Policjant wypił parę łyków mięty i ponownie spróbował się podnieść. Jego plecy zaprotestowały pieczeniem, na co chłopak jęknął cierpiętniczo. Dopiero wtedy przypomniał sobie, że zapomnieli zmienić wczoraj jego opatrunki. Przysunął sobie wózek i usiadł na nim. Zarzucił na siebie koszulkę, dres i skarpetki, a potem zgarnął jeszcze kubek i opuścił pomieszczenie.
Usłyszał jakieś dźwięki dobiegające z kuchni, więc się tam udał.
- Gofry! Gofry! - Skandowała Amelka skacząc wokół Bartka. Nagle zajrzała przez ramię i zauważyła policjanta. - Tatuś! Obudziliśmy cię? Tata mówił, że mamy cię nie budzić. Chcesz gofra? - Chłopak nie mógł się nie roześmiać.
- Nie, sam się obudziłem. I nie, nie jestem głodny. - Mruknął i odłożył kubek na stół. Adaś przyraczkował do niego, a potem stanął i wyciągnął do niego ręce.
- Opa. - Mruknął roześmiany. Policjant z chęcią wziął go na ręce i przytulił do siebie.
- Cześć, kochanie. - Zamruczał brunet. - Wyspany? Zjadłeś śniadanko? Idziemy się pobawić? - Zasypał go gradem pytań. Maluch odpowiedział mu śmiechem, co również i jemu poprawiło humor. Ostrożnie posadził go na swoich kolanach.
- Zrobiłem im gofry na śniadanie, chcesz jednego? Powinieneś coś zjeść. - Rzucił Bartek stawiając kolejny talerz z goframi na stole. Policjant zawahał się.
- Ja nie wiem czy to jest dobry pomysł. - Mruknął.
- Są naprawdę lekkie. A poza tym, ty musisz coś jeść jak bierzesz leki. - Uświadomił mu.
- Bartek...? - Zagaił nagle chłopak. - Możesz pomóc mi zmienić opatrunki? Wczoraj zapomnieliśmy o tym z Aronem. - Przyznał cicho.
- Jasne, daj mi chwilę, pochowam tu wszystko. - Powiedział podsuwając mu gofra pod nos i podając mu leki. Chłopak westchnął cierpiętniczo, ale zjadł wszystko i zapił resztą miętowej herbaty z kubka.
- Okay, można iść. - Bartek złapał Adasia za rękę i zaprowadził go do salonu. - Ami, pobawisz się z nim na chwilę? Muszę pomóc Krystianowi zmienić opatrunki.
- Ale ja chciałam porysować... - Zaprotestowała dziewczynka.
- Kochanie, to tylko na chwilę. - Mruknął Krystian.
- No dobrze... - Westchnęła i usiadła z bratem na dywanie. - Możemy poukładać puzzle?
- Puzzle są za małe dla takiego maluszka. Poza tym mógłby je połknąć. - Zauważył chłopak. - Na półce są takie drewniane klocki, możecie coś nam zbudować. - Podsunął. Bartek zdjął im pudełko z klockami i położył je na dywanie.
- Proszę bardzo, a my zaraz wracamy.
---
Chłopak usiadł na brzegu wanny i zdjął koszulkę cicho sycząc. Bartek pomógł mu zdjąć bandaż, zwinął go i odłożył na bok. Zdjął resztę opatrunków odsłaniając gojące się rany i prawie zemdlał na widok jaki zobaczył.
- Zapomniałem już, że te rany są aż tak poważne. - Szepnął nie mogąc się powstrzymać.
- Możesz się pospieszyć? - Zapytał zniecierpliwiony już chłopak.
- Tak, już, już. - Rzucił i wycisnął trochę maści na dłoń, a potem zaczął delikatnie wmasowywać ją w rany młodszego. Ten westchnął na kojące działanie leku i przymknął oczy. - Ta maść naprawdę robi aż taką różnicę? - Spytał cicho Bartek.
- Jest z antybiotykiem i lekami przeciwbólowymi. Działa cuda. - Wymamrotał Krystian. Bartek zaczekał aż maść się wchłonie, nałożył mu nowe opatrunki i zawinął wszystko czystym bandażem.
- Jest okay?
- Ale ulga. - Mruknął zadowolony policjant. - Dziękuję. - Dodał jeszcze.
- Nie ma za co, naprawdę. - Odparł Bartek sprzątając łazienkę. - Ubierz się i choć do nas. - Rzucił wychodząc z pomieszczenia. Chłopak założył na siebie ubranie i udał się do salonu. Ami siedziała na dywanie i z Adasiem układali klocki, a Bartek siedział na kanapie i obserwował ich z uśmiechem. Chłopak dołączył do niego na kanapie i odsunął wózek na bok. Jęknął cicho z bólu.
- Nogi? - Spytał Bartek. Ten pokiwał głową.
- Wczoraj jak mi było niedobrze niezbyt miałem czas, żeby pomyśleć o wózku. - Starszy skinął głową.
- Czekaj, to znaczy, że udało ci się tam dojść o własnych siłach? - Spytał podekscytowany.
- Raczej dobiec, ale tak. Udało się. - Odparł.
- To świetnie. Czyli rehabilitacja przynosi skutki. - Ucieszył się.
- W sumie, to tak. - Westchnął policjant i przymknął oczy. Nagle poczuł, że znów mu niedobrze, więc od razu wstał i ruszył w stronę łazienki.
- Co jest? - Zawołał za nim Bartek, a potem westchnął widząc w jaką stronę zmierza jego przyjaciel. Wstał i poszedł za nim.
- Dalej ci niedobrze? - Spytał zatroskany obserwując młodszego policjanta pochylającego się nad toaletą. Ten pokiwał głową. - Było ci niedobrze jak się obudziłeś? - Krystian zaprzeczył. - Może to po moich gofrach? - Zastanowił się na głos. Policjant wzruszył ramionami. Bartek usłyszał płacz dochodzący z salonu i sprintem rzucił się w jego stronę.
Wpadł do pomieszczenia i zauważył klocki rozsypane na dywanie między dziećmi, smutną Amelkę i Adasia, który płakał w niebogłosy.
- Co się stało? - Zapytał Bartek kucając obok nich.
- Chcieliśmy wam zbudować domek i klocki się nam rozsypały. - Mruknęła mała. Bartek w duchu odetchnął z ulgą.
- To dlatego Adaś płacze? - Spytał i wziął go na ręce.
- Mhm... - Dodała. Lucy podszedł do nich i zaczął lizać ją po twarzy, więc go od siebie odsunęła. Bartek skarcił psa, lecz niewiele to dało.
- Zbudujemy od nowa, co wy na to? - Zapytał. Ami niechętnie się zgodziła.
- Nie. - Mruknął naburmuszony Adaś i odsunął od siebie Bartka, a potem raczkując ruszył w tylko sobie znanym kierunku. Bartek poszedł za nim.
Nagle maluch usiadł na środku pokoju i rozejrzał się.
- Tata. - Mruknął smutno.
- Chodź, weźmiemy cię do taty. - Rzucił czule policjant i wyciągnął po niego ręce. Maluch w końcu dał się podnieść i zanieść do swojego rodzica.
Bartek ostrożnie zajrzał do łazienki. Nie widział tam policjanta, więc poszedł do ich tymczasowej sypialni i zapukał w drzwi.
- Krystian, jesteś tam? - Zawołał. - Adaś chce do ciebie.
- ...Już idę! - Dobiegło ze środka.
- Tatuś zaraz do siebie przyjdzie. - Rzucił do małego i zaczekał na policjanta. Ten po chwili wyszedł. Bartek zauważył, że ma na sobie inne ubranie.
- Wybrudziłem się. - Odparł lakonicznie i wyciągnął ręce po dziecko. - No chodź, słyszałem, że płakałeś. Co się stało? - Zacmokał i przytulił do siebie chłopca.
- Klocki im się rozsypały. - Wyjaśnił Bartek i wziął wózek policjanta do salonu.
- Ojejku... - Zmartwił się Krystian. - Pocieszymy cię mlekiem. Chcesz piciu? - Spytał czule. Maluch nic nie odpowiedział. - Zrobisz mu mleka do butelki? - Zapytał.
- Zwykłego mleka?
- Mhm. Z miodem i cytryną. - Rzucił i zszedł z wózka na dywan.
- Uh, okay. - Odparł nieco zmieszany, ale poszedł wypełnić polecenie.
***
:>
Do przeczytania,
- HareHeart
CZYTASZ
Piekło Dantego (2)
ActionOtóż wattpadowy limit wynosi 200 części na jedno dzieło, więc zostałem zmuszony do przeniesienia części pracy do nowej książki. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was wielkim problemem ^^ Zapraszam do lektury
