72.

231 13 0
                                        

Weszłam do środka, delikatnie zamykając za sobą drzwi, które z cichym kliknięciem odcięły mnie od reszty świata.

— Co za zaszczyt — prychnął Sebastian, nawet nie podnosząc głowy. Uśmiech, który zagościł na jego twarzy, był bardziej drwiną niż wyrazem radości.

— Wiem wszystko — odparłam chłodno. — Nie będę patrzeć, jak niszczysz Lightwoodów razem z Lilith.

Unosząc rękę, odsłoniłam nadgarstek. Skóra zalśniła przez moment, ukazując znak nieskończoności — nasz pakt.

— Nasza umowa nadal obowiązuje.

Sebastian zmrużył oczy, a kąciki jego ust uniosły się w drapieżnym uśmiechu.

— Świetnie.

Spojrzałam na niego z odrazą.

— Coś ci nie pasuje? — zapytał, udając niewinność, ale w jego głosie była twarda nuta.

— Żałuję, że cię poznałam — szepnęłam, odwracając się na pięcie i wychodząc.

W sercu miałam chaos.

Dotarłam do pokoju Jace’a. Stał tyłem, zarzucając na siebie czarną kurtkę, jakby szedł na zwykły patrol.

— Jace... — zaczęłam, a mój głos zabrzmiał zbyt cicho.

Odwrócił się z uśmiechem.

— Za późno. Już się ubrałem — rzucił z przekąsem, ale mina mu zrzedła, gdy spojrzał mi w oczy. — Co się dzieje?

— Mam złe przeczucie — odparłam poważnie. — Bądź czujny. Coś... coś się dziś wydarzy.

Nie czekając na jego reakcję, ruszyłam dalej.

W kuchni zaparzyłam kawę. Palce drżały mi, gdy sięgałam po filiżankę. Usłyszałam sygnał połączenia.

— Co tam, śliczna? — Raphael odezwał się lekko, jak zawsze, zapewne z tym swoim zadziornym uśmiechem.

— Zabierz Simona i Isabelle na kontenery. Teraz — powiedziałam z napięciem w głosie.

— Co? Dlaczego? Co się dzieje?

— Zobaczysz. Bądź czujny, Rafaelu. To ważne.

— Eksperymenty? — zapytał nagle poważnie.

— Na Podziemnych. Powiedz Izzy dopiero na miejscu. Ja... ja nie będę mogła tam być. Liczę na was.

Rozłączyłam się, zanim zdążył zadać kolejne pytania. Wzięłam łyk kawy, ale smakowała jak popiół.

Do kuchni weszła Isabelle, gotowa do wyjścia. Z koszyka porwała jabłko.

— A tobie co? — spytała, unosząc brwi.

— Nic — odpowiedziałam, zmuszając się do uśmiechu.

Zmierzyła mnie uważnym spojrzeniem.

— Jak wrócę, pogadamy.

— Pewnie.

Wyszła. Gdy zniknęła za drzwiami, wypiłam kolejną kawę. I jeszcze jedną. Czas przeciekał przez palce jak piasek.

Po godzinie umyłam kubki. Spojrzałam na korytarz — Alec szedł z Lydią, uśmiechnięty, rozmawiali spokojnie, jakby nic nie miało się wydarzyć.

Schowałam się za framugą. Zacisnęłam dłonie w pięści.

Dasz radę, Rose. Ratujesz im życie. To tylko strach. Głupia anielico. Weź się w garść.

Nocna ŁowczyniOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz