52

266 12 0
                                        


Obudziłam się dokładnie godzinę przed przyjęciem. Powoli podniosłam się z łóżka, czując jeszcze ciepło po krótkiej drzemce. Otworzyłam szafę i sięgnęłam po przygotowaną wcześniej sukienkę. Szmaragdowa tkanina lśniła subtelnie w świetle, które wpadało przez okno. W łazience wykonałam staranny makijaż, a potem pofalowałam włosy, które opadły miękko na ramiona. Gdy włożyłam sukienkę i założyłam białe obcasy, zerknęłam w lustro. Wyglądałam... dobrze. Nawet bardzo dobrze.

Zamknęłam drzwi pokoju i skierowałam się na salę. Goście powoli zaczynali się zbierać, przestrzeń wypełniały gwarne rozmowy i ciche kroki na wypolerowanej podłodze. Stanęłam obok Magnusa, który - jak zwykle - przeszedł samego siebie. Jego niebieski, brokatowy garnitur błyszczał przy każdym ruchu, niczym letnie niebo pełne gwiazd.

- Ty zawsze musisz zabłysnąć, prawda? - rzuciłam złośliwie, unosząc brew.

Magnus uśmiechnął się szeroko, teatralnie poprawiając mankiet.

- Oczywiście, biszkopciku. Ktoś musi świecić, gdy reszta tonie w półcieniach.

Po chwili do sali zaczęły napływać kolejne postacie - wampiry, wilkołaki, Nocni Łowcy... Dostrzegłam nawet dwie faelie, lśniące jak poranna rosa. Kelnerki krążyły wśród gości, rozdając kieliszki z błyszczącym napojem, a Magnus obserwował wszystko z miną pełną dumy.

- Idę po coś do picia - mruknęłam. Skinął głową w milczeniu.

Podniosłam kieliszek ze srebrnej tacy i w tym momencie do sali weszli Izzy i Alec. Ona miała na sobie czerwoną, opinającą suknię, on - granatową koszulę, która podkreślała jego chłodną urodę.

- Podaj im kieliszki - zwróciłam się do kelnerki, która tylko kiwnęła lekko głową, spoglądając na mnie z lekkim przestrachem. Może czuła coś, czego jeszcze nie mówiłam na głos. Może wyczuwała, że coś się zbliża.

W tłumie dostrzegłam Sebastiana. Od kiedy go znam, coś mnie do niego zraża - instynkt podpowiadał, że kryje się w nim coś złowrogiego, coś... nieodwracalnego.

- Rose, kontaktujesz? - Izzy zbliżyła się i stuknęła swoim kieliszkiem o mój. Odwzajemniłam uśmiech, choć z opóźnieniem.

- Tak. Przepraszam, zamyśliłam się.

- Gratuluję - odezwał się Alec, zbliżając się do nas. - Zmieniasz prawo.

- Ktoś musiał - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem. - Choć nie zrobiłam tego sama. Clave potrzebowało zmian, ja tylko im je pokazałam.

- Chciałem ci pogratulować - dodał z rozbawieniem. Spojrzałam na niego podejrzliwie.

- Dziękuję - odpowiedziałam, czując, jak coś ciepłego rozlewa się w mojej piersi. Jego słowa brzmiały szczerze. W tym momencie z sufitu zaczął sypać się złoty pył. Izzy chwytała go w dłonie z roziskrzonymi oczami.

- Postaraliście się z Magnusem - skomentował Alec, zerkając na dekoracje.

- Magnus i Rafael zajęli się wszystkim. Ja... cóż, ja poszłam spać - wzruszyłam ramionami i upiłam łyk alkoholu.

- Aż taki z ciebie leń? - zażartował Alec, szturchając mnie ramieniem.

- A to za tego lenia właśnie - odparłam, z uśmiechem oddając kuksańca.

Rozejrzałam się po sali.

- Gdzie Jace?

- Został z Maxem. Mówił, że nie ma ochoty na zabawę - odpowiedziała Izzy.

- Rozmawiałeś z nim? - zwróciłam się do Aleca.

- Nie jeszcze - mruknął. - Ale pewnie ćwiczą.

- Młody pewnie mu skopie tyłek - stwierdziłam, śmiejąc się pod nosem.

- Pewnie tak - parsknęliśmy śmiechem wszyscy troje.

Wtedy poczułam dłoń na ramieniu. Odwróciłam się i spojrzałam prosto w oczy Sebastiana. Zimne. Niepokojąco czarne.

- Musimy zamienić kilka słów - powiedział cicho, ale stanowczo. Zaprowadził mnie do bocznego pokoju i zamknął drzwi.

- Co się dzieje? - spytałam, przyglądając mu się uważnie.

- Clary nie przyszła. Miała tu być - wycedził przez zęby. Był wściekły.

- Może zaraz się zjawi - próbowałam załagodzić, ale on tylko zaczął nerwowo krążyć po pokoju.

- Kłamiesz - warknął nagle.

- Uspokój się - powiedziałam spokojnie, choć z trudem zachowałam chłodną krew.

- Nie mów mi, co mam robić! Jestem diabłem! - ryknął, a jego oczy zaiskrzyły czernią. Poczułam przeszywający ból w głowie.

- Nie zniszczysz tego wieczoru - syknęłam przez zaciśnięte zęby.

- Ktoś dziś zginie, wiesz o tym? - wyszeptał z uśmiechem pełnym obłędu.

- Ty - odpowiedziałam chłodno. Uniosłam dłoń, a Sebastian poleciał w stronę ściany, dusząc się, plując krwią. - Chcesz szacunku? Zacznij szanować innych. Nie dam się już nigdy więcej poniżyć.

Opuściłam pokój, czując metaliczny smak w ustach. Magnus podszedł do mnie z uśmiechem.

- Jak się bawisz, biszkopciku?

- Umieram - wymamrotałam.

- Bez przesady, aż tak źle nie jest - zaśmiał się, rozglądając się po sali. Ale wtedy pojawił się Rafael. Spojrzał na mnie z niepokojem.

- Czuję... zepsutą krew - powiedział cicho. Magnus zmarszczył brwi, patrząc mi prosto w oczy.

- To jakiś żart? - zapytał.

Nie odpowiedziałam. Wyszłam na balkon, zasunęłam zasłony. Usiadłam na zimnej posadzce, zdjęłam medalion i podpaliłam go. Głowa pulsowała mi bólem, dym unosił się jak piekielna mgła. Medalion stopił się z sykiem - nie zostało po nim nic.

W środku Izzy rozglądała się nerwowo.

- Gdzie jest Rose? - zapytała.

- Nie mam pojęcia - odpowiedział Sebastian z chłodnym uśmiechem. - Witaj, Clary. Jak się miewasz?

- W pokoju jej nie ma - dodał Alec, niepokojąco cicho.

Tymczasem ja wstałam i zaczęłam przedzierać się przez tłum do łazienki. Zamknęłam się od środka, odgarnęłam włosy i... wyplułam do zlewu czarną ciecz zmieszaną z krwią. Odetchnęłam, przepłukałam usta. Wpatrzyłam się w swoje odbicie.

- Wszystko jest w porządku - wyszeptałam do siebie. - Dasz radę.

Nagle usłyszałam kliknięcie zamka. Drzwi się otworzyły. Wszedł Magnus. Zobaczył krew w zlewie. Zmarszczył brwi.

- Miałeś rację - powiedziałam cicho. - Zabiję Jonathana za dwa tygodnie. Ale teraz... udawajmy, że wszystko gra. Znajdź mi medalion z pentagramem. Taki sam, jak ten.

- Ale...

- Już - ponagliłam go chłodno.

Stworzył nowy medalion. Zapięłam go na szyi i wyszłam z łazienki. Na sali dostrzegłam Clary rozmawiającą z Jonathanem. Dalej - Izzy i Aleca.

Zaciskałam zęby. Gra się dopiero zaczęła.

Nocna ŁowczyniOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz