Słońce uderzyło mnie prosto w oczy. Zacisnęłam powieki, osłaniając twarz dłonią. Drugą kurczowo trzymałam się drabinki. Metal był jeszcze chłodny od nocy. Wspięłam się na dach, czując, jak serce bije mi szybciej - nie ze zmęczenia, ale z napięcia. Przyglądałam się reszcie, próbując zapanować nad burzą w głowie.
Jace rozmawiał z Clary. Ich głosy były stłumione, jakby świat jeszcze nie zdążył się obudzić. Alec milczał, patrzył na Izzy, która klęczała przy Simonie. W jego spojrzeniu kryła się troska. Ja usiadłam na drugim krańcu dachu, wtapiając wzrok w świt. Miasto przeciągało się ospale, jakby nie wiedziało, co czeka je dziś.
- Mogę się dosiąść? - zapytała cicho Clary. Jej głos był niepewny, jakby bała się zakłócić ciszę.
- Pewnie - odparłam i poklepałam miejsce obok siebie. Czułam jej obecność jeszcze zanim usiadła. Pachniała dymem i czymś słodkim, znajomym.
- Dlaczego zabrali moją mamę?..
Zadrżała. Jej palce nerwowo gniotły rąbek bluzy.
- Bo ukradła Valentinowi Kielich Anioła - spojrzałam jej prosto w oczy. - Ty wiesz, gdzie on jest. Musi ci wrócić pamięć - dodałam miękko, ale stanowczo.
Milczała. Z jej twarzy nie dało się nic wyczytać, ale jej oczy... były jak otwarte rany.
---
Gdy wróciliśmy do Instytutu, panowała tam niemal grobowa cisza. Clary czuwała przy śpiącym Simonie, nie spuszczając z niego wzroku. Jace krzątał się niespokojnie, jakby szukał czegoś, czego nie potrafił nazwać. Isabelle zniknęła po jedzenie. Ja przebrałam się w dżinsy i czerwony t-shirt, a potem - razem z Alekiem - poszłam do Magnusa.
W jego mieszkaniu powietrze pachniało magią i lawendą. Bane siedział na kanapie, pogrążony w myślach, jakby cały świat nie istniał. Gdy Alec zamknął za nami drzwi, uniósł głowę i spojrzał na mnie. W jego oczach było coś, co zmroziło mi krew w żyłach.
- Powinnaś się przespać - powiedział cicho. - Wybieram się do Rzymu, popytać o Gabriela. Jeśli chcesz, pokój numer 5 jest do twojej dyspozycji.
Skinęłam głową. Bez słowa stworzył portal i zniknął.
---
Pokój był piękny. Niemal bajkowy. Srebrno-białe barwy, obrazy symboli, baldachim, regał pełen książek. Ale ja nie czułam nic. Byłam pusta. Jakby ktoś wyssał ze mnie emocje, zostawiając tylko wspomnienia.
Zsunęłam buty i położyłam się do łóżka, naciągając na siebie kołdrę. Zasnęłam natychmiast - jak kamień wrzucony w głęboką wodę.
Śnił mi się anioł. Stał na środku jeziora w Idrisie. Cisza, jaka go otaczała, była przerażająca. W dłoni trzymał Kielich Anioła. Spojrzał na mnie tak głęboko, że aż zadrżałam.
- Kim jestem? - wyszeptałam.
Nie odpowiedział. Podał mi kielich. Gdy go dotknęłam, zobaczyłam twarz Jocelyn... Usiadłam gwałtownie, serce waliło mi w piersi jak młot. Oddychałam ciężko, jak po biegu.
Alec spał obok. Leżał odwrócony do mnie plecami. Spojrzałam na zegar. Piętnasta. Cicho wstałam i wyszłam.
W salonie siedział Magnus. Usiadłam obok niego bez słowa. Nie zapytał, czy śniło mi się coś złego. On wiedział.
- Chcesz złe czy dobre wiadomości? - zapytał łagodnie.
- Złe - odpowiedziałam od razu. Bo nadzieja bolała bardziej.
- Odnalazłem twoją rodzinę. Przykro mi... Krąg zabił ich szesnaście lat temu. Twoja matka, Annabelle Gold, była związana z magią. Wzywała anioły. Twojego ojca nie znam.
Nie płakałam. Przez chwilę tylko siedziałam, a potem... łzy po prostu same popłynęły. Ciche, gorące, prawdziwe.
- Valentine ją zabił, prawda?-Spytałam przez łzy
- Tak. Ale dobra wiadomość... Jesteś inna, Rose. Możesz być aniołem.
- Jestem Nocną Łowczynią. Pół aniołem, pół człowiekiem - otarłam łzy. Ale głos mi się łamał.
- A jeśli twój ojciec był Gabrielem... możesz być w większości aniołem.
Zamknęłam oczy. Zawroty głowy, dreszcze... Chciałam się śmiać, krzyczeć, uciec.
- To chore - wyszeptałam, opierając głowę o jego ramię. - Wczoraj... mogłam zrobić coś Alecowi. Coś... nie-ludzkiego.
- Widziałem. I to tylko potwierdza teorię o twoim ojcu.
- W Instytucie... miałam magiczny kamień...
- Rose - wszedł Alec. - Jace dzwonił. Musimy wracać.
- Alec, daj mi kamień - poprosiłam.
Rzucił mi go po chwili. Zamknęłam oczy, myśląc o aniele, róży, kolcach... o pierścieniu.
Gdy otworzyłam oczy, kamień lewitował. Świecił złotym, potem różowym, czerwonym, zielonym... srebrnym... i wreszcie znów biało. Opadł miękko w moje dłonie.
- Ostatnio był tylko biały, złoty, różowy i zielony - powiedziałam cicho. Magnus wyglądał, jakby zapomniał oddychać.
- Potrzebuję twojej krwi - szepnął.
Nie zapytałam dlaczego. Podałam mu rękę. Kiedy zakończył, narysowałam sobie iratze.
- Daj znać, jak coś znajdziesz - powiedziałam, wstając.
- Pewnie, biszkopciku - uśmiechnął się słabo.
---
Wyszliśmy z Alekiem z budynku. Dałam mu kamień. Szliśmy razem, w ciszy. Instytut wyglądał jak twierdza przed burzą. Jace stał przed drzwiami z Clary.
- Chyba wiem, gdzie jest Kielich - powiedziała nagle rudowłosa.
- W jednym z obrazów - wyrwało mi się, zanim zdążyłam pomyśleć. Spojrzałam na swój nadgarstek. - Dorothea miała karty tarota z Kielichem. Dostała je od twojej matki, prawda?
Clary zmarszczyła brwi.
- Skąd wiesz?
Zawahałam się. Ból w piersi wrócił.
- Zgaduję... Trochę znałam twoją matkę.
- Dobra, to się zbieramy - rzuciła Izzy i ruszyliśmy.
---
Dorothea wpuściła tylko mnie i Clary. Gdy rudowłosa wyciągnęła kartę i wsunęła do niej rękę, serce mi zamarło. Wydobyła Kielich. Wtedy oczy wiedźmy pociemniały, macka zablokowała drzwi.
Krzyk Clary...Ruch... Instynkt...
Odepchnęłam ją. Kielich spadł. Macka go złapała. Rzuciłam się na nią, wyrwałam Kielich, rzuciłam go Clary. Poczułam ból. Ostrzy pazurów w moich plecach. Upadłam.
- Raziel - wyszeptałam. Mój scyzoryk zabłysnął i poleciał w potwora.
Drzwi runęły. Wpadł Jace. Alec strzelił. Izzy przecięła bestię.
Clary schowała Kielich z powrotem do karty.
Obok mnie uklękła Izzy.
- Na Anioła... - rysowała iratze. Nie działało. Moje runy zaczęły świecić. Wszystko było jasne... i ciche.
Jace i Clary wyszli została tylko Izzy oraz Alec.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
Hayran KurguRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
