- Przepraszam za to, że cię ugryzłem. - Mruknął i z satysfakcją obserwował jak buzia policjanta pokrywa się rumieńcem.
- Podobało mi się. - Przyznał w końcu cicho starannie unikając jego wzroku.
- Poważnie? - Spytał zaskoczony i nakierował jego spojrzenie na swoją twarz.
- Poważnie. - Mruknął czerwony jak burak policjant.
- Cieszę się. - Skomentował szczerze starszy. - ...Chodź, Kicia. Bo jutro Bartek znowu będzie musiał ci pomagać. - Westchnął i wstał.
- Nie mam sił wstać. - Jęknął policjant. Aron po prostu delikatnie go złapał i posadził na łóżku. Sięgnął po niewielkie pudełko znajdujące się pod meblem i położył je na kołdrze.
- Cieszę się, że zdecydowaliśmy się przenieść je z łazienki. - Westchnął i zaczął delikatnie rozwijać bandaż chłopaka.
- Naprawdę nie przeszkadza ci, że gdy się kochaliśmy zamiast całować mnie całowałeś moje opatrunki...? - Szepnął nagle Krystian. Aron tak zdziwił się tym pytaniem, że aż znieruchomiał. Uważnie spojrzał w jego lekko spłoszone oczy.
- Dlaczego miałoby mi to przeszkadzać? - Zapytał poważnie.
- ...nie wiem. - Przyznał w końcu. - Wkurza mnie, że nie mogłem czuć jak całujesz mnie po torsie... a wiesz jak bardzo to lubię. - Wyjaśnił. Na te słowa Aron nagle drgnął. Złapał jego dłonie i położył na swoich ramionach, a potem schylił się i zaczął uważnie obdarowywać każdy fragment jego klatki piersiowej pocałunkami. Chłopak westchnął.
- Dziękuję. - Zamruczał zadowolony. - Ale nie mam już sił na kolejny numerek.
- A czy ktoś mówił coś o kolejnym numerku? - Zauważył starszy na chwilę przerywając pieszczotę. - Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żebym po prostu dał ci trochę atencji. - Uśmiechnął się i wrócił do całowania jego ciała. Chłopak westchnął z przyjemnością i w pełni się rozluźnił, ulegle przyjmując wszystkie doznania jakie serwował mu jego partner.
W końcu jednak obaj musieli zaakceptować fakt, że robiło się późno. Aron zdjął resztę opatrunków i lekko się uśmiechnął, czego jego partner nie mógł zobaczyć z uwagi na pozycję, w jakiej siedzieli.
- Rany bardzo ładnie ci się goją. - Zamruczał zadowolony i złożył szybki pocałunek na jego ramieniu.
- Może wreszcie kiedyś będę mógł pozbyć się tego bandaża.
- Na pewno. - Powiedział czule mężczyzna i wycisnął na dłoń trochę maści. Zaczął uważnie rozprowadzać ją po jego plecach. - Cholera, teraz zdałem sobie sprawę, że jak się kochaliśmy mogłem rozerwać ci szwy. - Szepnął nagle spanikowany.
- Spokojnie. To nie byłby pierwszy raz z rozerwanymi szwami. - Mruknął, a potem zaczął opowiadać mu o sytuacji sprzed paru miesięcy, gdy to Bartek łatał jego nogę na policyjnym posterunku.
- Jesteś szalony. - Aron nie mógł się powstrzymać i po uważnym wtarciu maści w jego skórę delikatnie go przytulił. - I za to cię kocham. - Dodał czule. Chłopak odwrócił się i wtulił się w jego tors z cichym, pełnym zadowolenia westchnięciem.
- Okay, owinę cię jeszcze i pójdę do kuchni po coś do picia. - Westchnął. - Jakieś życzenia? - Spytał.
- Herbata? - Poprosił z nadzieją chłopak.
- Oczywiście. - Odparł starszy i sprawnie zawinął świeży bandaż na jego klatce piersiowej. - Okay? - Zapytał dla pewności.
- Okay. - Odparł chłopak. Przez chwilę patrzył jak jego partner sprząta ich łóżko, odkłada pudełko z opatrunkami, a potem wychodzi z pokoju. Sięgnął po tablet, uruchomił urządzenie i zaczął szkicować. Cholernie mu tego brakowało, dlatego teraz w miarę często oddawał się tej przyjemności.
Po około 5 minutach drzwi uchyliły się i wszedł przez nie Aron z niewielką tacką.
- Nie musiałeś przynosić całej tacki. - Mruknął czule chłopak odkładając tablet. Wtedy starszy ułożył ją na łóżku, a on zbladł widząc, że obok herbaty znajduje się cała garść tabletek. Tych samych, których on tak bardzo nie chciał zażywać. Uniósł na starszego błagalne spojrzenie. Ten westchnął ciężko widząc jego wzrok.
- O co chodzi, kochanie? - Spytał i przysiadł obok niego kładąc dłoń na jego kolanie.
- Ja nie chcę znowu wymiotować. - Mruknął cicho czując łzy napływające do oczu. - Nie masz wrażenia, że mój organizm wie lepiej czego potrzebuje niż lekarze? - Miauknął.
- Koteczku... - Zaczął czule starszy. - Albo bierzesz te leki, albo idziesz do lekarza i prosisz o nowe. Też cholernie mi się nie podoba jak się po nich czujesz, ale sam mówiłeś, że doktor twierdził, że takie objawy są dla nich normalne.
- To dlaczego każesz mi je brać? - Spytał zdesperowany. - Poza tym, jaki sens ma ich zażywanie, jeśli wszystko od razu zwracam? - Biznesmen westchnął ciężko.
- Weź je jeszcze dzisiaj, a jutro umówisz się do lekarza i poprosisz o zmianę leków.
- Ja nie chcę ich brać... - Mruknął smutno policjant. Aron zamknął na chwilę oczy. Czuł, że powoli zaczyna tracić cierpliwość. - Aron, proszę. - Dodał jeszcze desperacko. Ten tylko westchnął ciężko.
- Nie. - Powiedział stanowczo. - I nie zmienię zdania. Dostaniesz nowe leki, ale do tego czasu musisz brać te. - Dodał surowo. Od razu pożałował swoich słów widząc minę policjanta, gdy ten ze łzami w oczach zażył wszystkie lekarstwa. Starszy od razu przytulił go do swojego torsu. - Brawo, kochanie, jestem z ciebie bardzo dumny. - Mruknął czule i złożył pocałunek na jego głowie. Chłopak wyrwał się z uścisku, odsunął na drugi brzeg łóżka, zwinął się w kulkę i nakrył po głowę kołdrą. Aron tylko westchnął. W końcu położył się i zgasił lampkę obok łóżka.
- Dobranoc, kochanie. - Powiedział jeszcze. Nie doczekał się odpowiedzi. Z cichym westchnięciem odwrócił się na bok i zamknął oczy.
CZYTASZ
Piekło Dantego (2)
ActionOtóż wattpadowy limit wynosi 200 części na jedno dzieło, więc zostałem zmuszony do przeniesienia części pracy do nowej książki. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was wielkim problemem ^^ Zapraszam do lektury
