49.

1.5K 160 123
                                        

*Sprawdź, czy przeczytałeś/ aś poprzedni rozdział*  

- Baekhyun! - Luhan rzucił się mi na szyję. - Stęskniłem się! - Krzyczał nie zważając na innych uczniów znajdujących się na korytarzu.

- Hej, Lu. - Powiedziałem uśmiechając się, gdy tylko mnie puścił. - W-Wiem.

- Bo wiesz! Już się bałem, że nie przyjdziesz! A teraz mamy matematykę z panem Lee!

- A nie p-powinniśmy m-mieć teraz koreańskiego? - Byłem szczerze zdziwiony.

- Powinniśmy, ale pani Kim się rozchorowała, więc mamy zastępstwo z panem Lee i jego klasą. - Pociągnął mnie pod największą w szkole salę.

- Jego klas-są?

- Tak! Właśnie dlatego cieszę się, że jesteś w szkole! Na pewno to ciebie weźmie do tablicy. I nie zbłaźnię się przed twoim bratem swoją marną znajomością pierwiastków!

- M-Mamy łączoną lekcję z jego klasą? - Dopiero teraz dotarł do mnie fakt, że będę miał dwie lekcje z panem Lee i klasą mojego brata. Co łączy się z tym, że również z Yeolem i pozostałymi przyjaciółmi Sehuna. - N-Nie...

- Co? Dlaczego?

- N-Nie było mnie w szkole przez d-dwa tygodnie. Ja nic n-nie umiem!

- Mamy przechlapane. - Uśmiechnął się przepraszająco. - Idziemy na wagary?

- Żadne wagary. - Znikąd pojawił się mój brat powodując tym mini zawał u Luhana. - Wytrzymamy. Jesteśmy silni!

- I upokorzeni. - Zaśmiał się Tao podchodząc do nas. Przywitał się krótko z Sehunem i podszedł do mnie przytulając się, czego się kompletnie nie spodziewałem. - Jestem Tao. - Zwrócił się z szerokim uśmiechem do mojego przyjaciela.

- Luhan.

Nie mogliśmy kontynuować rozmowy o zbliżającym się upokorzeniu mojego kształtnego tyłka, z racji tego, że zadzwonić dzwonek. Pan Lee pojawił się dosłownie sekundę po nim.

- Dzień dobry klasy! - Zawołał wchodząc do sali. - Zająć wolne miejsca i wyjąć książki do mojego przedmiotu!

Załapałem się z Lu na wolne miejsca w trzecim czteroosobowym rzędzie koło okna. Sehun miał takie szczęście, że znajomi trzymali mu krzesło na końcu sali. Usiadł tam razem z Tao.

- Dobrze, dobrze. - Pan Lee założył okulary. - Dzisiaj wyjątkowo spotykamy się w tak dużej grupie. Z racji tego, że nie mogę przerobić materiału mojej klasy, moja klasa powtórzy materiał z poprzedniego roku. - Rozejrzał się w celu uzyskania aprobaty, jednak troszkę się zawiódł. - Zobaczymy co pamięta klasa druga z poprzedniego tygodnia.

- Mamy przerąbane. - Szepnął mi do ucha Lu. - Dwie godziny upokorzenia. 

- Ahn Jooyoung.

- Jestem.

- Ahn Jaehyun.

- Obecny!

- Byun Baekhyun. - Wyczytał moje nazwisko rozglądając się po sali.

- Jestem. - Zauważył mnie i zmrużył brwi. Sehun, ratuj!

- Dong Kang.

- Obecny.

- Zapamiętaj chociaż wzory. - Szepnęła mi Jimin siedząca po mojej lewej stronie. Luhan siedział po prawej. - Nie będzie wtedy tak krzyczał.

- Lu Han?

- Jestem. - Krzyknął zbyt głośno podnosząc rękę.

Niektórzy z klasy Sehuna zwrócili na nas uwagę.

