Hubert w milczeniu obserwował jak doktorzy zajmują się jego znajomym. Położyli chłopaka na łóżku i gdzieś go zawieźli. Kalicki usłyszał jeszcze jak lekarz, który pierwszy zajął się Krystianem mówi coś o OIOM-ie. Mężczyzna czuł jakby jego nogi wrosły w jasną, szpitalną podłogę. Po prostu stał tam jak słup soli i wpatrywał się w miejsce, gdzie zniknęli lekarze wraz z jego kolegą.
W tym momencie z pomieszczenia obok wyszła pielęgniarka pchając przed sobą wózek z dziwnie znajomą dziewczynką.
- Tata! - Ucieszyła się mała na widok Kalickiego. Dopiero po chwili dotarło do niej, że to nie jej rodzic. - Pan nie jest moim tatą... - Zauważyła cicho. - Gdzie on jest? Mówił, że tu będzie... - Powiedziała smutno. Hubert bez słowa wlepił w nią swoje spojrzenie. Jej ciemne oczy coraz bardziej się rozszerzały. Mężczyzna cofnął się o krok.
- Nie wiesz? - Spytał nagle ledwo wypowiadając słowa. - Poszedł ci po sok. - Wypalił pierwsze, co przyszło mu do głowy. - Powiedział, że zaraz wróci. - Dodał jeszcze.
- Wolałabym, żeby był tu ze mną. - Posmutniała. Pielęgniarka uniosła na niego zmieszane spojrzenie. Wymownie uniosła brew. Hubert spuścił tylko wzrok.
- Wezmę cię już na salę, kochanie. - Podjęła kobieta. - Tata zaraz do ciebie przyjdzie. - Dodała jeszcze i pogłaskała ją po głowie. Poszła w sobie znanym kierunku posyłając mu jeszcze pytające spojrzenie przez ramię. Hubert wypuścił drżący oddech.
---
Po błąkaniu się przez chwilę wreszcie znalazł OIOM. Podszedł do dużych, przeszklonych drzwi i zerknął do środka. Przy jednym z łóżek stało paru lekarzy i parę pielęgniarek. Wszyscy w bezruchu wpatrywali się w coś na łóżku. Kalicki dopiero po dłuższej chwili zauważył, że ktoś leży na wcześniej wspomnianym łóżku. Przyjrzał się dokładniej i zauważył kawałek boleśnie znajomej, metalowej obroży. Po jej ułożeniu wywnioskował, że chłopak leży na boku. I że miejsce, w które tak intensywnie wszyscy się wpatrują to jego plecy. A konkretniej rany na jego plecach. Wyglądało na to, że jego obrażenia szokowały nawet profesjonalistów.
Po chwili Hubert westchnął cicho i usiadł na jednym z krzesełek. Schował twarz w dłoniach.
Nagle usłyszał, że ktoś wychodzi z pomieszczenia i uniósł głowę.
- Pan jest jego kolegą? - Spytał cicho doktor. Kalicki tylko na niego spojrzał. - Może nam pan wyjaśnić, co mu się, do cholery, stało? - Zapytał.
- Uratujecie go? - Spytał.
- Gdybym na własnej skórze nie poczuł, że ciało jest ciepłe, powiedziałbym z całą pewnością, że już nie żyje. - Odparł brutalnie szczerze.
- Na miłość boską, zróbcie coś! Jesteście od tego, żeby ratować, tak?! - Wściekł się mężczyzna.
- Czy pan nie rozumie, że musimy wiedzieć, co się w ogóle stało?! - Warknął lekarz.
- Przepraszam... - Westchnął Hubert. - On... Nawet nie wiem jak zacząć... - Rzucił. - Mój kolega został porwany... Ja... Nie wiem jak to wytłumaczyć... Porywacze zmuszali jego i inne ofiary do walki... - Spróbował wytłumaczyć.
- A to coś na jego szyi? - Zapytał doktor. - Wygląda jak jakaś metalowa obroża.
- Tak, to... urządzenie, którego porywacze używali do trzymania ich w ryzach. Raziło ich prądem. - Wymamrotał. Lekarz aż otworzył usta.
- C-czy pan jest kimś z rodziny-? - Spytał jeszcze.
- Nie... - Mruknął.
- A-a zna pan kogoś takiego?
- Nie. Ale wiem kogoś, kto może znać. - Wymruczał.
- Bardzo proszę ich zawiadomić... - Poprosił i szybko wrócił do sali. Hubert wstał i podszedł do szyby. Zauważył, że chłopak leży na plecach, z rurką w ustach i różnymi maszynami podpiętymi do siebie. Widok ten znów przykuł go do ziemi. Dopiero dzwonek telefonu był w stanie go otrzeźwić.
Mężczyzna odebrał bez patrzenia na ekran i przyłożył telefon do ucha w dalszym ciągu wpatrując się w nieprzytomnego kolegę.
- No nareszcie! - Odezwała się Justyna. - Gdzie ty jesteś? Musisz być na komendzie. Krystian zaczął pieprzoną apokalipsę. - Powiedziała szybko. W tle rozbrzmiewały dźwięki jakieś awantury. Hubert pozostawił jej słowa bez komentarza. - Halo? ...Hubert, jesteś tam? - Spytała.
- Ty wiedziałaś, że on ma brata? - Spytał nagle cicho.
- Co-?
- Wiedziałaś, że Krystian ma brata? - Powtórzył.
- Stary, my mamy teraz poważniejsze problemy na głowie niż jego-
- Wiesz, co mi powiedział...? - Spytał wchodząc jej w słowo. - ...Nawet nie wiem jak ci to powtórzyć... - Wyznał. - Powiedział, że ma dość... Że tęskni za rodziną, za domem... Że chciałby rzucić się do wody i przeczekać to wszystko... - Powiedział cicho.
- Gdzie on teraz w ogóle jest? - Spytała kobieta. - Mam nadzieję, że poszedł wreszcie d-
- Leży na OIOM-ie. - Powiedział cicho. Justyna potrzebowała chwili na przetrawienie jego słów.
- Co? - Spytała tylko.
- Leży na OIOM-ie... - Powtórzył. - A jego córka czeka, aż do niej przyjdzie. - Dodał wilgotnym głosem.
- O rany... - Wyszeptała.
- W końcu zasnął ze zmęczenia, a ja poszedłem po lekarza, żeby się nim zajął... A jak wróciłem z jakąś pielęgniarką, to jakiś doktor już przy nim był. Powiedział, że chłopak nie ma pulsu. - Powiedział.
- Czy-
- ...Masz numer do tego jego chłopaka? - Spytał od razu znów jej przerywając. - Wydaje mi się, że powinien tu być... - Dodał.
- O tym właśnie chciałam ci powiedzieć! - Rzuciła zniecierpliwiona. - Stary... On chyba nie żyje. ...słyszałam jak Natalia z Kubą rozmawiali o tym... Podobno jak wracał z delegacji to jego samolot się rozbił.
- O kurwa... - Wyszeptał.
- Zadzwoń lepiej do Olgierda albo Bartka, oni chyba powinni znać numer do brata Górskiego. - Poleciła.
- Masz rację... Zadzwonię i wrócę. - Odetchnął.
- Okay. - Odparła i pożegnała się z nim. Hubert przetarł twarz dłonią i wybrał numer Olgierda. Policjant odebrał po trzecim sygnale.
- Niezbyt mogę gadać. - Rzucił zdyszany. W tle ponownie rozbrzmiewały odgłosy kłótni.
- Co się dzieje na tej komendzie?! - Zapytał w końcu Hubert.
- Armagedon. - Odparł krótko. - Chciałeś czegoś? - Spytał.
- Górski ma brata, no nie? Potrzebuję jego numeru.
- Co? Po co ci? - Zdziwił się Mazur.
- BO KRYSTIAN LEŻY NA OIOMIE I NIE WIADOMO CZY W OGÓLE DOŻYJE JUTRA-! - Wrzasnął w końcu nie mogąc już dłużej wytrzymać.
<><><>
Olgierd słysząc słowa znajomego po fachu znieruchomiał. Reszta zgromadzonych wlepiła zszokowane spojrzenie w trzymany przez niego telefon.
- ...I BYŁOBY, KURWA, MIŁO Z NASZEJ STRONY, GDYBYŚMY POINFORMOWALI O TYM JEGO RODZINĘ! - Dokończył wściekły.
***
Do przeczytania,
- HareHeart
CZYTASZ
Piekło Dantego (2)
ActionOtóż wattpadowy limit wynosi 200 części na jedno dzieło, więc zostałem zmuszony do przeniesienia części pracy do nowej książki. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was wielkim problemem ^^ Zapraszam do lektury
