Magnus wstał, spoglądając na mnie z troską. Przez chwilę jego spojrzenie mówiło więcej niż słowa.
- Przepraszam... Nie chciałam cię w to mieszać - wyszeptałam cicho, niemal bezgłośnie. Uklęknął przede mną.
- Rose, nic się nie stało. - Delikatnie otarł łzę, która spłynęła po moim policzku. - Dobrze, że mnie ostrzegłaś, nawet jeśli okazało się to fałszywym alarmem. Ważne, że mi zaufałaś. Nie płacz. Idź odpocząć.
Skinęłam głową, choć drżały mi ręce.
- Nie powinnam mówić Alecowi... - zaczęłam, głos załamał mi się w połowie zdania.
Magnus westchnął i położył dłoń na moim ramieniu.
- Wprost przeciwnie. Zrobiłaś to, co słuszne. Rano wrócisz do Instytutu, a teraz - odpocznij - powiedział łagodnie, ale stanowczo.
- Wezwij Raphaela. Muszę z nim porozmawiać - odpowiedziałam, myślami wracając do Isabelle.
- W porządku. A ty w tym czasie doprowadź się do porządku. - Uśmiechnął się słabo, a ja spojrzałam w lustro. Krew... była wszędzie. Na twarzy, szyi, ubraniach.
Wstałam i ruszyłam do pokoju. Prysznic obmył ze mnie brud i zmęczenie, choć nie zmył winy. Przebrałam się w jeansy i szary T-shirt, po czym wróciłam do salonu. Właśnie w tej chwili z portalu wyłonił się Raphael.
Podbiegłam, ignorując pulsujący ból.
- Ty idioto! - wrzasnęłam, chwytając go za kołnierz. - Nic mi nie powiedziałeś! Izzy mogła zginąć!
Magnus natychmiast mnie odciągnął, choć musiał użyć siły.
- Chciałem jej pomóc... - zaczął Raphael ze skruchą, spuszczając wzrok.
- Pomóc?! Przez ten twój jad straciła zmysły! - wyrzuciłam z siebie wściekłość, drżąc od emocji.
- Dlatego przestałem jej go dawać. - Jego głos był cichy, niemal szeptany. - Nie widziałem jej od wczoraj. Była... na głodzie.
- Przez ciebie się uzależniła! - Wskazałam na niego palcem. Magnus ledwie mnie powstrzymał, ale już nie protestowałam. - Magnus, puść mnie.
Spojrzał na mnie z wahaniem, ale w końcu kiwnął głową i puścił. Podeszłam do Raphaela i uderzyłam go otwartą dłonią w policzek.
- To za Isabelle. Dobrze, że zrozumiałeś swój błąd... chociaż zdecydowanie za późno - powiedziałam zimno i usiadłam ciężko na kanapie, czując narastający ból głowy.
„Zabiję cię, jeśli Clary się dowie..." - głos Jonathana rozbrzmiał echem w mojej głowie.
„Wyżyj się na worku treningowym, nie na mnie!" - odpowiedziałam w myślach, wściekła.
Ból ustąpił. On wdzierał się do mojej głowy, gdy byłam osłabiona. Potarłam skronie i spojrzałam na Magnusa.
- Zamyśliłaś się? - zapytał z troską.
- Nie... Potrafię porozumiewać się telepatycznie. Z aniołami, demonami, różnymi... bytami - wyjaśniłam spokojnie, widząc, jak jego oczy rozszerzają się ze zdumienia.
- To o czym teraz myśli Santiago? - zapytał z rozbawieniem.
Spojrzałam na Raphaela. Obrazy uderzyły mnie natychmiast: Isabelle w jego łóżku, ich pocałunki, potem namiętność. Wywróciłam oczami.
- Naprawdę? Isabelle? - rzuciłam z udawanym uśmiechem.
- Co zobaczyłaś? - zapytał, a w jego głosie brzmiała ciekawość i... wstyd.
- Że ci na niej zależy. Że cierpisz. I że... bardzo lubisz z nią sypiać - odpowiedziałam sucho. Magnus parsknął śmiechem.
- Telepatia i empatia. Pięknie - mruknął z podziwem.
- Wracam do Izzy. Zadzwonię, jeśli się obudzi. - Spojrzałam na Magnusa. - Masz może coś, co pomoże mi zasnąć?
Uśmiechnął się tajemniczo. W jego dłoni pojawiła się szklana fiolka. Rzucił ją w moją stronę - przyciągnęła się do mojej dłoni jak magnes.
- Dzięki. Do zobaczenia. - Pomachałam i weszłam do portalu, szepcząc do zaskoczonego Raphaela: - Władam białą magią.
Zniknęłam.
---
Upadłam na chłodną posadzkę w skrzydle szpitalnym Instytutu. Podniosłam się, przyglądając fiolce.
- Co to takiego? - zapytał Alec, podchodząc do mnie.
- Zaraz się przekonam. - Odkręciłam korek i wypiłam całą zawartość. Ciepło rozlało się po moim ciele, ból zniknął, energia wróciła. Wrzuciłam pustą fiolkę do kosza i usiadłam na drugim łóżku.
- Co powiedział ci Cichy Brat? - zapytałam, wbijając w niego spojrzenie.
Milczał chwilę, po czym westchnął.
- Maść z ziół na ranę. Trzeba ją smarować kilka razy dziennie. Gorączkę zbijać zimną wodą i... czekać.
- Rozumiem - skinęłam głową i wyszłam, by wziąć zeszyt.
Gdy wróciłam, Alec spał. Zgasiłam światło, zostawiłam tylko lampkę. Zaczęłam zapisywać wszystko, co mówił o opiece nad Izzy. Na drugiej stronie zaczęłam obliczać... Za ile może zaatakować Valentine?
Wyszło mi: dwa tygodnie.
Będzie musiał zebrać armię od nowa. Zmieni plan. Może ofiara... Ale jedno było pewne: musimy odnaleźć ostatni Dar Anioła - Lustro - zanim zrobi to on.
---
- Rose... Rose, ja nie chciałam... Niech to się skończy... Proszę, chcę się obudzić... - myśli Isabelle przeniknęły do mojej głowy.
- Izzy, słyszę cię. Dasz radę. - Spojrzałam przez okno. Świtało.
Isabelle poruszyła powiekami. W końcu otworzyła oczy.
- Jak to możliwe? - zapytała szeptem.
- Telepatia. - Uśmiechnęłam się lekko.
- A o czym on myśli? - wskazała na Aleca, który spał obok.
Zamknęłam oczy. Alec miał przed oczami Izzy... zakrwawioną na podłodze. Potem mnie. Jego serce było przepełnione gniewem... i poczuciem winy.
- Martwi się o ciebie. I jest na siebie wściekły, że do tego dopuścił - odpowiedziałam.
- Podziel się tym darem - szepnęła. Uśmiechnęłam się szerzej.
- Opieprzyłam Raphaela. Między wami coś jest, prawda?
Zarumieniła się, ale zamiast zaprzeczyć, spuściła wzrok.
- Nie chcę o tym myśleć... Zrzuciłam cię z piętra... Leżałaś zakrwawiona... Przepraszam. Kocham cię jak siostrę. Rose... wybacz mi.
Złapała moją dłoń. Jej głos się załamał.
- Nie byłaś sobą. Nie masz za co przepraszać - powiedziałam, a ona skinęła głową, ocierając łzę.
- Dasz radę związać włosy? - zapytałam, sięgając po maść.
Zrobiła niedbałego koka. Nałożyłam maść na ranę, a ona skrzywiła się z bólu.
- Idę po ręcznik. - Szturchnęłam Aleca. - Izzy się obudziła.
Otworzył oczy i spojrzał na siostrę. Na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.
Odeszłam na koniec sali, szukając ręcznika. W końcu... coś się zaczynało naprawiać.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
Hayran KurguRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