- Jeśli szukasz atencji to dziś doskonale trafiłeś, panie Lu. - Zaśmiał się matematyk. - Pierwszy przykład na tablicy należy do pana.

Luhan zaczerwienił się po same koniuszki uszu i lekko skinął głową, choć Lee zajęty był już sprawdzaniem drugiej listy.

- Do Kyungsoo.

- Obecny. - Warknął niechętnie na co nauczyciel nieznacznie się skrzywił.

- Kim Jongdae.

- Jestem!

- Kim Junmyeon.

- Jestem.

- Kim Kibum.

- Nie ma.

- Kim Minseok.

- Obecny.

- Mam dość. - Westchnąła Jimin. - Nawet obecności nie sprawdził, a już czuję się jakby przemaglował mnie ze trzy razy.

- Ja też. - Przegryzłem długopis. - M-Módlmy się o p-pożar.

- Shin! Byun! Lu! - Zwrócił naszą uwagę. - Rozumiem, że lubicie mi podpadać?! Hm? Ale teraz zamilkni... Oh! Park! Kim!

- Który Kim? - Zaśmiał się jeden ze znajomych mojego brata. - Ja?

- Po kolei do tablicy. Lu podejdzie dwa razy!

Uważnie spoglądam jak Luhan robił zadanie. Możliwe, że dostanę ten sam schemat i nie upokorzę się za mocno.

Westchnąłem.

- Shin Jimin! Kolejna!

Dziewczyna przeżegnała się wzbudzając ciche pomruki śmiechu. Podeszła do tablicy i niby przypadkiem upuściła krędę.

- Um... Przykro mi, ale nie mogę zrobić tego przykładu. - Zaczęła. Co ona kombinuje?

- A to niby dlaczego?

- Właśnie dostałam miesiączki i muszę koniecznie wyjść do toalety.

Pan Lee jak i połowa męskiej części klas zarumieniła się. Nauczyciel chrząknął i wskazał jej drzwi, gdzie podbiegła rzucając mi przepraszające spojrzenie.

- Więc tak... Byun! Do tablicy!

Wstałem ciężko przełykając ślinę. Błagam, niech ta szkoła się zapali.

- Rozwiąż trójkat wiedząc, że cosinus kąta alfa wynosi cztery piąte. Nie stosuj twierdzenia pitagorasa, tylko licz na podstawie jedynki trygonometrycznej.

Drżącą ręką złapałem krędę i zacząłem liczyć sinus alfa z jedynki trygonometrycznej. Nie wiem czy w ogóle robiłem to dobrze, bo matematyk chociaż dokładnie śledził moje poczynania nie odezwał się ani słowem.

- Ile ci wyszedł sinus? - Odezwał się, gdy tylko zrobiłem krok w tył, aby obejrzeć to, co zrobiłem.

- Trzy piąte. - Nie zająkałem się zbyt mocno skupiony na sprawdzaniu mnożenia.

- Tanges? Klasa?

- Trzy czwarte. - Odezwała się nieznajoma mi dziewczyna z najbliższej ławki.

Pokrywało się to z moimi obliczeniami. Odetchnąłem.

- Umiesz cały materiał z zajęć? - Lee zwrócił się bezpośrednio do mnie.

"Tak."

Najpewniej nie był przekonany, bo jeszcze raz spojrzał na mój przykład.

- Wytłumaczyć ci coś?

"Nie."

Nie chciałem, aby robił to przy tych wszystkich osobach.

- Panie profesorze. - Uwagę pana Lee zwrócił na siebie Jongin. - Nasza klasa przerabia ten materiał od przeszło tygodnia. Skoro Byun ma braki powinien nauczyć się w domu, a nie marnować czas na lekcji.

Nic nie mówić usiadłem na swoim miejscu. Dlaczego ten chłopak aż tak mnie nie cierpi?!

MASZ CHŁOPAKA?! chanbaek; hunhanOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz