Rozdział 255

43 1 27
                                        

Bartek z Olgierdem wymienili zszokowane spojrzenia. Jaki telefon? Jaka katastrofa? Jacy zamachowcy-?

Krystian nawet nie drgnął. Jedynie w jego oczach pojawiło się parę zagubionych łez.
- Krystian... możesz wyjaśnić o co chodziło? - Zagaił Bartek gdy w końcu odzyskał głos. Chłopak dopiero wtedy poruszył się. Ścisnął palcami nasadę nosa i wziął głęboki oddech.
Jak on miałby im to niby powiedzieć-?
- Krycha...? - Wtrącił Olo. Chłopak schował twarz w dłoniach.

W końcu dotarło do niego, że przegrał. Czego by nie zrobił i tak jest już na przegranej pozycji. Odszukał więc tamtą wiadomość, podkręcił dźwięk i położył telefon na blacie biurka. Wplótł dłonie we włosy.

---

Bartek i Olo po raz kolejny spojrzeli na siebie w osłupieniu.
- ...Od kiedy wiesz? - Spytał cicho Olo. 
- Od wczoraj. - Szepnął chłopak.
- To dlatego tak dzisiaj wyglądasz...? Dlatego o wszystko się wściekasz...? - Dopytał Bartek. Krystian ponuro kiwnął głową.
- ...Jak ty mogłeś nic nikomu nie powiedzieć-?! - Olo mimowolnie podniósł głos. - Gdybyśmy wiedzieli w życiu nie dalibyśmy ci być samemu z tym wszystkim! - Krystian zazgrzytał zębami.
- Nie chciałem, żebyście się nade mną użalali! - Wybuchnął wreszcie zrywając się na równe nogi. - Już i tak wszyscy traktujecie mnie jak dziecko, jakbym nie potrafił sam się sobą zająć, jakbym nie był w stanie sam określić kiedy mam dość! - Krzyknął. - Rzygać mi się chce jak widzę jak na mnie patrzycie! Mam tego serdecznie dosyć! A wiedziałem, że jak jeszcze dowiecie się o tym, to już w ogóle nie będę miał życia! - Warknął.
- O czym ty gadasz? - Sapnął Olo. Podszedł do przyjaciela i złapał go za ramiona. Załzawione, czekoladowe tęczówki spotkały się ze spokojnym spojrzeniem jasnych oczu. Starszy westchnął tylko i pokręcił lekko głową, a potem przytulił do siebie przyjaciela. - Dzieciaku... - Szepnął cicho. Krystian zamrugał zaskoczony. Dłuższą chwilę stał tak bez słowa w objęciach starszego policjanta. Nagle niepewnie oddał uścisk i pozwolił sobie lekko przymknąć oczy. Ramiona policjanta nie miały nawet porównania do ramion jego drugiej połówki lecz obecnie naprawdę nie mógł narzekać.
- Zarębski wie? - Szepnął Olo.
- Nie. - Mruknął młodszy. - Wie tylko nasza trójka. - Dodał.
- A-a jego rodzice? - Zająknął się Bartek. Krystian westchnął.
- Jak ja mam im to niby powiedzieć-? - Spytał ponuro.
- Coś wymyślimy. - Obiecał Olo wzmacniając swój uścisk.
- Co z Amelką? - Spytał nagle chłopak. Podniósł głowę i spojrzał w oczy przyjaciela. Olo przycisnął jego głowę do swojego torsu.
- Udało się znaleźć dwóch gości. Jasiu znalazł ich odciski w bazie. Do tego jest kilka, których nie mamy, ale to tylko kwestia czasu zanim wyłapiemy tych zwyrodnialców. A Ami wróci co ciebie cała i zdrowa. - Powiedział spokojnie. Chłopak westchnął i przymknął oczy. Ileż on by dał za możliwość drzemki w ramionach swojego ukochanego... Miał tylko nadzieję, że mężczyzna miał szybką i bezbolesną śmierć. Westchnął cicho. Nie chciał teraz o tym myśleć. Wtulił się w przyjaciela. Musiał wziąć się w garść. Pozwolił sobie jeszcze na ułamek sekundy zapomnienia po czym odsunął się i odwrócił wzrok.
- Skoro już się tak spowiadasz... jadłeś coś dzisiaj? - Olgierd skrzyżował ramiona na piersi. Chłopak westchnął. - Czyli nie.
- To na co masz ochotę? - Wtrącił Bartek. - Jak powiesz, że na nic, to sami ci coś wybierzemy. - Zastrzegł jeszcze. Chłopak westchnął.
- Jak już mam wybierać to wezmę jogurt. Wiesz, Olo. Ten, który poleciła mi Kamila. - Powiedział ściskając palcami nasadę nosa. - Powinien być owocowy, a jak nie to waniliowy. - Westchnął.
- Już się robi. - Uśmiechnął się Bartek i ruszył w stronę drzwi. - A ty, Olo? Chcesz coś?
- Nie, dzięki, przesadziłem dzisiaj ze śniadaniem. - Rzucił Mazur. Starszy pokiwał głową i opuścił pomieszczenie.
Chłopak usiadł przy swoim biurku i zerknął w czarny ekran monitora. Skrzywił się.
- Cholera, rzeczywiście paskudnie wyglądam. - Wymruczał i schylił się do szafki. Wyjął stamtąd jakieś płaskie, okrągłe pudełko, otworzył je i wyjął z niego wacik.
- Ty się malujesz? - Spytał zaskoczony Olo gdy chłopak nabrał trochę pudru, a potem zaczął nanosić go na swoją skórę.
- Musiałem się przecież jakoś przed wami kryć jak Zieliński mnie gwałcił. - Wymruczał w skupieniu nakładając jasną substancję wokół swoich oczu. - Wyglądałem jeszcze gorzej niż teraz, a nikt się nie zorientował, więc chyba działa. - Dodał. Olo zamilkł. Na komendzie Zieliński nadal był tematem tabu. Nawet wiadomość, że zbliża się jego rozprawa nie otworzyła nikomu ust.

Piekło Dantego (2)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz