64.

307 11 0
                                        


Od narkotyków moje zmysły były wyostrzone do granic. Dźwięki pulsowały w uszach, światło mieniło się kolorami, a skóra zdawała się rejestrować każdy ruch powietrza. I wtedy usłyszałam krzyk. Zmroził mnie od środka.

Bez zastanowienia wyszłam z hotelu, kierując się w stronę źródła. W wąskiej alejce, skąpanej w cieniach latarni, stał demon - jego sylwetka drgała, jakby próbował się ukryć przed światłem. Przed nim drżała nastoletnia dziewczyna o ciemnej skórze. Od razu wyczułam jej zapach - wilkołak.

Zatrzymałam się, spojrzałam demonowi w oczy. Ten cofnął się o krok, jakby sam strach miał go sparaliżować. Z mojej dłoni wybuchnął ogień - jasny, niekontrolowany, ale skuteczny. Po chwili po potworze nie pozostał nawet cień.

- Nic ci nie jest? - zapytałam spokojnie, podchodząc do dziewczyny.

- Bez ciebie bym sobie nie poradziła. Maia Roberts - przedstawiła się, wciąż trzymając rękę przy piersi, jakby serce chciało wyrwać się z jej klatki.

- Rose Gold - odpowiedziałam.

- Ta anielica? - zapytała z nutą niepewności.

- Tak. Kojarzę cię, jesteś ze stada Luke'a Garrowaya, prawda?

- Zgadza się. Dzięki, Rose. Do zobaczenia. - Zniknęła w mroku, a ja poczułam, że noc dobiegła końca.

Wróciłam przed hotel, gdzie czekali nocni łowcy.

- Gdzie ta wasza Rose, powinna otworzyć portal - rzucił ktoś z niecierpliwością.

Machnęłam ręką, a obok nich rozwarł się portal.

- Już jestem - uśmiechnęłam się leniwie.

Jeden po drugim znikali w portalu, ja ostatnia.

Wylądowaliśmy na dziedzińcu Instytutu. Spojrzałam przez ramię - Izzy w srebrnej sukni błyszczała jak gwiazda. Alec stał nieopodal w rozpiętej czarnej koszuli, przez którą wyraźnie rysowały się jego mięśnie. O mało nie potknęłam się o własne myśli. Ciacho - przemknęło mi przez głowę.

Z uśmiechem ruszyłam na górę, trafiając do jednego z pokojów, gdzie od razu opadłam na łóżko. Sen porwał mnie bez oporu.

---

Śnił mi się Valentine. Wyrwał mi serce z piersi, śmiejąc się, gdy upadałam na kolana, krztusząc się własną krwią.

Zerwałam się z krzykiem, zlękniona. Ktoś mną potrząsał.

- Co robisz w moim pokoju? - rozległ się obojętny, acz lekko zirytowany głos.

Spojrzałam - Alec. Stał obok łóżka, ręce skrzyżowane na piersi, wzrok jak stal.

- Pomyliłam pokoje... i piętra - odparłam, uśmiechając się niewinnie, mimo że serce nadal biło jak oszalałe. Zerknęłam na zegarek. Druga w nocy.

- Gdzie się wybierasz? - zapytał, mrużąc oczy, gdy się podniosłam.

- Skoro już mnie wyganiasz, może zrobię coś pożytecznego. Piękna noc, gwiazdy świecą, może zabiję kilka demonów?

- Nie w tym stanie - powiedział twardo, odcinając mi drogę wzrokiem.

- W jakim stanie? Czuję się świetnie. - Obróciłam się wokół własnej osi, rozkładając ręce. - Nie piłam od tygodni. Wczoraj straciłam kontrolę, ale wiesz co? To chyba ty masz z tym większy problem. Sebastian potrafił się bawić. Ty tylko kontrolujesz, oceniasz. Przestań być taki... spięty. - Uśmiech zniknął z mojej twarzy. - Może właśnie dlatego nie jesteś z nikim. Bo boisz się stracić kontrolę.

Nocna ŁowczyniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz