOtóż wattpadowy limit wynosi 200 części na jedno dzieło, więc zostałem zmuszony do przeniesienia części pracy do nowej książki. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was wielkim problemem ^^ Zapraszam do lektury
