Obudziłam się dokładnie godzinę przed przyjęciem. Powoli podniosłam się z łóżka, czując jeszcze ciepło po krótkiej drzemce. Otworzyłam szafę i sięgnęłam po przygotowaną wcześniej sukienkę. Szmaragdowa tkanina lśniła subtelnie w świetle, które wpadało przez okno. W łazience wykonałam staranny makijaż, a potem pofalowałam włosy, które opadły miękko na ramiona. Gdy włożyłam sukienkę i założyłam białe obcasy, zerknęłam w lustro. Wyglądałam... dobrze. Nawet bardzo dobrze.
Zamknęłam drzwi pokoju i skierowałam się na salę. Goście powoli zaczynali się zbierać, przestrzeń wypełniały gwarne rozmowy i ciche kroki na wypolerowanej podłodze. Stanęłam obok Magnusa, który - jak zwykle - przeszedł samego siebie. Jego niebieski, brokatowy garnitur błyszczał przy każdym ruchu, niczym letnie niebo pełne gwiazd.
- Ty zawsze musisz zabłysnąć, prawda? - rzuciłam złośliwie, unosząc brew.
Magnus uśmiechnął się szeroko, teatralnie poprawiając mankiet.
- Oczywiście, biszkopciku. Ktoś musi świecić, gdy reszta tonie w półcieniach.
Po chwili do sali zaczęły napływać kolejne postacie - wampiry, wilkołaki, Nocni Łowcy... Dostrzegłam nawet dwie faelie, lśniące jak poranna rosa. Kelnerki krążyły wśród gości, rozdając kieliszki z błyszczącym napojem, a Magnus obserwował wszystko z miną pełną dumy.
- Idę po coś do picia - mruknęłam. Skinął głową w milczeniu.
Podniosłam kieliszek ze srebrnej tacy i w tym momencie do sali weszli Izzy i Alec. Ona miała na sobie czerwoną, opinającą suknię, on - granatową koszulę, która podkreślała jego chłodną urodę.
- Podaj im kieliszki - zwróciłam się do kelnerki, która tylko kiwnęła lekko głową, spoglądając na mnie z lekkim przestrachem. Może czuła coś, czego jeszcze nie mówiłam na głos. Może wyczuwała, że coś się zbliża.
W tłumie dostrzegłam Sebastiana. Od kiedy go znam, coś mnie do niego zraża - instynkt podpowiadał, że kryje się w nim coś złowrogiego, coś... nieodwracalnego.
- Rose, kontaktujesz? - Izzy zbliżyła się i stuknęła swoim kieliszkiem o mój. Odwzajemniłam uśmiech, choć z opóźnieniem.
- Tak. Przepraszam, zamyśliłam się.
- Gratuluję - odezwał się Alec, zbliżając się do nas. - Zmieniasz prawo.
- Ktoś musiał - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem. - Choć nie zrobiłam tego sama. Clave potrzebowało zmian, ja tylko im je pokazałam.
- Chciałem ci pogratulować - dodał z rozbawieniem. Spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Dziękuję - odpowiedziałam, czując, jak coś ciepłego rozlewa się w mojej piersi. Jego słowa brzmiały szczerze. W tym momencie z sufitu zaczął sypać się złoty pył. Izzy chwytała go w dłonie z roziskrzonymi oczami.
- Postaraliście się z Magnusem - skomentował Alec, zerkając na dekoracje.
- Magnus i Rafael zajęli się wszystkim. Ja... cóż, ja poszłam spać - wzruszyłam ramionami i upiłam łyk alkoholu.
- Aż taki z ciebie leń? - zażartował Alec, szturchając mnie ramieniem.
- A to za tego lenia właśnie - odparłam, z uśmiechem oddając kuksańca.
Rozejrzałam się po sali.
- Gdzie Jace?
- Został z Maxem. Mówił, że nie ma ochoty na zabawę - odpowiedziała Izzy.
- Rozmawiałeś z nim? - zwróciłam się do Aleca.
- Nie jeszcze - mruknął. - Ale pewnie ćwiczą.
- Młody pewnie mu skopie tyłek - stwierdziłam, śmiejąc się pod nosem.
- Pewnie tak - parsknęliśmy śmiechem wszyscy troje.
Wtedy poczułam dłoń na ramieniu. Odwróciłam się i spojrzałam prosto w oczy Sebastiana. Zimne. Niepokojąco czarne.
- Musimy zamienić kilka słów - powiedział cicho, ale stanowczo. Zaprowadził mnie do bocznego pokoju i zamknął drzwi.
- Co się dzieje? - spytałam, przyglądając mu się uważnie.
- Clary nie przyszła. Miała tu być - wycedził przez zęby. Był wściekły.
- Może zaraz się zjawi - próbowałam załagodzić, ale on tylko zaczął nerwowo krążyć po pokoju.
- Kłamiesz - warknął nagle.
- Uspokój się - powiedziałam spokojnie, choć z trudem zachowałam chłodną krew.
- Nie mów mi, co mam robić! Jestem diabłem! - ryknął, a jego oczy zaiskrzyły czernią. Poczułam przeszywający ból w głowie.
- Nie zniszczysz tego wieczoru - syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Ktoś dziś zginie, wiesz o tym? - wyszeptał z uśmiechem pełnym obłędu.
- Ty - odpowiedziałam chłodno. Uniosłam dłoń, a Sebastian poleciał w stronę ściany, dusząc się, plując krwią. - Chcesz szacunku? Zacznij szanować innych. Nie dam się już nigdy więcej poniżyć.
Opuściłam pokój, czując metaliczny smak w ustach. Magnus podszedł do mnie z uśmiechem.
- Jak się bawisz, biszkopciku?
- Umieram - wymamrotałam.
- Bez przesady, aż tak źle nie jest - zaśmiał się, rozglądając się po sali. Ale wtedy pojawił się Rafael. Spojrzał na mnie z niepokojem.
- Czuję... zepsutą krew - powiedział cicho. Magnus zmarszczył brwi, patrząc mi prosto w oczy.
- To jakiś żart? - zapytał.
Nie odpowiedziałam. Wyszłam na balkon, zasunęłam zasłony. Usiadłam na zimnej posadzce, zdjęłam medalion i podpaliłam go. Głowa pulsowała mi bólem, dym unosił się jak piekielna mgła. Medalion stopił się z sykiem - nie zostało po nim nic.
W środku Izzy rozglądała się nerwowo.
- Gdzie jest Rose? - zapytała.
- Nie mam pojęcia - odpowiedział Sebastian z chłodnym uśmiechem. - Witaj, Clary. Jak się miewasz?
- W pokoju jej nie ma - dodał Alec, niepokojąco cicho.
Tymczasem ja wstałam i zaczęłam przedzierać się przez tłum do łazienki. Zamknęłam się od środka, odgarnęłam włosy i... wyplułam do zlewu czarną ciecz zmieszaną z krwią. Odetchnęłam, przepłukałam usta. Wpatrzyłam się w swoje odbicie.
- Wszystko jest w porządku - wyszeptałam do siebie. - Dasz radę.
Nagle usłyszałam kliknięcie zamka. Drzwi się otworzyły. Wszedł Magnus. Zobaczył krew w zlewie. Zmarszczył brwi.
- Miałeś rację - powiedziałam cicho. - Zabiję Jonathana za dwa tygodnie. Ale teraz... udawajmy, że wszystko gra. Znajdź mi medalion z pentagramem. Taki sam, jak ten.
- Ale...
- Już - ponagliłam go chłodno.
Stworzył nowy medalion. Zapięłam go na szyi i wyszłam z łazienki. Na sali dostrzegłam Clary rozmawiającą z Jonathanem. Dalej - Izzy i Aleca.
Zaciskałam zęby. Gra się dopiero zaczęła.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
AdventureRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
