Rozdział 302

46 2 9
                                        

Policjant wdrapał się na jego kolana i szczelnie go objął. Aron poczuł nagle, że chłopak przez przypadek położył dłoń na bliźnie, której nabawił się gdy jego samolot rozbił się w środku lotu. Wciągnął gwałtownie powietrze. Nagle wróciły do niego wszystkie wspomnienia. Znów poczuł chłód wody, do której wpadł. Znów poczuł łzy w oczach, gdy już był pewien, że nie wróci do domu. Znów poczuł ten paraliżujący strach, który powoli owinął się wokół jego płuc i uniemożliwił mu oddychanie.
Ku swojemu przerażeniu dotarło do niego, że nie może nabrać oddechu. Łzy zaszkliły mu oczy, a skóra pokryła się wilgotną warstwą potu.

<><><>

Krystian poczuł, że coś jest nie tak. Odsunął się i jeden rzut oka na twarz starszego wystarczył, żeby i jemu włosy na karku stanęły dęba.
- Aru, co się dzieje? - Spytał w dalszym ciągu lekko rozespany. Zsunął się z jego kolan, żeby dać mu trochę więcej powietrza. Najgorsze było to, że nie miał pojęcia co wywołało ten atak paniki, bo do tego, że to właśnie on jest winny temu całemu zamieszaniu nie miał najmniejszych wątpliwości. Zbyt wiele razy doświadczył to na swojej własnej skórze, żeby od razu tego nie rozpoznać. Zdążył się już rozbudzić. Delikatnie złapał jego dłonie i położył na swojej klatce piersiowej.
- Aru, słyszysz mnie? ...spokojnie, nic się nie dzieje-. ...Czujesz mój oddech? - Spytał. - Spróbuj wziąć głęboki wdech. - W odpowiedzi starszy wydał z siebie bliżej nieokreślony jęk. - Wiem, wiem, że boli. Spokojnie. - Mruknął policjant. - Spróbuj jeszcze raz.

---

I tak wspólnymi siłami udało im się pokonać ten atak paniki, który tak bardzo ich zaskoczył. 

Leżeli przytuleni do siebie, zakopani w stercie koców i z psem leżącym obok nich.
- Możesz mi powiedzieć skąd w ogóle wziął się ten atak paniki...? - Szepnął policjant delikatnie gładząc ciemne włosy starszego. Ten cicho westchnął i przymknął oczy na delikatną pieszczotę.
- Nie będziesz się śmiał? - Spytał w końcu cicho.
- A czy ty kiedykolwiek śmiałeś się ze mnie...? - Odparł miękko policjant.
- ...bo jak mnie przytuliłeś to dotknąłeś blizny. Tej pod żebrami na prawym boku. - Szepnął na jednym wdechu.
- To przeze mnie...? - Spytał zszokowany i aż usiadł.
- NIE! - Starszy zerwał się do siadu. - Nie, nie przez ciebie. - Zaczął w panice łapiąc jego drobniejsze dłonie. Jego oczy znów delikatnie się zaszkliły. - Nie przez ciebie i nie mów tak nigdy więcej, okay? - Poprosił roztrzęsiony. Krystian zamrugał.
- No dobrze... - Zaczął niepewnie. Aron uniósł jego rękę i wytarł łzy w skórę młodszego. Z jakiegoś powodu strasznie go to rozczuliło. Uniósł się i złożył czuły pocałunek na jego głowie.
- Miałeś jeść... - Przypomniał cicho starszy.
- My mieliśmy jeść. - Poprawił go i sięgnął po reklamówkę. - Jeszcze ciepłe. - Stwierdził zaskoczony biorąc w dłonie styropianowe pudełko. Otworzył je i wyjął pałeczki. Podał jedną parę swojemu chłopakowi. Oparli się o zagłówek i pogrążyli w przyjemnej, choć nieco ponurej ciszy. Krystian oparł głowę o jego ramię i złapał trochę makaronu, a potem wsadził starszemu do buzi.
- Kotku, naprawdę nie musisz mnie karmić. - Mruknął speszony biznesmen. Policjant w odpowiedzi tylko westchnął z czułością i zabrał się za powolne jedzenie swojej porcji. Jego myśli zaczęły mimowolnie powracać do czekającej go rozprawy. Może Aron miał rację...? Wystarczy dożyć rozprawy, przetrwać ją i zapomnieć o tym koszmarze. Westchnął cicho. Aron odłożył swoje opakowanie i położył głowę na jego ramieniu.
- Już zjadłeś? - Spytał zaskoczony.
- Mhm. Zamyśliłeś się. - Wyjaśnił starszy i poprawił się na łóżku. Objął młodszego w talii i położył policzek na jego brzuchu.
- Ja też już kończę. - Powiedział szybko.
- Mhm...

Krystian odłożył puste pudełko na szafkę obok i sprawdził godzinę. Miał jeszcze sporo czasu do swojej wizyty, więc ustawił budzik na obydwóch telefonach, objął śpiącego już Arona i sam zamknął oczy. Krótka drzemka chyba im nie zaszkodzi.

---

Nieznośny, głośny harmider wyrwał ich z błogiego snu. Parę minut po prostu leżeli w ciszy usiłując zrozumieć dlaczego spali w ubraniach. Następnie niechętnie udali się do szafy, żeby wybrać sobie jakieś ubrania. A konkretniej, Aru udał się do szafy, żeby wybrać im ubrania. Krystian w tym czasie wyprostował nogi cicho sycząc z bólu. Zaczął uciskać mięśnie w odpowiednich miejscach, żeby jakoś je rozetrzeć. Z tyłu głowy znów pojawiła się ta cholerna rozprawa. Z cholernym Zielińskim i cholernym CBP, bo wiedział doskonale, że będą oni świadkami.
Aron położył obok niego spodnie i jakąś swoją mniejszą bluzę.
- Aru, przypomnij mi, żebym wyjął zakupy z torby jak wrócimy. - Mruknął zdejmując z siebie ubrania.
- Jakie zakupy? - Spytał starszy.
- Tam gdzie mam rehabilitację mają taki sklep z rzeczami, które mogą ci się przydać w trakcie sesji. Felix poopowiadał mi o różnych rzeczach, kilku spróbowałem i udało mi się dostać takie spodnie, które stymulują krążenie. Podobno pomoże mi to szybciej stanąć na nogi.
- To dlaczego w nich nie chodzisz? - Spytał marszcząc brwi. Chłopak w momencie spłonął rumieńcem i odwrócił wzrok.
- Później ci powiem. - Szepnął dziwnie speszony. Aron postanowił już go nie męczyć.

---

Starszy westchnął cicho. Policjant siedział w gabinecie dobre 30 minut. Aron zdążył porozmawiać z ochroniarzami, Kamilą i jeszcze kilkoma innymi osobami z firmy. Na razie nowa asystentka nie robiła nic nieodpowiedniego. Wykonała wszystkie swoje obowiązki, a potem porozmawiała chwilę z innymi pracownikami i wróciła do domu. Miał szczerą nadzieję, że będzie już tylko lepiej.
Jego rozmyślania przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Policjant opuścił gabinet i zatrzymał się, żeby zlokalizować swojego chłopaka. Starszy od razu do niego podszedł.
- I co? - Zagaił.
- Leki. - Mruknął. - Powiedział, że trzeba wzmocnić układ krwionośny, zwłaszcza zakończenia w rękach i nogach. Ma mi jeszcze pobrać krew do badań i potem ewentualnie zmienić leki. - Westchnął.
- Okay. W takim razie chodź, kupimy je i pojedziemy do domu. - Obiecał starszy widząc zmęczenie na twarzy młodszego.

---

Gdy wreszcie dotarli do domu mieli ochotę po prostu pójść spać. Przez dłuższą chwilę rozważali nawet odwołanie spotkania z rodzicami starszego, ale uznali, że jeszcze tyle przecierpią.
- Możesz mi powiedzieć dlaczego nie możesz chodzić w nich na co dzień? - Spytał starszy biorąc w dłonie opakowanie z długimi, czarnymi spodniami.
- Mogę ci pokazać... - Szepnął dziwnie speszony policjant i wyciągnął rękę. - Odwróć się. - Poprosił jeszcze.
- Uh... okay. - Rzucił starszy.

- Okay, już. - Mruknął po chwili. Starszy odwrócił się i zaniemówił.

***

:>

Do przeczytania,
- HareHeart

Piekło Dantego (2)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz