56

268 11 5
                                        

Magnus wstał, spoglądając na mnie z troską. Przez chwilę jego spojrzenie mówiło więcej niż słowa.

- Przepraszam... Nie chciałam cię w to mieszać - wyszeptałam cicho, niemal bezgłośnie. Uklęknął przede mną.

- Rose, nic się nie stało. - Delikatnie otarł łzę, która spłynęła po moim policzku. - Dobrze, że mnie ostrzegłaś, nawet jeśli okazało się to fałszywym alarmem. Ważne, że mi zaufałaś. Nie płacz. Idź odpocząć.

Skinęłam głową, choć drżały mi ręce.

- Nie powinnam mówić Alecowi... - zaczęłam, głos załamał mi się w połowie zdania.

Magnus westchnął i położył dłoń na moim ramieniu.

- Wprost przeciwnie. Zrobiłaś to, co słuszne. Rano wrócisz do Instytutu, a teraz - odpocznij - powiedział łagodnie, ale stanowczo.

- Wezwij Raphaela. Muszę z nim porozmawiać - odpowiedziałam, myślami wracając do Isabelle.

- W porządku. A ty w tym czasie doprowadź się do porządku. - Uśmiechnął się słabo, a ja spojrzałam w lustro. Krew... była wszędzie. Na twarzy, szyi, ubraniach.

Wstałam i ruszyłam do pokoju. Prysznic obmył ze mnie brud i zmęczenie, choć nie zmył winy. Przebrałam się w jeansy i szary T-shirt, po czym wróciłam do salonu. Właśnie w tej chwili z portalu wyłonił się Raphael.

Podbiegłam, ignorując pulsujący ból.

- Ty idioto! - wrzasnęłam, chwytając go za kołnierz. - Nic mi nie powiedziałeś! Izzy mogła zginąć!

Magnus natychmiast mnie odciągnął, choć musiał użyć siły.

- Chciałem jej pomóc... - zaczął Raphael ze skruchą, spuszczając wzrok.

- Pomóc?! Przez ten twój jad straciła zmysły! - wyrzuciłam z siebie wściekłość, drżąc od emocji.

- Dlatego przestałem jej go dawać. - Jego głos był cichy, niemal szeptany. - Nie widziałem jej od wczoraj. Była... na głodzie.

- Przez ciebie się uzależniła! - Wskazałam na niego palcem. Magnus ledwie mnie powstrzymał, ale już nie protestowałam. - Magnus, puść mnie.

Spojrzał na mnie z wahaniem, ale w końcu kiwnął głową i puścił. Podeszłam do Raphaela i uderzyłam go otwartą dłonią w policzek.

- To za Isabelle. Dobrze, że zrozumiałeś swój błąd... chociaż zdecydowanie za późno - powiedziałam zimno i usiadłam ciężko na kanapie, czując narastający ból głowy.

„Zabiję cię, jeśli Clary się dowie..." - głos Jonathana rozbrzmiał echem w mojej głowie.

„Wyżyj się na worku treningowym, nie na mnie!" - odpowiedziałam w myślach, wściekła.

Ból ustąpił. On wdzierał się do mojej głowy, gdy byłam osłabiona. Potarłam skronie i spojrzałam na Magnusa.

- Zamyśliłaś się? - zapytał z troską.

- Nie... Potrafię porozumiewać się telepatycznie. Z aniołami, demonami, różnymi... bytami - wyjaśniłam spokojnie, widząc, jak jego oczy rozszerzają się ze zdumienia.

- To o czym teraz myśli Santiago? - zapytał z rozbawieniem.

Spojrzałam na Raphaela. Obrazy uderzyły mnie natychmiast: Isabelle w jego łóżku, ich pocałunki, potem namiętność. Wywróciłam oczami.

- Naprawdę? Isabelle? - rzuciłam z udawanym uśmiechem.

- Co zobaczyłaś? - zapytał, a w jego głosie brzmiała ciekawość i... wstyd.

- Że ci na niej zależy. Że cierpisz. I że... bardzo lubisz z nią sypiać - odpowiedziałam sucho. Magnus parsknął śmiechem.

- Telepatia i empatia. Pięknie - mruknął z podziwem.

- Wracam do Izzy. Zadzwonię, jeśli się obudzi. - Spojrzałam na Magnusa. - Masz może coś, co pomoże mi zasnąć?

Uśmiechnął się tajemniczo. W jego dłoni pojawiła się szklana fiolka. Rzucił ją w moją stronę - przyciągnęła się do mojej dłoni jak magnes.

- Dzięki. Do zobaczenia. - Pomachałam i weszłam do portalu, szepcząc do zaskoczonego Raphaela: - Władam białą magią.

Zniknęłam.

---

Upadłam na chłodną posadzkę w skrzydle szpitalnym Instytutu. Podniosłam się, przyglądając fiolce.

- Co to takiego? - zapytał Alec, podchodząc do mnie.

- Zaraz się przekonam. - Odkręciłam korek i wypiłam całą zawartość. Ciepło rozlało się po moim ciele, ból zniknął, energia wróciła. Wrzuciłam pustą fiolkę do kosza i usiadłam na drugim łóżku.

- Co powiedział ci Cichy Brat? - zapytałam, wbijając w niego spojrzenie.

Milczał chwilę, po czym westchnął.

- Maść z ziół na ranę. Trzeba ją smarować kilka razy dziennie. Gorączkę zbijać zimną wodą i... czekać.

- Rozumiem - skinęłam głową i wyszłam, by wziąć zeszyt.

Gdy wróciłam, Alec spał. Zgasiłam światło, zostawiłam tylko lampkę. Zaczęłam zapisywać wszystko, co mówił o opiece nad Izzy. Na drugiej stronie zaczęłam obliczać... Za ile może zaatakować Valentine?

Wyszło mi: dwa tygodnie.

Będzie musiał zebrać armię od nowa. Zmieni plan. Może ofiara... Ale jedno było pewne: musimy odnaleźć ostatni Dar Anioła - Lustro - zanim zrobi to on.

---

- Rose... Rose, ja nie chciałam... Niech to się skończy... Proszę, chcę się obudzić... - myśli Isabelle przeniknęły do mojej głowy.

- Izzy, słyszę cię. Dasz radę. - Spojrzałam przez okno. Świtało.

Isabelle poruszyła powiekami. W końcu otworzyła oczy.

- Jak to możliwe? - zapytała szeptem.

- Telepatia. - Uśmiechnęłam się lekko.

- A o czym on myśli? - wskazała na Aleca, który spał obok.

Zamknęłam oczy. Alec miał przed oczami Izzy... zakrwawioną na podłodze. Potem mnie. Jego serce było przepełnione gniewem... i poczuciem winy.

- Martwi się o ciebie. I jest na siebie wściekły, że do tego dopuścił - odpowiedziałam.

- Podziel się tym darem - szepnęła. Uśmiechnęłam się szerzej.

- Opieprzyłam Raphaela. Między wami coś jest, prawda?

Zarumieniła się, ale zamiast zaprzeczyć, spuściła wzrok.

- Nie chcę o tym myśleć... Zrzuciłam cię z piętra... Leżałaś zakrwawiona... Przepraszam. Kocham cię jak siostrę. Rose... wybacz mi.

Złapała moją dłoń. Jej głos się załamał.

- Nie byłaś sobą. Nie masz za co przepraszać - powiedziałam, a ona skinęła głową, ocierając łzę.

- Dasz radę związać włosy? - zapytałam, sięgając po maść.

Zrobiła niedbałego koka. Nałożyłam maść na ranę, a ona skrzywiła się z bólu.

- Idę po ręcznik. - Szturchnęłam Aleca. - Izzy się obudziła.

Otworzył oczy i spojrzał na siostrę. Na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.

Odeszłam na koniec sali, szukając ręcznika. W końcu... coś się zaczynało naprawiać.

Nocna ŁowczyniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz