★★★

84 15 29
                                    

Nocny wiatr przynoszący nadmorską bryzę otulał nagie ramiona Vanessy podczas jej spaceru po ogrodach. Nieźle wykłócała się z Dariusem o chociaż piętnaście minut przechadzki pod gwieździstym niebem. Jej osobisty strażnik ostatecznie się zgodził. Nie przystał mimo to na pozwolenie na przechadzkę w większym odstępie od obstawy brzęczących zbroi. W związku z tym Darius deptał Vanessie po piętach, a bliską obecność mężczyzny podkreślało pobrzękiwanie jego zbroi i miecza.

Tej nocy niebo było wyjątkowo przepiękne. Pełne konstelacji, gwieździstego pyłu i brokatowych barw, rzucało złote smugi świateł na czarne płótno, każąc obserwować wszystkim dzieło malarza Wszechświata. To właśnie z tego względu dziewczyna zdecydowała się na podziwianie go z większego terenu, a nie okien komnat. Całkiem możliwe, że nie mogła też spać – chociaż nie przeżyła już spotkania z Bastianem w tym dziwnym miejscu pełnym drzwi, to inne koszmary nie dawały jej spokoju.

Szum wody spowolnił chód Vanessy zapatrzonej w niebo. Znała już na tyle topografię ogrodów, aby wiedzieć, że za moment zatrzyma się przed fontanną. Na skrzyżowaniu czterech ścieżek wybudowano dużą fontannę, o wiele większą niż te w Rezydencji Lilii. Upiększona w bogate oprawy rzeźbiarskie, złożona z kilku mis z wodą, która wytryskiwała przez głowice stworzone z ludzi trzymających wazony, stanowiła naprawdę piękne urozmaicenie małej architektury ogrodów.

Vanessa zatrzymała się przed jej popękanym kamieniem, a Darius wraz z dwójką strażników trzymali tyły, dając jej chociaż namiastkę prywatności. Ochładzająca mgiełka dodała jej rześkości w tą ciepłą noc. Na chwilę przymknęła powieki, pragnąc chłonąć spokój jaki bił z tego miejsca. Nie trwało to długo – odetchnęła głęboko, słysząc szurające kroki. Otworzyła oczy. Nie odwróciła się. Założyła za to ręce za plecami i pochylając się, podziwiała własne odbicie, te należące do srebrzystego księżyca i gwiazd na tafli wody, na której unosiły się różowe kwiaty lotosu. Nagle do tego widoku dołączył nowy element, a raczej osoba – Ozias, który zauważył:

– Gdyby Rosalind nie zniknęła, przypuszczałbym, że to ona maczała w tym palce.

– W czym?

Ozias uniósł oczy ku górze. Vanessa podążyła jego śladami.

– W tym przepięknym, nocnym niebie. W tym roku nie widziałem jeszcze aż tylu wyraźnych konstelacji na raz. Znasz jakieś?

Oczywiście, że znała. Cała wiedza na ich temat gromadziła się w jej małym palcu. Gwiazdy były jej przyjaciółmi, towarzyszami niedoli od małego, a teraz chowały w głębi najbliższych jej sercu. Jak mogła nie znać ich imion?

– Tak – odparła z uśmiechem i wskazywała wyciągniętym palcem na konstelacje, jednocześnie mówiąc: – Tam jest gwiazdozbiór Łabędzia, dalej Małej Niedźwiedzicy, Smoka, no i... – Zmrużyła oczy, próbując przypomnieć sobie małą konstelację, która zazwyczaj nie pojawiała się na niebie w tak widocznej, dobrej postaci o tej porze roku. Wreszcie nazwa do niej przyszła. – I Pszczoły.

Ozias przejechał wzrokiem po całym niebie. Następnie spojrzał na nią, jak na jedną z tych świecących plamek połączonych niewidzialnymi sznurami złota.

– Słyszałem kiedyś, że kiedy pojawia się wreszcie gwiazdozbiór Pszczoły, mają miejsce jakieś nowe, nieprzewidywalne wydarzenia albo dzieją się zaskakujące, dziwne zjawiska. Niestety elementu legendy z nią związaną nie pamiętam.

Posłała mu pobłażliwe spojrzenie.

– Nie nabierzesz mnie, że wierzysz w takie zabobony.

Wyciągnął wargi w półuśmiechu, wkładając przy tym dłonie do spodni. Mocniejszy poryw wiatru załopotał jego koszulą i skulił ramiona Vanessy.

Zdrajcy WszechświataOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz