CUKRZYCA ALERT
- Oh, to ty-! - Rzucił nagle Bartek. - Krystian dużo mi o tobie mówił. - Dodał i szeroko się uśmiechnął. - Cieszę się, że nic ci nie jest. - Powiedział całkowicie szczerze.
- Ja się cieszę, że pan jest cały i zdrowy. - Odparł biznesmen. - Biedny chłopaczek strasznie się zamartwiał. - Dodał nieco żartobliwie.
- Nie było o co. - Mruknął nieco rozczulony policjant. - Zdążyłem się zahartować. - Dodał. - Napijecie się czegoś? Kawy, herbaty? - Spytał. Wzrok Arona przykuł jakiś ruch w kącie pokoju. Dłuższą chwilę zajęło mu zorientowanie się, że to szczur. Duży, ciemny zwierz przysłuchiwał się ich rozmowie, choć zapewne niewiele z niej rozumiał. Mężczyzna wymownie się skrzywił. Nie czułby się dobrze śpiąc w otoczeniu tych zwierząt. Przeniósł wzrok na swojego chłopaka.
- Ufasz mi? - Spytał nagle młodszy.
- Oczywiście, że tak. - Odparł poważnie Bartek.
- Spakuj rzeczy i jedź z nami. - Wyrzucił na jednym wdechu. Zapadła cisza.
- ...co? - Spytał zaskoczony policjant. Chłopak podszedł do mężczyzny i spojrzał mu w oczy.
- Pamiętasz jak byłem tu pierwszy raz? - Zaczął. Jego oczy były delikatnie zaszklone. - Nie mogłem się pozbierać, że po tym wszystkim co cię spotkało mieszkasz w takich warunkach. - Mruknął nieco spuszczając głowę. - Jak wróciłem do domu to poszedłem do Arona... I doszliśmy do wniosku, że nie możemy cię tak zostawić. - Powiedział i znów spojrzał w oczy przyjaciela.
- ...co? - Powtórzył.
- Weź swoje rzeczy i chodź z nami. - Poprosił młodszy. - Mamy duży dom. Wymieścimy się.
- Czekaj... CO?! - Krzyknął Bartek, gdy wreszcie dotarło do niego czego oczekuje jego młodszy kolega. - Nie ma opcji-! Nie- Ja nie mogę- Zwariowałeś-?! - Wyrzucał z siebie urywane zdania. Chłopak położył mu dłonie na ramiona. Nieco je ścisnął.
- Bartek, jesteś dla mnie jak ojciec, którego nigdy nie miałem. - Wyszeptał policjant. - Nie mogę pozwolić, żebyś mieszkał w takim miejscu. - Dodał smutno.
- Krystian, ja naprawdę- - Zaczął skołowany Bartek.
- Proszę cię. Obiecuję, że nie pożałujesz. - Rzucił. - Naprawdę chcesz mieszkać z tymi wszystkimi zwierzętami...? Naprawdę chcesz codziennie słyszeć kłótnie sąsiadów...? Naprawdę chcesz mieszkać w miejscu, które w każdej chwili może się zawalić i cię zabić...? Naprawdę? - Spytał. Bartek złapał jego przedramiona. Zacisnął swoje wargi.
- Jedź z nami. - Poprosił cicho. - Pamiętasz, co powiedziałeś mi, kiedy spotkaliśmy się po tym marketem...? - Bartek uniósł na niego swoje zawstydzone, zmieszane spojrzenie. - Powiedziałeś, że początki zawsze są najgorsze... I żebym odpłacił się pomocą komuś, kto będzie jej potrzebował. Co mam zrobić, jeśli ta osoba nie chce jej przyjąć...? - Spytał. Znów zapadła cisza. Usta Bartka zadrżały. A potem jego ramiona ściśle oplotły młodszego policjanta.
- Dziękuję... - Wykrztusił tylko. Krystian wypuścił ciche westchnięcie pełne ulgi.
- Chodź. - Rzucił, nieco odsuwając mężczyznę. - Trzeba cię spakować. Już tu nie wrócisz. - Obiecał i posłał mu lekki uśmiech. Po policzkach starszego potoczyły się łzy.
- W życiu ci się nie odwdzięczę. - Zapłakał.
- Uratowałeś mi życie. - Przypomniał Krystian. - Naprawdę myślisz, że da się to przebić? - Zapytał jeszcze.
---
Bartek w końcu poszedł spakować swoje rzeczy. Aron podszedł do policjanta. Zauważył, że ten się trzęsie. Objął drżące ciałko ramionami i złożył delikatny pocałunek na czubku jego głowy.
- Jestem z ciebie cholernie dumny, wiesz? - Szepnął wzruszony. Chłopak cicho westchnął i wtulił się w swoją drugą połówkę. Aru pogładził jego włosy.
Bartek wrócił do nich z dużą, sportową torbą i łzami nadal płynącymi po jego zarumienionej skórze.
- ...Naprawdę? - Spytał drżącym głosem.
- Naprawdę. - Mruknął wzruszony Krystian i objął go ramieniem. Aru wziął jego torbę i w trójkę opuścili to paskudne mieszkanie.
- Ja... nie wiem jak dziękować. - Mruczał nadal Bartek.
- A co ja mam powiedzieć? - Spytał policjant. - Uratowałeś mi życie. Nigdy ci się za to dostatecznie nie odwdzięczę. - Mruknął.
Para była tak rozemocjonowana, że nawet nie zauważyli gdy stanęli przed budynkiem. Krystian zaprowadził Bartka do samochodu. Gdy ten ujrzał piękne, lśniące i zdecydowanie drogie auto, jego szczęka prawie zderzyła się z asfaltowym parkingiem. Samochód bardzo się wyróżniał ze wszystkich starych modeli, które go otaczały.
- To... to? - Wyszeptał mężczyzna.
- Tak, to to. - Potwierdził nieco rozbawiony Aru. Włożył torbę do bagażnika, a sam usiadł za kierownicą.
- Chodź do tyłu. - Rzucił policjant. Bartek niepewnie wsunął się na siedzenie. Rozglądał się po wnętrzu pojazdu, jakby był nie w samochodzie, lecz w jakimś statku kosmicznym.
- Ja w to nie wierzę... - Wyszeptał. - Pewnie robisz sobie ze mnie jaja... - Wymruczał i smutnym wzrokiem spojrzał na okno.
- Żeby tylko szybko dotarło jak bardzo się mylisz. - Westchnął rozbawiony chłopak. Gdy brunet zgodził się z nimi pojechać zeszło z niego całe napięcie. Nabrał ochoty do żartów.
---
Wjechali na żwirowy podjazd i opuścili samochód. Gdy Bartek ujrzał piękną, dużą willę jego oczy ponownie zaszły łzami.
- Zapraszamy. - Aru uśmiechnął się do niego. Zamknął samochód. Krystian zaprowadził swojego przyjaciela do drzwi. Otworzył je i przepuścił mężczyznę. Ten od razu zlustrował pomieszczenie zszokowanym spojrzeniem. Zdjęli buty i przeszli do salonu. Czarny pies podniósł się z dywanu i podszedł do nich. Zamachał ogonem i polizał dłoń Bartka.
- Hej, piesku. - Mruknął i niepewnie pogładził głowę zwierzaka. Krystian rozejrzał się w poszukiwaniu dzieci. Adaś nadal spał w kojcu, a Amelka spała zwinięta w kłębek na kanapie. Vergil drzemał na jej boku. Chłopak uśmiechnął się i zrobił im szybkie zdjęcie, które od razu wysłał do brata.
- Mój Boże... - Wyszeptał Bartek, z podziwem oglądając przestronny salon.
Zanim którykolwiek z nich zdążył wykonać ruch, dziewczynka podniosła się do siadu, leniwie przeciągnęła i ziewnęła. Nagle zobaczyła obcą sobie osobę. Wstała i podeszła do niego.
- Dzień dobry! - Zaczęła. - Jestem Amelka. A pan to kto?
- Bartek. - Rzucił skołowany mężczyzna.
- Ten pan bardzo mi kiedyś pomógł. - Wtrącił Krystian, kładąc dłoń na ramię przyjaciela. Z rozczuleniem patrzył w ciemne oczy swojej córeczki. - A teraz z nami zamieszka. - Uśmiechnął się.
- Moi rodzice bardzo mi pomagają. - Mruknęła z konsternacją mała. - ...To znaczy, że jest pan tatą mojego tatusia-?! - Spytała podekscytowana. - Mogę mówić do pana dziadku? Zawsze chciałam mieć drugiego dziadka! - Rzuciła lekko podskakując. Objęła nogi starszego policjanta. Aru i Krystian tylko się roześmiali.
- Możesz, Amelko. - Wymamrotał skołowany Bartek.
***
O Boziu, Ami... 🥺
Idę płakać-
Do przeczytania,
- HareHeart
CZYTASZ
Piekło Dantego (2)
AcciónOtóż wattpadowy limit wynosi 200 części na jedno dzieło, więc zostałem zmuszony do przeniesienia części pracy do nowej książki. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Was wielkim problemem ^^ Zapraszam do lektury
