Minęły dwa tygodnie. W tym czasie Izzy stanęła na nogi - silniejsza, spokojniejsza, choć w oczach nadal tlił się cień tego, co przeszła. Ale to nie był koniec naszych sukcesów. Udało mi się namierzyć Kielich. Dziś razem z Alekiem, jego parabatai, Clary, Jace'em i Sebastianem wyruszyliśmy na misję odzyskania artefaktu.
Teleportowałam nas do starego, opuszczonego budynku w Las Vegas. Był ogromny, zniszczony, ściany pamiętały inne czasy. Powietrze było ciężkie, przesycone kurzem i czymś jeszcze... czymś magicznym. Wyciągnęłam miecz, obracając go w dłoni. Skupiłam się. Czułam, jak Kielich mnie wzywa - jego energia była jak szept w głowie, słodki, niepokojący.
Ruszyłam przed siebie, prowadzona tym głosem. Reszta podążyła za mną bez słowa.
- To jest wasz plan? Iść za Rose? - zapytała z niedowierzaniem Clary. Jace chwycił ją za ramię, odciągając nieco na bok.
- Poszedłbym za nią nawet do piekła - powiedział cicho, z determinacją, a jego spojrzenie spotkało się z moim. Poczułam przypływ mocy, aż po kręgosłup przebiegł mi dreszcz.
W końcu zobaczyłam go - Kielich. Spoczywał na piedestale, otoczony pentagramem, który błyszczał nikłym, niepokojącym światłem.
- To pułapka - powiedział stanowczo Jace.
- Serio? Brawo za spostrzegawczość, geniuszu - warknął Sebastian, przewracając oczami.
- Zostańcie tutaj - rzuciłam spokojnie, nie odrywając wzroku od Kielicha.
- Nie pozwolę ci iść samej - zaczął Alec, ale uniosłam rękę.
- Nie przekraczajcie progu.
Zrobiłam krok do przodu. W momencie, gdy postawiłam stopę za linią drzwi, ziemia zadrżała. Obróciłam się błyskawicznie i zamknęłam wejście magiczną barierą.
Stanęłam przed pentagramem. Jego linie zaczęły drżeć... po chwili rozsypały się w pył. Spojrzałam w stronę przyjaciół. Sebastian patrzył na mnie z powagą. W jego dłoniach - fałszywy kielich.
Narysowałam runę. Prawdziwy artefakt i podróbka zamieniły się miejscami. Gdy tylko wyszłam z kręgu, pentagram powrócił na swoje miejsce.
Z wnętrza budynku dobiegł nas stukot butów. Ktoś się zbliżał.
- Coś tu nie gra - mruknął Jace, zerkając nerwowo w stronę korytarza.
- Zwijajmy się, zanim ktoś nas dorwie - dodała Clary, już gotowa do skoku przez portal.
Kiwnęłam głową i otworzyłam przejście. Wszyscy po kolei przez nie przeszli. Zostałam tylko ja i Sebastian.
- Dzięki za pomoc - powiedziałam, patrząc na niego spokojnie.
- Nadal mnie szanujesz, mimo naszej ostatniej rozmowy? - spytał z zaskoczeniem w głosie. - Tęsknię za tobą. Clary to tylko przyjaciółka, ale między nami... jest coś więcej.
Pogładził delikatnie mój policzek. Odruchowo cofnęłam głowę.
- Wydaje ci się - odpowiedziałam chłodno. Uśmiechnął się, jakby znał odpowiedź wcześniej.
- Nie, nie wydaje mi się. Wiem, że czujesz coś do Aleca. Ale on cię nie wybierze, Rose. Wciąż nie. Pomyśl... kto jest dla ciebie lepszy?
- Naprawdę mam wybierać między nocnym łowcą a demonem? Jonathanie... lepiej odpuść. Wracajmy.
- Jak chcesz.
Wszedł do portalu pierwszy. Ja zaraz za nim.
Wylądowaliśmy na placu Instytutu. W rękach nadal trzymałam Kielich.
- Trzeba go schować - odezwał się Alec.
- Chodź. Reszta niech się rozejrzy po okolicy - rzuciłam.
- Po co? - zapytał Jace z niezadowoleniem.
- Żeby upewnić się, że nikt nas nie śledzi - odpowiedział Sebastian chłodno, spoglądając na niego z góry.
- Ma rację - przytaknęła Clary.
Rozdzieliliśmy się. Ja i Alec zeszliśmy do podziemnego sejfu. Wewnątrz panował zaduch i ciemność. Pajęczyny wisiały w kątach, kurz zalegał na półkach, jakby nikt nie wchodził tu od dziesięcioleci. Alec trzymał w dłoni świecący kamień, oświetlając drogę.
Zatrzymaliśmy się przed metalowymi drzwiami. Alec otworzył je, a ja weszłam do środka.
- Masz jakiś pomysł, jak go unieszkodliwić? - zapytał, unosząc brew.
- Mam.
Wzięłam Kielich do rąk. Jego moc przenikała mnie jak fala. Skupiłam się, koncentrując energię, aż poczułam pustkę. Oddałam artefakt Alecowi.
- I co teraz? - zapytał zdezorientowany.
- Zabrałam mu moc. Bez krwi anioła nie stworzą już niczego. Clave wyśle tu swoich ludzi, by pilnowali sejfu.
- A bariera? Dasz radę zrobić taką jak na Valentine?
- Spróbuję.
Alec zamknął Kielich w sejfie. Przed oczami zamigotała mi runa. Zabrałam jego stele i narysowałam symbol na metalowej powierzchni.
- Hasło będzie się zmieniać co godzinę. Trafi do Clave w formie ognistej wiadomości i po chwili spłonie.
- A gdzie dokładnie trafi?
- Do Konsula. Musimy ją powiadomić.
Alec kiwnął głową w milczeniu.
---
W kolejnych dniach Clave podjęło decyzję: Kielich zostaje u nas. W związku z tym do Instytutu przybyli najlepsi Nocni Łowcy, gotowi go strzec za wszelką cenę.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictionRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
