Nowy wyciągnął do mnie dłoń, szczerząc się szeroko.
- Jestem Sebastian... - zaczął, ale nie dałam mu dokończyć.
- Wiem, słyszałam wszystko od Konsul - uścisnęłam mu rękę z lekkim uśmiechem. - Rosemarie Gold. - Puściłam jego dłoń i wstałam.
- A ty dokąd? - zapytał Alec, marszcząc brwi.
- Odsypiać. Po ostatniej nocy jestem ledwo żywa - odpowiedziałam szczerze. Przetańczyłam pół wieczoru, potem obudziłam matkę Clary, a na koniec dostałam wykład od Rady. Marzę tylko o poduszce.
- Od imprezowania? - rzucił złośliwie. Sebastian tylko uśmiechnął się w moim kierunku.
- Nie. Od użycia mocy, żeby wybudzić Jocelyn - odparłam chłodno i wyszłam, zamykając za sobą drzwi z trzaskiem.
W pokoju szybko zmyłam makijaż, wzięłam gorący prysznic i przebrałam się w piżamę. Zasnęłam, ledwie głowa dotknęła poduszki. Nie miałam koszmarów - tylko przyjemne wspomnienia z klubu. Nie chciałam się budzić. Ale, oczywiście, ktoś musiał to zepsuć.
- Rose!!!
- Śpię, do cholery! - krzyknęłam przez drzwi.
Zerknęłam na zegarek. Czternasta. Powolnie zwlokłam się z łóżka, włożyłam czarną koszulkę na ramiączkach i rurki. Związałam włosy w wysoki kucyk i zeszłam do kuchni. Na blacie stała torba z chińskim jedzeniem, a na jednym z pudełek widniało moje imię. Chwyciłam je i usiadłam na barowym krześle.
- Dzień dobry, Śpiąca Królewno - rozległ się głos za mną.
Bez namysłu rzuciłam w tamtym kierunku scyzorykiem. Sebastian złapał go w locie, obracając w dłoniach z podziwem.
- Ostra jesteś - powiedział z uznaniem.
Podeszłam i zabrałam mu broń.
- Gdzie reszta? - spytałam, wracając do jedzenia.
- Jace i Isabelle gdzieś zniknęli. Alec siedzi w bibliotece i tonie w papierach.
- A ty? Nie masz nic lepszego do roboty niż dręczyć mnie z samego rana?
- Pomagam Alecowi - odpowiedział niewinnie.
- To mu dalej pomagaj - mruknęłam, a on tylko uśmiechnął się i wyszedł.
Po skończonym posiłku wyrzuciłam pudełko do kosza, umyłam zęby i ruszyłam do biblioteki.
- Dobrze, że jesteś. Zanieś to czarownikowi, mnie nie cierpi - powiedział Sebastian, wręczając mi plik dokumentów. Spojrzałam pytająco na Aleca.
- Co to?
- Mapy linii magicznych i ostatnie odczyty mocy Valentina - wyjaśnił beznamiętnie.
Skinęłam głową i ruszyłam do apartamentu Magnusa. Zastałam go na kanapie, głaszczącego kota.
- Bane, mam dokumenty od Aleca. Mapy i odczyty. - Podałam mu teczkę.
- Skoro już wspominasz o Alec'u... jak się układa? - zapytał z ciekawością, nie podnosząc wzroku.
Usiadłam naprzeciwko niego, wzdychając.
- Powiedziałam mu, że to nie ma sensu.
- Nic nie czujesz?
- Czuję... ale wiem, że umrę. Mam na sobie wyrok śmierci, Magnus. Nie chcę, żeby ktoś cierpiał bardziej, niż to konieczne.
- Poświęcasz się.
- Tak jakby. Pokłóciliśmy się o to. Potem poszłam się rozluźnić... Wiesz, klub, taniec, parę drinków. Zanim się obejrzałam - była trzecia. Wróciłam o szóstej, obudziłam Jocelyn, potem Rada... i dopiero teraz się ogarnęłam.
- Masz plany na dzisiaj?
- Nie... znaczy, o cholera. Mam! - poderwałam się. - Muszę iść!
Wybiegłam jak burza, wskoczyłam do metra i trzy godziny później byłam już w klubie. Podbiegłam do barmana.
- Był tu wczoraj blondyn?
- Wielu. Ale jeden zostawił wiadomość dla białowłosej Vanessy. To chyba ty?
- Zgadza się.
Podał mi karteczkę:
"Zniknęłaś. Czekałem do rana. Masz mój adres - jeśli w ogóle cię to interesuje."
Wyszłam i udałam się pod wskazany adres - trzydzieści minut piechotą. Drzwi otworzył on.
- Wystawiłaś mnie - warknął na powitanie.
- Ale przyszłam. - Uniosłam brew, wchodząc do środka.
Usiedliśmy naprzeciw siebie przy małym stoliku.
- Chcę wiedzieć, dlaczego, do jasnej cholery, mnie wystawiłaś!
Zmarszczyłam brwi, ale uśmiechnęłam się.
- Czyli ci zależy.
Spojrzałam mu prosto w oczy. Widziałam to - czekał na odpowiedź jak zaczarowany.
- Spałam. Ocknęłam się dopiero pięć godzin temu.
- Mnie się nie wystawia! - wybuchł, unosząc głos.
- Nie podnoś na mnie głosu. Przyszłam. Powinieneś się cieszyć, że w ogóle tu jestem.
- Księżniczka się znalazła... Czekałem całą noc!
- Nie dramatyzuj. - Wstałam. - Jutro o 23:00 będę w klubie. Jeśli nie przyjdę - kończymy znajomość. Jasne?
- Jasne - powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Rozluźnij się. - Podeszłam i objęłam go. - Poza tym... nie masz nic do gadania.
Zanim zdążył odpowiedzieć, pocałował mnie. Odsunęłam się i puściłam mu oczko.
- Czekaj - rzucił, podchodząc z kurtką. - Ubierz ją. Zimno jest.
- Nie trzeba...
- Oddasz mi jutro.
Ubrałam za dużą, skórzaną kurtkę i ruszyłam do metra. Trzy godziny później byłam z powrotem w Instytucie. Schowałam kurtkę do szafy, gdy do mojego pokoju wszedł Alec.
- Gdzie zniknęłaś?
Skrzyżował ramiona na piersi, patrząc z wyrzutem.
- Byłam u Magnusa.
- A potem?
- To nieistotne - odpowiedziałam zmęczonym tonem.
- Istotne. Mamy tydzień, a ty znów znikasz na kilka godzin.
- Odczep się, Lightwood. Jutro wam pomogę. Dziś... nie mam siły.
- Anioł nie ma siły? - prychnął sarkastycznie.
- Nocny Łowca sobie nie radzi? - odpaliłam. - Nic ci nie powiem. To moja sprawa, gdzie byłam.
Pochylił się nade mną, łapiąc mnie za nadgarstek.
- To nie tylko twoja sprawa - syknął wściekle.
- Puść mnie, zanim złamię ci rękę.
Zamilkł. Przez chwilę tylko się we mnie wpatrywał, po czym po prostu... wyszedł.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictionRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
