Cisza była duszna, gęsta jak mgła. Napięcie wisiało w powietrzu.
- Lydia wyjechała, a Marisa przejmuje na razie instytut - odezwał się Alec, splatając ręce na piersi. - Rose to moja przyjaciółka. Nie zostawię jej samej.
- Chyba nie tylko przyjaciółka... - mruknął Jace z półuśmiechem, unosząc brew.
Wtedy podeszłam. Spod długich włosów wystawała opuchnięta twarz. Oczy czerwone od łez, głos zachrypnięty.
- Hej... - wyszeptałam, łamiąc ciszę.
- Rose? - Alec obrócił się błyskawicznie. W jego oczach była mieszanka ulgi i zaskoczenia.
- Płakałaś - zauważył Jace, marszcząc brwi.- Co się stało? - dodał z troską.
- Możemy porozmawiać... u mnie? - zapytałam cicho.
Odwróciłam się, wycierając łzy. Chłopcy poszli za mną bez słowa.
W moim pokoju Alec, jak zawsze czujny, obejrzał każde miejsce.
Zajrzał pod łóżko, otworzył szafę, sprawdził łazienkę.
- Nikogo tu nie ma - stwierdził.
- Bo to nie tu - mruknęłam i podeszłam do ściany.
Wydobyłam stelę i nakreśliłam swoje imię. Runa rozbłysła jasnym światłem i zniknęła wraz z fragmentem ściany, odsłaniając ukryte przejście.
- Gdzie nas prowadzisz? - zapytał Alec zaskoczony.
- Powiem na miejscu.
Korytarz był wąski, oświetlony pojedynczymi, bladymi światłami runicznymi. Pachniało kurzem i wilgocią. Po chwili dotarliśmy do mojej kryjówki.
To było nieduże pomieszczenie, ale urządzone z dbałością o każdy szczegół.
W kącie stała przytulna kanapa obita ciemnozielonym welurem, nad nią wisiała tablica korkowa pełna notatek, fotografii, map i sznurków łączących imiona z wydarzeniami. Na biurku leżały porozrzucane dokumenty, raporty i ręcznie pisane notatki w starym języku. Obok - stara lampa z żółtym światłem rzucała ciepły cień na ściany. W kącie znajdowała się mała biblioteczka z księgami run, eliksirów i prywatnych zapisków.
To było moje miejsce. Moja przystań.
Usiadłam ciężko na kanapie.
- Co to za miejsce? - zapytał Alec, rozglądając się po ścianach.
- Moja kryjówka - odparłam cicho. - Jedyna, gdzie mogę być sobą.
- A teraz powiedz... dlaczego płakałaś? I jak to możliwe, że jesteś zdrowa? - usiadł obok, pochylając się ku mnie.
- Magnus dał mi próbkę eksperymentalnego leku. To nieistotne. Działa - odparłam nerwowo, bawiąc się palcami.
- Ale powód łez był inny - Jace przyklęknął przy tablicy, oglądając jeden z rysunków.
Zacisnęłam usta.
- Bo będę za wami tęsknić.
- Dlaczego? - Alec przyjrzał mi się uważnie. - Wpakowałaś się w coś?
- Jonathan... zagroził, że jeśli nie wyjadę do niedzieli, skrzywdzi was.
- Żebym ja mu czegoś nie zrobił - warknął Jace.
- Już raz go zabiłeś. A ja skończyłam w piekle - przypomniałam chłodno.
- Ale nie możemy cię znowu stracić - Alec mówił cicho, ale stanowczo. - Jesteś dla nas ważna. Jesteś... dla mnie ważna.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictionRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
