Podeszłam powoli, stając naprzeciwko Konsul. Kobieta spojrzała na mnie chłodno, z lekkim uniesieniem brwi. Miała w sobie coś niepokojącego - sztywność ruchów, formalność, jakby każda sekunda rozmowy z nami była wyłącznie obowiązkiem.
- Dzień dobry - powiedziałam grzecznie, unosząc podbródek. - Co panią do nas sprowadza?
- Przyjechałam sprawdzić, jak sobie radzicie - odparła oschle, wodząc spojrzeniem po korytarzu. - Widzę, że Lydia trzyma wszystko pod kontrolą.
Metaliczny smak pojawił się na moim języku nagle, niepokojąco. Głowa lekko mi się zakręciła. Odwróciłam wzrok, dostrzegając nadchodzącą Lydię w towarzystwie Aleca. Ich sylwetki zbliżały się spokojnie, ale dla mnie wyglądały jak zwiastun kłopotów. Serce zaczęło bić szybciej, a żołądek ścisnął się nieprzyjemnie.
Miałam dwa wyjścia: zniknąć i wzbudzić podejrzenia albo poprosić o pomoc Jonathana.
Zacisnęłam zęby. Niech będzie.
- Sebastianie, potrzebuję pomocy-odparłam w myślach.
- Co się dzieje? - jego głos w głowie był zaniepokojony.
- Jestem na głównym korytarzu z Konsul. Źle się czuję. Przyjdź po mnie, proszę.
- To nie będzie podejrzane?
- Powiesz, że musimy porozmawiać.
Nie odpowiedział. Po prostu zniknął z mojej głowy. W tym momencie Lydia stanęła obok nas, wyprostowana, jakby połknęła kij.
- Witam, Konsul. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Ja oraz pan Lightwood mamy wszystko dopięte na ostatni guzik - powiedziała z dumą.
- Wyśmienicie - odparła Konsul, zerkając na mnie uważnie. - Ale jestem tu głównie w sprawie Rose Gold.
Unikałam jej wzroku, ale nie mogłam tego przeciągać. Uniosłam spojrzenie.
- Dałaś radę namierzyć Kielich. Dasz radę również z Mieczem? - zapytała, przechylając głowę.
- Mogę spróbować... ale nic nie obiecuję.
- Przynajmniej tyle. A teraz chciałabym porozmawiać z Isabelle Lightwood. Proszę ją przyprowadzić do biblioteki.
W tym momencie pojawił się Sebastian.
- Rose, musimy porozmawiać - powiedział z chłodną pewnością siebie.
- Przepraszam na chwilę - rzuciłam Konsul i ruszyłam za nim. Weszliśmy do mojego pokoju. Zamknął za nami drzwi.
- Dziękuję - powiedziałam cicho, opierając się o ścianę. Czułam, że zaraz zwymiotuję. Bez słowa pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam krwią.
---
Drzwi skrzypnęły. Usłyszałam znajomy głos.
- Co robisz w pokoju Rose? - spytał Jace. - Gdzie ona jest?
Zanim zdążyłam wyjść, Sebastian już odpowiadał, tonem pełnym złośliwej zabawy.
- A ty co tu robisz, Herondale? - mruknął.
- Jeśli coś jej zrobiłeś...
- Ja? - przerwał mu Sebastian. - To Alec ją krzywdzi. Mimo rozmowy dalej ją rani.
- To nie twoja sprawa.
- A jednak moja - odparł Jonathan. - Bo ją kocham. Martwię się o nią. Widzę, kiedy jest z nią źle.
Zamarło we mnie powietrze. Wytarłam usta i spojrzałam w lustro. Krew już zniknęła, ale cienie pod oczami mówiły wszystko.
- Zna Aleca dłużej. Ciebie ledwo zna - rzucił Jace lodowato.
Opuściłam łazienkę i stanęłam w progu. Obaj odwrócili się w moją stronę.
- Jace? - spytałam zaskoczona. - Coś się stało?
- Chciałem z tobą porozmawiać. Na osobności - powiedział poważnie, nie spuszczając wzroku z Sebastiana.
Kiwnęłam głową, a Sebastian podszedł do drzwi.
- Dzięki jeszcze raz - powiedziałam.
- Uważaj na siebie - rzucił przez ramię i zniknął za drzwiami.
Usiadłam na łóżku, krzyżując ramiona.
- Mów.
- Za co mu dziękowałaś? - zapytał podejrzliwie.
- Pomógł mi zniknąć sprzed oczu Konsul. Źle się czułam - westchnęłam. - Musiałam się wycofać.
- Dlaczego? - Jego ton stał się ostrzejszy.
- Wczoraj byłam na przyjęciu... Sam wiesz. Po raz pierwszy od dawna piłam. I... nie tylko piłam - dodałam ciszej.
Zmrużył oczy.
- Co jeszcze?
- Paliłam. Potrzebowałam się wyluzować.
Jace zmarszczył brwi. - Zabiłaś demona na haju?
Uśmiechnęłam się półgębkiem.
- Na to wygląda.
Podszedł bliżej, chwycił mnie za nadgarstek.
- Skąd ta krew?
Zamilkłam, a potem cicho odparłam:
- To... efekt uboczny. Kiedy jestem wściekła, rozwalam wszystko wokół. Ale jeśli trzymam to w sobie - mój organizm się rozpada. Używki tylko pogarszają sprawę, ale minie... Do wieczora będzie lepiej.
Patrzył na mnie długo, jakby próbował ocenić, czy kłamię.
- Nie możesz iść na patrol.
- Muszę. Nie powiem Konsul, że jestem słaba. Nie dam jej tej satysfakcji.
- Konsul? - spytał zaskoczony.
- Tak. Przyjechała. Wzięła Izzy na rozmowę. Z tobą pewnie też będzie chciała pogadać.
Zawahałam się, a potem dodałam:
- Jace... proszę, nie mów nikomu. Nawet Alecowi.
Jego spojrzenie złagodniało.
- Dobrze. Obiecuję.
Przez chwilę panowała cisza. Jace odwrócił wzrok, patrząc przez okno.
- Uważaj na Sebastiana - rzucił cicho. - Nie ufam mu. Za bardzo interesuje się Clary.
Westchnęłam i wywróciłam oczami.
- Przestań. Po prostu chce jej pomóc. Nie lubi jej w ten sposób.
- A w jaki?
Spojrzałam mu prosto w oczy.
- Jak przyjaciółkę.
Jego twarz na moment stwardniała, ale nie powiedział nic.
- Nie dam nikomu was skrzywdzić - powiedziałam w końcu. - Ani Clary, ani ciebie, ani Izzy, Aleca czy Maxa. Nie pozwolę na to.
Podszedł do drzwi.
- Odpocznij. Wpadnę za trzy godziny.
- Dobrze.
Drzwi zamknęły się za nim cicho. Położyłam się na łóżku i od razu zasnęłam.
---
Śnił mi się magazyn. Fotel, do którego przywiązano wampira. Obok stał człowiek i Nocny Łowca. Z mroku wyłoniły się fioletowe oczy - nierealne, obce.
Zerwałam się z łóżka. Zerknęłam na zegarek - jeszcze godzina do wyjścia.
Weszłam do łazienki. Ciepła kąpiel otuliła mnie jak kokon. Przez chwilę czułam się bezpieczna.
Po trzydziestu minutach wyszłam z wody. W szlafroku podeszłam do szafy, wyjęłam strój bojowy i wróciłam do łazienki, przygotowując się na nocny patrol. Czekała mnie jeszcze jedna bitwa - nie tylko z demonami, ale i z samą sobą.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictionRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
