- I nie daj się im! - Rzucił Nataniel. Sebastian zarechotał.
- Oczywiście! - Odparł z szerokim uśmiechem na ustach i zapatrzył się na parę, która wsiadła do samochodu, a następnie opuściła posesję. Zamknął drzwi i odwrócił się w stronę dziewczynki stojącej przy jego nogach. Kucnął przed nią. - Więc co robimy? - Spytał z uśmiechem.
<><><>
Nataniel zaparkował na szpitalnym parkingu, a potem wraz z żoną udali się do odpowiedniej sali. Chłopak leżał na łóżku i zdawałoby się, że nic się nie zmieniło. Jednakże lekarz, który coś do niego mówił sprawiał wrażenie bardzo zadowolonego, co nieco podnosiło ich na duchu.
Powoli wsunęli się do sali.
- Proszę zaczekać na zewnątrz, zaraz pomogę państwu z fartuchami. - Obiecał. Natan wycofał się wraz z żoną. Luiza przytuliła się do jego ramienia.
- Nie mogę uwierzyć, że już jest lepiej. - Szepnęła wzruszona. Mężczyzna przytulił ją do siebie.
- Silny z niego chłopak. - Powiedział. - Wiedziałem, że z tego wyjdzie. - Dodał czule gładząc jej plecy.
Nagle drzwi tuż obok nich otworzyły się i wyszedł przez nie doktor.
Pomógł ubrać im fartuchy i wpuścił ich do pomieszczenia. Chłopak leżał na plecach, opatulony grubą, miękką pościelą w błękitnym kolorze. Usłyszał kroki i otworzył oczy. Spojrzał na nich. Para widziała jak kolory odpływają z jego twarzy.
- Cześć, kochanie. - Zaczęła Luiza. - Jak się czujesz? Bardzo się o ciebie martwiliśmy, wiesz...? - Usiadła przy jego łóżku i ujęła jego rękę. Jej skóra była przyjemnie miękka i ciepła w dotyku. Nataniel stanął obok i położył dłoń na jej ramieniu. Jego dłonie również były cieple. I nie aż tak szorstkie na jakie wyglądał. - Wiemy, że na razie nie możesz mówić, ale nie stoi to na przeszkodzie, żebyśmy opowiedzieli coś tobie, prawda? - Spytała i uśmiechnęła się delikatnie.
- Na przykład, że Amelka bez przerwy opowiada o tej swojej koleżance... - Wtrącił mężczyzna. - Jak ona miała na imię...?
- Neo. - Podpowiedziała mu żona. - Mówi na nią Neosia. Strasznie to urocze. - Uśmiechnęła się. - Jeszcze jej nie poznaliśmy ale z opowieści Amelki wydaje się być bardzo miła.
- I ładna. - Zaśmiał się Natan. - Mała bez przerwy chwali jej włosy. - Mężczyzna przysunął sobie krzesełko i usiadł na nim. Położył dłoń na jego przedramieniu. Chłopak spojrzał na ich dłonie, a potem odwrócił wzrok. Luiza westchnęła. Doskonale wiedziała o czym myśli.
- Kochanie, wiem co ci chodzi po głowie ale to nie twoja wina. Nie mamy wpływu na wiele rzeczy... - Wymruczała kciukiem gładząc skórę na jego dłoni. W czekoladowych oczach zalśniły łzy.
- Zajęliśmy się wszystkim. - Wtrącił cicho Natan. - Najważniejsze jest to, żebyś wrócił do zdrowia. - Dodał. Jego żona pokiwała głową.
- Dzieci nie mogą się doczekać, aż wrócisz do domu. - Mruknęła czule Luiza w dalszym ciągu gładząc jego dłoń.
---
- Będziemy już lecieć, kochanie. Sebastian pewnie ma już dość Amelki. - Zaśmiała się. Przez ciemne oczy przebiegł zaskoczony błysk. - Oh, nie mówiliśmy ci, że Sebastian zgodził się zająć dziećmi, żebyśmy mogli cię odwiedzić? - Spytała z uśmiechem.
- Najwidoczniej zapomniało ci się. - Wytknął jej mąż. Ta tylko się roześmiała. Delikatnie ścisnęła jego dłoń.
- Dbaj o siebie, kochanie. - Powiedziała czule i pogładziła jego włosy. Natan delikatnie złapał jego przedramię i zacisnął na nim palce w geście pożegnania.
Wstali od jego łóżka i udali się do wyjścia.
Krystian zamknął oczy i wziął głębszy oddech. Ileż by dał za swojego chłopaka tuż obok. Za możliwość przytulenia... Pocałunku... Rozmowy...
Usłyszał, że ktoś usiadł obok łóżka. „Pewnie Luiza i Natan czegoś zapomnieli.", pomyślał i cicho westchnął.
Leżał tak dłuższą chwilę gdy dotarło do niego, że para coś długo nie wychodzi. Zmarszczył brwi, a po chwili otworzył oczy.
Jakież było jego zdziwienie gdy obok swojego łóżka zobaczył Olgierda. Otworzył szerzej oczy i wlepił spojrzenie w jego twarz. Chwilę wpatrywali się w siebie w ciszy.
- Nawet nie wiem jak zacząć... - Szepnął nagle starszy. Chłopak wpatrywał się w niego bez ruchu. Mężczyzna przysiadł na krzesełku, które jeszcze chwilę temu zajmowała Luiza. Z lekkim zawahaniem ułożył dłoń na jego ręce. Jego skóra była nieprzyjemnie szorstka. Chłopak tylko się skrzywił gdy to poczuł.
- Przepraszam... Powinieneś usłyszeć to już dawno temu... - Westchnął i ujął jego dłoń obiema rękami. Chłopak zacisnął zęby. - Naprawdę przepraszam. Za wszystko. Mogłeś zginąć, a nikt z nas by się o tym nie dowiedział... Miałeś rację, naszym zasranym obowiązkiem jest sprawdzenie jak ktoś nie daje znaku życia... Wybacz mi. Proszę. Zrobię co zechcesz, tylko powiedz, że mi wybaczysz... - Wymruczał błagalnie. Spuścił głowę czując wstyd wyżerający jego wnętrzności od środka. Chłopak zacisnął palce na jego dłoniach. Mężczyzna zerknął na jego oczy, a widząc wściekły błysk znów spuścił głowę. - Naprawdę przepraszam... - Szepnął jeszcze starannie unikając jego wzroku.
Dłuższą chwilę siedzieli w ciszy.
- Won. - Usłyszał gardłowe warknięcie i zaskoczony uniósł wzrok. Chłopak wpatrywał się w niego hardo. Czekoladowe oczy mieniły się w promieniach słonecznych wpadających do pomieszczenia przez duże okna.
- Krystian- - Zająknął się Olo.
- Won! - Warknął ponownie młodszy, tym razem bardziej stanowczo. Chciał mu powiedzieć tyle rzeczy. Wykrzyczeć tyle obelg... Niestety było go stać tylko na to jedno krótkie słowo. Miał nadzieję, że uda mu się zawrzeć w tym dźwięku wszystkie negatywne emocje, które chciał wykrzyczeć mu prosto w twarz. Zagryzł zęby.
Olo chwilę wpatrywał się w jego rozwścieczone spojrzenie, a potem zamknął rozchylone usta, rozluźnił uścisk dłoni i wstał.
- Gdybyś jednak zmienił zdanie wiesz gdzie mnie znaleźć... - Wymruczał jeszcze, a potem ze spuszczoną głową udał się w kierunku wyjścia. Chłopak odetchnął i uniósł wzrok na sufit. Irytowało go to, że nie czuje swojego własnego ciała. Że nie może już wrócić do domu... I jeszcze ten cholerny Olgierd-!
Jego przygnębiające rozważania przerwał kolejny dźwięk: stukot dobrze mu znanych butów lekarza.
- Dzień dobry. - Przywitał się mężczyzna i podszedł do ekranów koło jego łóżka. Zmarszczył brwi. - Ojej, coś musiało pana zdenerwować. - Wymruczał. Nieco uważniej przyjrzał się monitorom. - Wie pan, że nie wolno się panu denerwować.
- ...Wiem- - Mruknął chłopak. Lekarz wlepił w niego zaskoczone spojrzenie.
- ...Wraca panu mowa! To świetne wieści! - Rzucił uradowany. - Pana brat na pewno się ucieszy. - Uśmiechnął się szeroko. Chłopak tylko westchnął.
---
Zmęczony Sebastian usiadł obok łóżka brata. Krystian leżał na łóżku i sprawiał wrażenie jakby spał. Blondyn lekko się uśmiechnął. Stęsknił się za dzieciakami i możliwość spędzenia wspólnego dnia była dla niego spełnieniem marzeń. Odwrócił głowę w stronę okna i wyjrzał na zewnątrz. Ludzie na dole przemieszczali się powoli. Z tej odległości wyglądali jak mrówki. Każdy gdzieś biegł. Każdy gdzieś pędził. A on siedział przy łóżku brata jakby obojętny na to wszystko. Cicho westchnął.
- Cześć. - Usłyszał nagle.
***
Do przeczytania,
- HareHeart
CZYTASZ
Piekło Dantego (2)
ActionOtóż wattpadowy limit wynosi 200 części na jedno dzieło, więc zostałem zmuszony do przeniesienia części pracy do nowej książki. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was wielkim problemem ^^ Zapraszam do lektury
