Bartek otworzył oczy. Po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, że obudził go dzwonek telefonu. Podniósł słuchawkę i odebrał.
- Halo-? - Wymamrotał i ziewnął cicho.
- Mój drogi, jeśli w ciągu godziny nie pojawisz się na komendzie z przyjemnością WYPIERDOLĘ CIĘ NA ZBITY PYSK! - Ryknął Szwarc wprost w biedne ucho policjanta. Bartek odsunął od siebie telefon. Odruchowo zerknął na godzinę.
- Przecież do mojej zmiany mam jeszcze trzy godziny! - Powiedział sennie z nutą pretensji w głosie. - ...Halo? - Dopytał gdy jego uwaga pozostała bez odpowiedzi. Usłyszał tylko dźwięk przerwanego połączenia. Zerwał się na równe nogi i pobiegł się przygotować.
---
Wbiegł na odpowiednie piętro i ledwo łapiąc oddech zatrzymał się pod drzwiami Roberta Szwarca. Oparł się o ścianę, bo myślał, że zaraz zemdleje. Usłyszał czyjeś szybkie kroki, a potem zobaczył Natalię, Anetę i Olgierda.
- Stary, gorzej się czujesz? Czemu tak tu stoisz? - Zapytał Mazur.
- Biegłem od domu do auta, a potem z parkingu tutaj. - Wysapał Bartek. - ...Wiecie dlaczego Szwarc wezwał mnie dzisiaj trzy godziny przed służbą? Mamy coś nowego w sprawie-? - Spytał jeszcze.
- Wszystkich tak wezwał... Nikt nie wie o co mu chodzi... - Westchnęła Natalia.
- Krystian jest już w środku? - Spytała Aneta. Bartek zamrugał, zaskoczony. - Myślałam, że przyjedziecie razem- - Mruknęła skonsternowana. Starszy popatrzył w jasne oczy Olgierda. Ten w momencie zrozumiał o co mu chodzi. Właśnie w tej chwili drzwi gabinetu otworzyły się z hukiem. Robert stanął w progu i skrzyżował ramiona na piersi. Mięśnie jego szczęki drgały pod skórą.
- Nie przeszkadzam państwu w ploteczkach? - Syknął. Policjanci spuścili głowy. - Natychmiast do środka! - Warknął, odwrócił się na pięcie i wszedł do pomieszczenia zostawiając za sobą otwarte drzwi. Policjanci przekroczyli próg. Zobaczyli swoich kolegów z komendy. Wszyscy sprawiali wrażenie zdenerwowanych.
Olgierd zamknął za sobą drzwi i ustawił się koło współpracowników. Robert stanął za swoim biurkiem. Bił od niego dziwny chłód. Zarębski stał pod ścianą, ponuro wpatrując się w Szwarca.
- Słuchajcie. - Zaczął w końcu i ścisnął palcami nasadę nosa. Po chwili znów na nich spojrzał. - Wczoraj wieczorem dostałem telefon z Głównej. Mają przeprowadzić kontrolę. Od tej kontroli będzie zależało dofinansowanie w najbliższej przyszłości. Sami wiecie ile ta komenda wymaga remontów. Walczyłem o te pieniądze przez ostatnie 4 miesiące i nie mam zamiaru ich oddać bez walki. Nie wiem kiedy, ani o której będzie ta kontrola, więc od teraz aż do odwołania pracujecie na pełnych obrotach. Żadnych kawusi, żadnych ploteczek. Praca, praca i praca. Macie trzy godziny na dokończenie wszystkich zaległych raportów, potem wracacie do sprawy porwań. I jeśli ktoś mnie rozczaruje wraca do domu. - Robert wlepił swoje spojrzenie w Bartka. Reszta policjantów odetchnęła z ulgą. - Gdzie jest Krystian? - Spytał. Jego oczy zwęziły się w dwie szparki.
- S-szefie, jak zadzwoniłeś to nawet nie myślałem o tym, żeby do niego zajrzeć. - Wytłumaczył się mężczyzna. Robert westchnął cicho z ulgą.
- Świetnie. - Powiedział. Jego głos nieco złagodniał. - Nie chcę, żeby wpadł na kontrolę z Głównej. Sami wiecie jak mu odbija przez tą sprawę. Zadzwonię później do niego. - Mruknął jeszcze. - Dobrze, idźcie już. - Dodał od razu. Policjanci szybciutko rozeszli się do swoich zajęć.
- Naprawdę nie chcesz angażować go w tą sprawę? - Spytał Zarębski.
- Przecież sam widzisz co mu się dzieje. Nie ufam mu na tyle, żeby dać mu wolną rękę. - Mruknął Robert. Piotr tylko westchnął. Nie pozostało mu nic innego niż zaakceptowanie decyzji współpracownika.
<><><>
Krystian usłyszał jak ktoś zmierza w kierunku pomieszczenia, w którym się znajdował. Usłyszał to przeraźliwe skrzypnięcie otwieranych drzwi. Do pomieszczenia weszło parę osób.
- Od której zaczynamy? - Spytał głos.
- Zróbmy to tak jak ostatnio. - Odparł drugi. - Wstawać! - Warknął na nich. Więźniowie z trudem podnieśli się do pozycji stojącej. - Chodź tu! - Rzucił do kogoś. Krystian usłyszał zduszony jęk, a następnie szczęk metalu. Potem usłyszał chwiejne kroki i ciche przekleństwa rzucane na więźnia, aż w końcu rozległy się kroki na korytarzu. Oddalały się od celi. Musieli zabrać gdzieś tego człowieka.
Zaraz zabrali drugiego. I następnego. I jeszcze kolejnego. Krystian poczuł jak ktoś łapie go za ramię i drgnął zaskoczony.
- Twoja kolej. - Rzucił facet i pociągnął go w jakimś kierunku. - Daj bransoletkę. - Mruknął. Krystian usłyszał szczęk metalu, a następnie poczuł jak coś chłodnego zaciska się na jego szyi. Wystraszył się. Zaczął się cofać, aż nagle porywacz złapał go mocniej, brutalnie wbijając swoje palce w jego ramię. - A ty gdzie? - Spytał chłodno i przyciągnął go w swoją stronę.
- Już się pali do roboty. - Zaśmiał się drugi porywacz. Po raz kolejny rozległ się szczęk metalu, lecz tym razem chłopak poczuł chłód wokół nadgarstka.
- Działa? - Spytał pierwszy głos.
- Tak. - Odparł mu drugi. Policjant mógł się tylko domyślać o co chodziło.
- No, teraz możesz iść. - Rzucił mężczyzna i lekko go popchnął. Chłopak zaczął ostrożnie przesuwać się w przód. Przecież nadal miał zakryte oczy. - A teraz jakoś ci się nie chce. - Syknął i wytargał go za ubranie. - Uważaj na tego gagatka, coś kombinuje. - Rzucił.
- Uhuhu, aż nie mogę się doczekać aż zobaczę go w akcji. - Ucieszył się jakiś obcy głos. - Tacy zawsze dają najlepsze show. I zawsze najlepiej na nich zarabiamy.
- Co racja to racja. - Wymamrotał mężczyzna. - Dobra, dawaj go do setki. - Rzucił i wrócił do pomieszczenia.
- Chodź, urwisie. - Westchnął poznany przed chwilą głos i zaczął go gdzieś prowadzić. Chłopak naprawdę starał się za nim nadążyć, ale ze związanymi nogami i zakrytymi oczami było to naprawdę niezwykłym wyczynem.
W końcu przystanęli gdzieś na chwilę. Krystian usłyszał dźwięk otwieranych drzwi.
- Kolejny! - Oznajmił jego porywacz. - Podobno coś kombinuje. - Rzucił jeszcze.
- Daj go tu, zaraz sprawdzę. - Mruknął nowy, niski głos. Mężczyzna, który go prowadził przestawił go w głąb pomieszczenia.
- Będę czekał za drzwiami. - Poinformował, po czym wyszedł.
- Nie ruszaj się. - Przestrzegł go niski głos. Chłopak poczuł, jak ten ktoś zdejmuje worek z jego głowy. Nie mógł się powstrzymać i rozejrzał się po pomieszczeniu. Przypominało to gabinet lekarski.
- Nie przejmuj się, wszyscy się patrzą. - Wymruczał mężczyzna. Był wyższy, za to odrobinę chudszy. Miał lekko ciemniejszą karnację, ciemne włosy i ciemne oczy. Na twarzy miał założoną maseczkę chirurgiczną.
***
Do przeczytania,
- HareHeart
CZYTASZ
Piekło Dantego (2)
AçãoOtóż wattpadowy limit wynosi 200 części na jedno dzieło, więc zostałem zmuszony do przeniesienia części pracy do nowej książki. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was wielkim problemem ^^ Zapraszam do lektury
