78.

259 16 2
                                        

Cisza była duszna, gęsta jak mgła. Napięcie wisiało w powietrzu.

- Lydia wyjechała, a Marisa przejmuje na razie instytut - odezwał się Alec, splatając ręce na piersi. - Rose to moja przyjaciółka. Nie zostawię jej samej.

- Chyba nie tylko przyjaciółka... - mruknął Jace z półuśmiechem, unosząc brew.

Wtedy podeszłam. Spod długich włosów wystawała opuchnięta twarz. Oczy czerwone od łez, głos zachrypnięty.

- Hej... - wyszeptałam, łamiąc ciszę.

- Rose? - Alec obrócił się błyskawicznie. W jego oczach była mieszanka ulgi i zaskoczenia.

- Płakałaś - zauważył Jace, marszcząc brwi.- Co się stało? - dodał z troską.

- Możemy porozmawiać... u mnie? - zapytałam cicho.

Odwróciłam się, wycierając łzy. Chłopcy poszli za mną bez słowa.

W moim pokoju Alec, jak zawsze czujny, obejrzał każde miejsce.

Zajrzał pod łóżko, otworzył szafę, sprawdził łazienkę.

- Nikogo tu nie ma - stwierdził.

- Bo to nie tu - mruknęłam i podeszłam do ściany.

Wydobyłam stelę i nakreśliłam swoje imię. Runa rozbłysła jasnym światłem i zniknęła wraz z fragmentem ściany, odsłaniając ukryte przejście.

- Gdzie nas prowadzisz? - zapytał Alec zaskoczony.

- Powiem na miejscu.

Korytarz był wąski, oświetlony pojedynczymi, bladymi światłami runicznymi. Pachniało kurzem i wilgocią. Po chwili dotarliśmy do mojej kryjówki.

To było nieduże pomieszczenie, ale urządzone z dbałością o każdy szczegół.

W kącie stała przytulna kanapa obita ciemnozielonym welurem, nad nią wisiała tablica korkowa pełna notatek, fotografii, map i sznurków łączących imiona z wydarzeniami. Na biurku leżały porozrzucane dokumenty, raporty i ręcznie pisane notatki w starym języku. Obok - stara lampa z żółtym światłem rzucała ciepły cień na ściany. W kącie znajdowała się mała biblioteczka z księgami run, eliksirów i prywatnych zapisków.

To było moje miejsce. Moja przystań.

Usiadłam ciężko na kanapie.

- Co to za miejsce? - zapytał Alec, rozglądając się po ścianach.

- Moja kryjówka - odparłam cicho. - Jedyna, gdzie mogę być sobą.

- A teraz powiedz... dlaczego płakałaś? I jak to możliwe, że jesteś zdrowa? - usiadł obok, pochylając się ku mnie.

- Magnus dał mi próbkę eksperymentalnego leku. To nieistotne. Działa - odparłam nerwowo, bawiąc się palcami.

- Ale powód łez był inny - Jace przyklęknął przy tablicy, oglądając jeden z rysunków.

Zacisnęłam usta.

- Bo będę za wami tęsknić.

- Dlaczego? - Alec przyjrzał mi się uważnie. - Wpakowałaś się w coś?

- Jonathan... zagroził, że jeśli nie wyjadę do niedzieli, skrzywdzi was.

- Żebym ja mu czegoś nie zrobił - warknął Jace.

- Już raz go zabiłeś. A ja skończyłam w piekle - przypomniałam chłodno.

- Ale nie możemy cię znowu stracić - Alec mówił cicho, ale stanowczo. - Jesteś dla nas ważna. Jesteś... dla mnie ważna.

Nocna ŁowczyniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz