W końcu Krystian poddał się zmęczeniu i zimnie, i przymknął na chwilę oczy.
Miał wrażenie, że spał może z minutę, gdy obudziło go szturchanie. Odwrócił głowę i zauważył swojego porywacza.
- Wstawaj, wstawaj. - Zacmokał mężczyzna. - Trzeba się ruszyć i ładnie tu posprzątać. - Powiedział i zaczekał aż młodszy wstanie. Gdy ten w końcu podniósł się na nogi facet zaprowadził go do sterty zwłok leżących na końcu pomieszczenia. Krystian z zaskoczeniem zauważył, że poza nim znajdują się tam też inni więźniowie. Ustawili ich gęsiego, a na początku i na końcu stanęli porywacze.
Facet schylił się do stery zwłok i dźwignął jedne z nich do góry za barki. Zarzucił je jakiemuś więźniowi na ramiona i odstawił pod ścianę. To samo uczył z następnymi. Gdy nadeszła kolej Krystiana porywacz włożył mu na plecy gnijące już ciało młodego chłopaka. Wyglądał na niewiele starszego od niego samego. Gdy Krystian zdał sobie z tego sprawę łzy zatańczyły mu w oczach. Zamrugał szybko, żeby się ich pozbyć, a potem zacisnął usta i stanął pod ścianą tak jak pozostali.
Gdy skończyli im się więźniowie do przenoszenia zwłok porywacze wrzucili całą resztę na jakiś duży wózek stojący na korytarzu. Zaczęli ich gdzieś prowadzić. Krystian pod maską obojętności był przerażony. Czy na tym świecie nie było jednego, normalnego człowieka? Każdy albo kogoś okradał, albo gwałcił, albo mordował. Nawet ludzie, których w życiu byśmy o to nie podejrzewali... Twoja młodsza sąsiadka, zawsze uśmiechnięta, zawsze pomocna, po nocach fantazjuje o zamordowaniu swojego narzeczonego... Twój szef z pracy, zawsze taki poważny, nienagannie ubrany, z wysoką kulturą osobistą, po nocach lejący żonę i dzieci do nieprzytomności... Twój rodzony brat... Cóż on mógł zrobić? Znacie się przecież od dziecka... Nie wiesz tylko tego, że parę lat temu napadł jakąś dziewczynę w ciemnej, miejskiej alejce... Na pewno nie tak wyobrażała sobie swój pierwszy raz.
Tylko dlaczego to zawsze ci ludzie odnoszą największe sukcesy...? Zawsze to oni mają najpoważniejsze stanowiska, najwięcej przyjaciół i najwięcej pieniędzy. Czy na tym świecie nie ma sprawiedliwości...? Do jasnej cholery, przecież on jako policjant powinien ją egzekwować! A tymczasem poniekąd pomaga sprawcom... no właśnie... Pomaga w czym-? Chłopak zazgrzytał tylko zębami. Jak tylko się stąd wydostanie poruszy całą warszawską policję, żeby pozamykać wszystkich ludzi związanych z tym procederem... No właśnie... Centralne Biuro Policji... Czy oni w ogóle jeszcze żyją-? Musieli chyba przeczytać jego wiadomości... prawda? Więc dlaczego nikt go jeszcze nie ratuje-? Uznali go za niewygodnego? Za niewartego ratowania? Przecież oni jako policjanci mają obowiązek uratować życie nawet wtedy, gdy mają do czynienia z najgorszym przestępcą, a ręce aż świerzbią, żeby go udusić. Nawet wtedy nie mają prawa odmówić mu pomocy... Dlaczego więc nikt nie pomaga jemu-?
Krystian nagle zauważył, że stanęli. Dopiero wtedy wrócił na ziemię. A konkretniej, pod ziemię. Smród znów dotarł do jego nosa, w dłoniach znów poczuł zesztywniałe ludzkie zwłoki... Poczuł też różnego rodzaju robactwo wędrujące po jego dłoniach. Skrzywił się, a przez jego ciało przeszedł dreszcz. Miał ochotę wziąć prysznic. Ale nie taki, jakim ostatnio go... uraczono. Miał ochotę na gorący, pachnący żelem do kąpieli prysznic. Albo najlepiej wannę wypełnioną gorącą, przyjemnie pachnącą wodą. I na jakiś konkretny obiad. Albo kolację. Był tak głodny, że zjadłby nawet to cholerne sushi, byleby tylko coś zjeść.
Nagle ktoś go kopnął. Syknął, zachwiał się i runął na ziemię przygnieciony przez zwłoki. Kopnięcie powtórzyło się. Chłopak zaczął gramolić się na nogi.
- A księżniczka nie zauważyła, że wszyscy już weszli? - Spytał zniesmaczony drań. W końcu zirytował się i złapał go za ramię, po czym zaczął gdzieś prowadzić. Wtargał go do pomieszczenia i zrzucił ciało z jego barków na podłogę. Przerzucił je na stertę pod ścianą.
- Mam ochotnika do ładowania. - Oznajmił koledze z uśmiechem.
- To go tu dawaj, bo nam się czas kończy. - Rzucił ten i odsunął się od jakiejś dziwnej ściany. Zbir złapał go i przysunął do niej.
- Dobra... Ty weź resztę z powrotem, a ja go tu przeszkolę. - Mruknął. Drugi chętnie się zgodził. Pozbierał resztę więźniów i opuścił pokój.
- No dobra... - Zaczął mężczyzna. - To jest piec. A tu masz opał. - Rzucił wskazując na ścianę, a potem na stertę zwłok. Krystian poczuł, że zaraz zemdleje. - Tutaj są takie duże drzwi. Masz je otworzyć i napalić w piecu. Zaraz dam ci rozpałkę. Jak odpowiednio się rozpali to bierzesz po kolei tych tutaj i wrzucasz do środka. - Wyjaśnił z kamienną twarzą. Krystian cofnął się mimowolnie. Czy ten typ właśnie chce, żeby on, policjant, palił ludzkie zwłoki-?! Chłopak przykleił się plecami do ściany. Mężczyzna westchnął.
- Czy ty naprawdę wszystko musisz utrudniać? - Spytał, po czym wyjął pilot i wcisnął przycisk. Chłopak mimowolnie złapał za obrożę na swojej szyi. Padł na kolana i przycisnął się do podłogi u stóp porywacza. Ten w końcu wyłączył prąd. Krystian położył się na zimnej, kamiennej podłodze i odetchnął drżąco.
- Co, już chcesz pracować? - Spytał kpiąco, po czym brutalnie złapał go za ramię, podniósł i przysunął do pieca. Krystian odsunął się od niego. Mężczyzna ostrzegawczo uniósł pilot. Jego palec zawisł nad guzikiem włączającym napięcie. Chłopak poczuł jak jego usta drżą. Nie chciał prądem. Ale zdecydowanie nie chciał też brać udziału w... tym.
W końcu otworzył drzwiczki pieca. Mężczyzna podał mu opakowanie trocin.
- Wsypujesz to do środka i podpalasz. - Wyjaśnił podając mu zapalniczkę. Młodszy uczynił tak jak to chciał porywacz. Zaczął obserwować jaskrawe płomienie szybko liżące następne skrawki trocin. Wpatrywał się w nie tak intensywnie, że przez chwilę zapomniał o miejscu, w którym się znajduje. Tą chwilę przerwał jednak porywacz, który trącił go lekko sprowadzając go tym samym na ziemię. Chłopak znów się zawahał. Zirytowany facet złapał go za ramię i przysunął do siebie.
- Ile razy masz dostać prądem, żeby wreszcie dotarło do ciebie gdzie jest twoje miejsce?! - Zapytał wściekły. - No ile?! - Wrzasnął. Chłopak schował głowę pomiędzy ramionami. Mężczyzna prychnął. - 10? 100? A może milion?! - Dodał. Młodszy zamknął oczy i przycisnął ramiona do klatki piersiowej.
Porywacz w końcu tak bardzo się zdenerwował, że złapał go za koszulkę i uniósł nad ziemię. Przysunął go do siebie.
- Albo ty je załadujesz, albo ja to zrobię. Zaczynając od ciebie. - Warknął mu w twarz.
***
Co za szalony dzień.
Zdałem za pierwszym razem teorię na prawko.
I dowiedziałem się, że dostałem się na studia w pierwszej turze jako 7 osoba na liście (na 123 albo 132 miejsca).
Do przeczytania,
- HareHeart
CZYTASZ
Piekło Dantego (2)
AcciónOtóż wattpadowy limit wynosi 200 części na jedno dzieło, więc zostałem zmuszony do przeniesienia części pracy do nowej książki. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was wielkim problemem ^^ Zapraszam do lektury
