Olo wyjął klucz ze skrytki i otworzył drzwi. Postawił chłopaka w holu. Usłyszał szybkie stukanie łap i wyszedł nieco do przodu, żeby złapać psa, zanim ten staranuje jego przyjaciela. Przytrzymał go na chwilę aż ten w końcu się uspokoił, a potem złapał chłopaka za ramię i pociągnął do salonu. Jego przyjaciel niestety nie miał windy, która ułatwiłaby mu sprawę, a targanie go po schodach z każdą kolejną chwilą robiło się coraz bardziej niebezpieczne, więc starszy zaprowadził go do salonu i położył na kanapie. Zauważył koc przewieszony przez oparcie, więc go zdjął. Spojrzał na młodszego i zauważył, że ten zdążył już zasnąć. Okrył go dokładnie i sięgnął po jego telefon. Wyciszył go, a potem odłożył na blat stolika. Nagle poczuł, że jego ręka znajduje się w czyimś pysku. Prawie wrzasnął. Odwrócił się i zauważył dużego, czarnego psiaka.
- Nawet nie masz pojęcia jak mnie wystraszyłeś. - Odetchnął. Lucy cofnął się odrobinę ciągnąc za sobą policjanta. - No, już, już idę. - Westchnął i wyszedł na korytarz. Był przekonany, że zwierzak nie chce, żeby ktoś budził jego właściciela. Jakież było jego zdziwienie, gdy zbliżył się do drzwi, a pies zagrodził mu drogę.
- Co się stało? - Spytał odruchowo. Psiak odszedł parę kroków w głąb domu, a potem wyczekująco spojrzał na policjanta. Ten zamrugał, zaskoczony. W końcu niepewnie udał się za zwierzakiem.
Ku jego zaskoczeniu ten doprowadził go do kuchni. Stanął w roku i usiadł, wyczekująco się w niego wpatrując. Olo dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że pies siedzi obok swoich misek. Podszedł do nich. Były puste.
- Już cię nakarmimy... - Powiedział i poklepał go po głowie. Nalał mu wody, a potem zaczął poszukiwać jego karmy. Gdy w końcu ją znalazł uzupełnił miskę psiaka granulkami, a potem zerknął jeszcze do chłopaka i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
<><><>
Gdy Krystian poczuł miękki, chłodny materiał pod swoim policzkiem zasnął momentalnie. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jaki ten sen będzie przyjemny. Wreszcie mógł zamknąć oczy i po prostu przestać myśleć. Choć na chwilę. To było... po prostu bezcenne.
Ta pustka, ten brak myśli był tak niemożliwie kojący. Chłopak był tak zmęczony, że nie był w stanie nawet się odwrócić, mimo, że jego ręka zaczynała powoli drętwieć.
---
Cichy pomruk uciekł mu z ust. Otworzył jedno oko. Dłuższą chwilę zajęło mu rozpoznanie własnego salonu. Odwrócił się na plecy i syknął na ból odrętwiałej ręki. Poczuł, że coś chłodnego i lepkiego na policzku. Starł tajemniczą substancję dopiero po chwili orientując się, że to jego własna ślina. Westchnął cicho i wyciągnął ręce nad głowę. Znowu mruknął.
Sięgnął po telefon, żeby sprawdzić godzinę. Dochodziła 9 wieczór. Młodszy zmrużył oczy, żeby wyraźniej zobaczyć ekran. Dopatrzył dwa nieodebrane połączenia od swojego chłopaka. Zamrugał zaskoczony. Zauważył też wiadomość głosową. Włączył odtwarzanie, położył telefon na kanapie obok swojej głowy i zamknął oczy.
- ...Krystian, kocham cię bardzo, wiesz...? - Zaczął głos. Chłopak mruknął cicho na potwierdzenie. Poczuł, że znów zaczyna przysypiać. Nie mógł się doczekać, aż odnajdzie swojego małego aniołka, weźmie ją na ręce i zaniesie do domu. Gdzie wreszcie będzie bezpieczna. Mimo snu nadal był wykończony. Nawet myśl o jego biednej córeczce nie była w stanie zmusić go do otworzenia oczu. - Będę się wami opiekował... - Ciągnął głos. Krystian chciał ją znaleźć. Naprawdę chciał. Ale gdy jego organizm w końcu dostał tę możliwość odespania tych pełnych stresu i napięcia godzin, nawet jego żelazna wola nie była w stanie okiełznać jego ciała. Powoli znów odpłynął usypiany głosem swojego partnera.
---
Obudziły go ciche kroki. Otworzył oczy. Podniósł się nieco i jęknął na ból odrętwiałych mięśni.
- Obudziłeś się wreszcie? - Spytał Bartek. Podszedł do niego i położył dłoń na jego czole.
- Co ty robisz? - Wymamrotał przez wyschnięte gardło.
- Chłopaku, przespałeś niecałe dwie doby. Ja naprawdę zaczynałem się martwić, zastanawiałem się czy po karetkę nie dzwonić. - Przyznał.
- Która godzina? - Wychrypiał młodszy i usiadł na kanapie. Zakręciło mu się w głowie, więc oparł się o oparcie i zamknął oczy.
- Trzecia nad ranem. - Odparł Bartek. - Miałem zamiar sprawdzać cię co dwie godziny, bo naprawdę zaczynałem się bać, że coś ci jest. - Wyjaśnił. - Potrzebujesz może czegoś? - Spytał.
- Pić. - Jęknął przez wyschnięte gardło. Wyjaśniło się dlaczego tak bardzo chciało mu się pić.
- Zaraz ci przyniosę. - Obiecał mężczyzna i wyszedł.
Wrócił po chwili z butelką wody. Odkręcił mu ją i włożył w ręce.
- Tylko powoli, bo inaczej wszystko zwymiotujesz. - Przestrzegł go jeszcze. Chłopak pociągnął mały łyk z butelki i przymknął oczy.
---
Wlał do ust ostatnie krople, a potem oddał przyjacielowi pustą butelkę. Bartek zmierzył go spojrzeniem.
- Dobrze się czujesz? - Spytał.
- Mhm. - Odmruknął chłopak. Westchnął cicho. Siedział oparty o oparcie z zamkniętymi oczami i wyglądało na to, że zaraz znów zaśnie.
- Krystian, spałeś przez dwie doby, obudziłeś się, wypiłeś dwa litry wody na raz i wracasz spać? - Spytał. - Może ja jednak zadzwonię po tą karetkę, co? - Zasugerował.
- Nic mi nie jest... - Wymruczał chłopak. - Jestem... zmęczony. - Westchnął.
- Dobrze... Ja chyba też idę spać. - Oznajmił. - Nie chcesz może zdjąć tych ubrań? - Spytał. Młodszy zaczął nieporadnie zdejmować z siebie koszulkę. Starszy pomógł mu, potem sprawdził jeszcze jego szwy i samą ranę, a potem popchnął go delikatnie na kanapę i przykrył kocem. - Dobranoc. - Rzucił jeszcze.
- Mh... - Odmruknął chłopak.
---
Bartek wyszedł z łazienki i cicho ziewnął. Zauważył, że ktoś się do niego dobija. Podniósł telefon.
- Halo? - Wymamrotał.
- Cześć, Olo z tej strony. Wybacz, że tak późno, ale Zarębski dopiero teraz nas wypuścił. Jak tam Krycha? Drugi dzień go nie było, zaczynamy się martwić. - Powiedział.
- Przed chwilą się obudził, wypił dwa litry wody i wrócił spać. - Streścił Bartek.
- Poważnie? Naprawdę musiał być zmęczony... - Westchnął. - Dobra, nie przeszkadzam już. Dobranoc.
- Trzymaj się...
<><><>
Krystian westchnął cicho i wtulił się w miękki materiał kanapy. Nagle przypomniała mu się wiadomość od jego partnera. Tak szczerze to dalej jej nie odsłuchał.
Wyjął telefon i usiadł ze skrzyżowanymi nogami. Lucy wskoczył na miejsce obok niego. Chłopak wyciągnął rękę i pogłaskał miękką sierść.
- ...Krystian, kocham cię bardzo, wiesz...? - Usłyszał. Coś mu nie pasowało. Wsłuchał się w tło. Czy on słyszał... krzyk? - Tak bardzo, bardzo cię kocham... Tak bardzo chciałbym być z tobą... Ale już nie wrócę... - Wykrztusił brunet. - Samolot miał awarię- Ja- Tak cię przepraszam, za wszystko, co kiedykolwiek ci powiedziałem! Za każdą kłótnię...! Kocham cię bardzo-! Ja- Będę się wami opiekował... Obiecuję... Zajmij się dziećmi... Kocham- - Ostatnie słowa jego partnera zostały zagłuszone przez jakiś dziwny, ogłuszający hałas. Krystian został sam.
***
O raju, końcówka była wyciskaczem łez, co nie?
Chujową piosenkę sobie dobrałem, ale jakoś udało się przez to przejść.
Lista osób chcących mnie zamordować:
-
Do przeczytania,
- HareHeart
CZYTASZ
Piekło Dantego (2)
AksiOtóż wattpadowy limit wynosi 200 części na jedno dzieło, więc zostałem zmuszony do przeniesienia części pracy do nowej książki. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was wielkim problemem ^^ Zapraszam do lektury
