66.

238 10 0
                                        

Podeszłam powoli, stając naprzeciwko Konsul. Kobieta spojrzała na mnie chłodno, z lekkim uniesieniem brwi. Miała w sobie coś niepokojącego - sztywność ruchów, formalność, jakby każda sekunda rozmowy z nami była wyłącznie obowiązkiem.

- Dzień dobry - powiedziałam grzecznie, unosząc podbródek. - Co panią do nas sprowadza?

- Przyjechałam sprawdzić, jak sobie radzicie - odparła oschle, wodząc spojrzeniem po korytarzu. - Widzę, że Lydia trzyma wszystko pod kontrolą.

Metaliczny smak pojawił się na moim języku nagle, niepokojąco. Głowa lekko mi się zakręciła. Odwróciłam wzrok, dostrzegając nadchodzącą Lydię w towarzystwie Aleca. Ich sylwetki zbliżały się spokojnie, ale dla mnie wyglądały jak zwiastun kłopotów. Serce zaczęło bić szybciej, a żołądek ścisnął się nieprzyjemnie.

Miałam dwa wyjścia: zniknąć i wzbudzić podejrzenia albo poprosić o pomoc Jonathana.

Zacisnęłam zęby. Niech będzie.

- Sebastianie, potrzebuję pomocy-odparłam w myślach.

- Co się dzieje? - jego głos w głowie był zaniepokojony.

- Jestem na głównym korytarzu z Konsul. Źle się czuję. Przyjdź po mnie, proszę.

- To nie będzie podejrzane?

- Powiesz, że musimy porozmawiać.

Nie odpowiedział. Po prostu zniknął z mojej głowy. W tym momencie Lydia stanęła obok nas, wyprostowana, jakby połknęła kij.

- Witam, Konsul. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Ja oraz pan Lightwood mamy wszystko dopięte na ostatni guzik - powiedziała z dumą.

- Wyśmienicie - odparła Konsul, zerkając na mnie uważnie. - Ale jestem tu głównie w sprawie Rose Gold.

Unikałam jej wzroku, ale nie mogłam tego przeciągać. Uniosłam spojrzenie.

- Dałaś radę namierzyć Kielich. Dasz radę również z Mieczem? - zapytała, przechylając głowę.

- Mogę spróbować... ale nic nie obiecuję.

- Przynajmniej tyle. A teraz chciałabym porozmawiać z Isabelle Lightwood. Proszę ją przyprowadzić do biblioteki.

W tym momencie pojawił się Sebastian.

- Rose, musimy porozmawiać - powiedział z chłodną pewnością siebie.

- Przepraszam na chwilę - rzuciłam Konsul i ruszyłam za nim. Weszliśmy do mojego pokoju. Zamknął za nami drzwi.

- Dziękuję - powiedziałam cicho, opierając się o ścianę. Czułam, że zaraz zwymiotuję. Bez słowa pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam krwią.

---

Drzwi skrzypnęły. Usłyszałam znajomy głos.

- Co robisz w pokoju Rose? - spytał Jace. - Gdzie ona jest?

Zanim zdążyłam wyjść, Sebastian już odpowiadał, tonem pełnym złośliwej zabawy.

- A ty co tu robisz, Herondale? - mruknął.

- Jeśli coś jej zrobiłeś...

- Ja? - przerwał mu Sebastian. - To Alec ją krzywdzi. Mimo rozmowy dalej ją rani.

- To nie twoja sprawa.

- A jednak moja - odparł Jonathan. - Bo ją kocham. Martwię się o nią. Widzę, kiedy jest z nią źle.

Zamarło we mnie powietrze. Wytarłam usta i spojrzałam w lustro. Krew już zniknęła, ale cienie pod oczami mówiły wszystko.

- Zna Aleca dłużej. Ciebie ledwo zna - rzucił Jace lodowato.

Opuściłam łazienkę i stanęłam w progu. Obaj odwrócili się w moją stronę.

- Jace? - spytałam zaskoczona. - Coś się stało?

- Chciałem z tobą porozmawiać. Na osobności - powiedział poważnie, nie spuszczając wzroku z Sebastiana.

Kiwnęłam głową, a Sebastian podszedł do drzwi.

- Dzięki jeszcze raz - powiedziałam.

- Uważaj na siebie - rzucił przez ramię i zniknął za drzwiami.

Usiadłam na łóżku, krzyżując ramiona.

- Mów.

- Za co mu dziękowałaś? - zapytał podejrzliwie.

- Pomógł mi zniknąć sprzed oczu Konsul. Źle się czułam - westchnęłam. - Musiałam się wycofać.

- Dlaczego? - Jego ton stał się ostrzejszy.

- Wczoraj byłam na przyjęciu... Sam wiesz. Po raz pierwszy od dawna piłam. I... nie tylko piłam - dodałam ciszej.

Zmrużył oczy.

- Co jeszcze?

- Paliłam. Potrzebowałam się wyluzować.

Jace zmarszczył brwi. - Zabiłaś demona na haju?

Uśmiechnęłam się półgębkiem.

- Na to wygląda.

Podszedł bliżej, chwycił mnie za nadgarstek.

- Skąd ta krew?

Zamilkłam, a potem cicho odparłam:

- To... efekt uboczny. Kiedy jestem wściekła, rozwalam wszystko wokół. Ale jeśli trzymam to w sobie - mój organizm się rozpada. Używki tylko pogarszają sprawę, ale minie... Do wieczora będzie lepiej.

Patrzył na mnie długo, jakby próbował ocenić, czy kłamię.

- Nie możesz iść na patrol.

- Muszę. Nie powiem Konsul, że jestem słaba. Nie dam jej tej satysfakcji.

- Konsul? - spytał zaskoczony.

- Tak. Przyjechała. Wzięła Izzy na rozmowę. Z tobą pewnie też będzie chciała pogadać.

Zawahałam się, a potem dodałam:

- Jace... proszę, nie mów nikomu. Nawet Alecowi.

Jego spojrzenie złagodniało.

- Dobrze. Obiecuję.

Przez chwilę panowała cisza. Jace odwrócił wzrok, patrząc przez okno.

- Uważaj na Sebastiana - rzucił cicho. - Nie ufam mu. Za bardzo interesuje się Clary.

Westchnęłam i wywróciłam oczami.

- Przestań. Po prostu chce jej pomóc. Nie lubi jej w ten sposób.

- A w jaki?

Spojrzałam mu prosto w oczy.

- Jak przyjaciółkę.

Jego twarz na moment stwardniała, ale nie powiedział nic.

- Nie dam nikomu was skrzywdzić - powiedziałam w końcu. - Ani Clary, ani ciebie, ani Izzy, Aleca czy Maxa. Nie pozwolę na to.

Podszedł do drzwi.

- Odpocznij. Wpadnę za trzy godziny.

- Dobrze.

Drzwi zamknęły się za nim cicho. Położyłam się na łóżku i od razu zasnęłam.

---

Śnił mi się magazyn. Fotel, do którego przywiązano wampira. Obok stał człowiek i Nocny Łowca. Z mroku wyłoniły się fioletowe oczy - nierealne, obce.

Zerwałam się z łóżka. Zerknęłam na zegarek - jeszcze godzina do wyjścia.

Weszłam do łazienki. Ciepła kąpiel otuliła mnie jak kokon. Przez chwilę czułam się bezpieczna.

Po trzydziestu minutach wyszłam z wody. W szlafroku podeszłam do szafy, wyjęłam strój bojowy i wróciłam do łazienki, przygotowując się na nocny patrol. Czekała mnie jeszcze jedna bitwa - nie tylko z demonami, ale i z samą sobą.

Nocna ŁowczyniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz